Nowinka techniczna pomoże polskim biathlonistkom? “To dla nas chleb powszedni” [wywiad]

fot. Mateusz Król

Nieco ponad doba zostaje do startu sezonu biathlonowego. Po nie udanej poprzedniej zimie polskie zawodniczki liczą na poprawę wyników. Wielką nadzieją olimpijską jest Monika Hojnisz-Staręga. Sama celuje w medal. – Na pewno wszyscy jej tego życzymy. Do tej pory może brakowało jej szczęścia – mówi w rozmowie z nami Adam Kołodziejczyk, trener reprezentacji Polski.

fot. Mateusz Król

Mateusz Król: Jaka zima zastała was w Szwecji?

Adam Kołodziejczyk: Akurat mieliśmy taką sytuację, że jak przyjeżdżaliśmy, to nastała odwilż. Najpierw padał trochę śnieg, później nadszedł deszcz, ale teraz robi się już chłodniej. Jest około zera stopni i od deszczu zrobiła nam się nawet mała śnieżyca w trakcie treningu. 

Sezon już się właściwie rozpoczyna. Udało wam się zrealizować cały plan w okresie przygotowawczym?

Oczywiście. Na poziomie kadry olimpijskiej, czy po prostu seniorów, nie można sobie pozwolić, aby coś się nie udało. Chociaż zwrot “udało się” nie jest może właściwy, bo mieliśmy plan, pracujemy z nim i go realizujemy. Poza przypadkami choroby, czy kontuzji. Całe szczęście, że tego nie mieliśmy zbyt wiele, wszystkie założenia muszą nam wyjść. Nie możemy sobie pozwolić na to, aby mieć jakąś niepewność w tych przygotowaniach.

Sporo zmian kadrowych w naszym biathlonie. Pan znów jest głównym trenerem, dołączyła Agnieszka Cyl i do tego dyrektorem sportowym została Justyna Kowalczyk-Tekieli. Pytanie, czy w związku z tym dużo zmienialiście w samym treningu zawodników i zawodniczek?

Pracowałem z kadrami wcześniej przez kilka lat. Miałem swój system działania wyrobiony. Mieliśmy przed sobą sezon olimpijski, więc trzeba było dopasować odpowiednio obciążenia treningowe. Większość zawodników już wcześniej ze mną trenowała, więc wiedzieli czego mogą się spodziewać w procesie treningowym. Nie zaskoczyli się zatem za bardzo, bo to co było do zrobienia, robili już wcześniej. Z większymi lub mniejszymi sukcesami, ale moim zdaniem praca z tymi zawodnikami wcześniej dawała rezultat.

Na inaugurację Pucharu Świata powołaliście dwoje debiutantów. To oznaka, że ci młodzi dobijają do tej doświadczonej grupy?

Równolegle do tej kadry, którą ja prowadziłem, bardzo dobrze i szeroko prowadzona była też tzw. kadra B. Tam wielu zawodników było na podobnym poziomie i dobijało się do kadry A. To, że dostali szansę startu tutaj w Pucharze Świata oznacza, że mają talent, potencjał i ciężko pracowali. Do tego za sprawą naszego prezesa związku oraz pani Justyny Kowalczyk-Tekieli, to nasze zaplecze dostało możliwość treningu na podobnym poziomie, co moja grupa. W naszych eliminacjach, testach latem i zimą wychodziło, że ci zawodnicy z aktualnego składu, nadają się, aby jechać tutaj na Puchar Świata. Teraz będziemy patrzyli równocześnie na rezultaty w zmaganiach najwyższej rangi i tych w Pucharze IBU. A rywalizacja tych wszystkich zawodników powinna nam też dać ostatecznie dobry wynik drużynowy. 

Wiemy, że robicie zawodnikom testy przed startami. Czy one pozwalają wam na pewność, że ten sezon będzie udany, albo przynajmniej lepszy od poprzedniego?

To w zasadzie zawsze jest niewiadoma. Szczególnie w naszym sporcie, bo w innych, bardziej wymiernych, jak lekkoatletyka czy pływanie, zawodnicy startują w różnych mityngach, sprawdzianach i osiągają wyniki np. na poziomie rekordu świata czy też powyżej jakichś norm i wiadomo, że są wśród faworytów. My oczywiście wśród swoich zawodników też możemy wiedzieć, że są w formie. Tylko w biathlonie jest to wszystko bardziej niewymierne. Na pewno te sprawdziany, które w tym roku robiliśmy, pozwalają nam myśleć pozytywnie. Część zawodników fizycznie poprawiło swoje wyniki. Może nie w laboratoryjnych testach, ale w sprawdzianach sportowych, takich np. lekkoatletycznych, osiągnęli swoje topowe wyniki. Nawet mając 30 lat. Jest to na pewno dobry prognostyk, ale z drugiej strony nie mamy porównania z innymi. Startowaliśmy na mistrzostwach świata i w zasadzie tyle.

Monika brała udział też w zawodach komercyjnych i tam pokazała, że może rywalizować z tymi najlepszymi na równi. Zabrakło jedynie lepszego strzelania, aby osiągnęła lepszy rezultat. Na mistrzostwach świata zrobiła jednak swoje i zdobyła złoto. Miała tam godną rywalkę w postaci Markety Davidowej [mistrzyni świata z Pokljuki 2021]. Zatem pojedyncze starty i kontrolne sprawdziany pozwalają nam myśleć, że powinno być dobrze.

Byliśmy na mistrzostwach Polski we wrześniu i tam Monika wyraźnie odstawała formą od pozostałych kadrowiczek. To oznaka wielkiej formy? Możemy być o nią spokojni?

Przede wszystkim Monika miała teraz sezon przygotowawczy zupełnie inny niż te wcześniejsze. Nie było tyle objętości. Więcej stawialiśmy na starty, sprawdziany i szybkie treningi. Generalnie sama jest zadowolona z tego okresu letniego. Startowała w zawodach i spisywała się naprawdę dobrze. W mistrzostwach Polski wygrywała wszystkie biegi, chociaż może krajowe rywalki nie stawiały się za bardzo. Przyznam jednak, że nasze pozostałe dziewczyny też prezentują dobry poziom. 

Zdaje się, że dość późno przed startem sezonu zeszliście z wysokości. To specjalny zabieg, który ma zaowocować formą na igrzyskach? Te mają być przecież dość wysoko.

Ogólnie w tym sezonie sporo było takich obozów na wysokościach podobnych do tych, które zastaniemy na igrzyskach. To był przemyślany krok. Najwyżej byliśmy na poziomie 2200 m n.p.m. Ostatni nasz obóz rzeczywiście był też wysoko, ale były tam równocześnie inne reprezentacje, które w ten sposób przygotowywały się do sezonu. Organizm ma pamięć i potem, jak wraca się na taką wysokość, to łatwiej jest się zaadaptować. 

Będziecie startowali we wszystkich Pucharach Świata, czy planujecie jakieś przerwy na obóz przed igrzyskami?

W tym sezonie na pewno zrezygnowaliśmy z mistrzostw Polski, które odbywały się zazwyczaj pod koniec roku. Zatem z Pucharu Świata zawodnicy wrócą 19 grudnia i do kolejnego startu są dwa tygodnie. Wiemy, że to okres świąteczno-noworocznych, ale zaplanowaliśmy dwie konsultacje w Zakopanem i Kościelisku. Będzie też kilka dni na to, aby zawodnicy mogli odpocząć. Zrobimy jeszcze kilka treningów i ruszymy na Puchary Świata. Ważne dla nas będą starty w Oberhofie i Ruhpolding, bo to są jeszcze kwalifikacyjne puchary. Później są zawody w Anterselvie i do tego podejdziemy trochę inaczej. W tym czasie udamy się na obóz do Obertilliach, tam mamy swoją stałą bazę. Będzie trenować już pod kątem igrzysk. Może się zdarzyć, że któregoś zawodnika stamtąd wysyłać będziemy jeszcze na Puchar Świata.

Celem dla męskiej kadry na ten sezon będzie to, aby sztafeta zakwalifikowała się na igrzyska?

Dwa ostatnie sezony pod moją wodzą, potrafiliśmy się znaleźć w najlepszej dwudziestce. Nie mówiąc już o przedostatniej zimie, kiedy byliśmy na siedemnastym miejscu. Ostatni rok – jakimś dziwnym niefartem – nawet pod okiem norweskiej trenera, misja się ta nie powiodła. Zajęli miejsce poza dwudziestką. To mogło wszystkich zniechęcić. Myślę jednak, że mamy szansę na powrót do dwudziestki i z tymi czterema zawodnikami na igrzyska pojechać.

A sztafety to także panie, które w ostatnich latach nas zaskakiwały. Pamiętamy, że kilka lat temu liczyliśmy na sztafetę, bo na papierze wychodziło tak z indywidualnych startów. Teraz papier mówi coś innego, a wyniki na mistrzostwach świata zaskakująco dobre. Może to właśnie najbardziej na sztafetę powinniśmy liczyć w tym sezonie?

Na pewno ta sztafeta jest ciekawym i newralgicznym punktem, który może nam dać dużo radości, ale też emocji, nerwów i czasami zniechęcenia. Rzeczywiście za moich czasów tak było, że na papierze sztafeta była mistrzowska, a potem jakieś błędy i odległe miejsce. Może raz czy dwa udało się być blisko podium. Teraz z kolei jest, tak jak pan mówi, zupełnie odwrotnie. Myślę jednak, że mamy utalentowane dziewczyny, które muszą jeszcze nabrać doświadczenia i rozwinąć się. Pamiętajmy, że Weronika Nowakowska, Krystyna Guzik i Magdalena Gwizdoń, co prawda startowały z młodą Moniką Hojnisz, ale same osiągały te najlepsze wyniki w wieku około 30 lat. Także takie zawodniczki, jak Kamila Żuk, Kinga Zbylut czy nawet utalentowana Joanna Jakieła, muszą jeszcze trochę poczekać. A może już na tych igrzyskach zahaczą o tę sztafetę? Tego jeszcze nie wiemy. Musimy poczekać, jak rozwinie się ten sezon. 

Zawsze mówiło się, że ta czwarta zmiana jest najtrudniejsza i dziewczyny nie chcą na niej biegać. Macie już to ustalone, czy będziecie sprawdzać różne opcje zimą?

Na pewno będziemy testować. Musimy jednak pamiętać, że na ten moment na igrzyska mamy cztery miejsca. I to nie jest tak, że my jako trenerzy tylko decydujemy o tym, które dziewczyny pojadą. O tym zdecyduje specjalny system. Wtedy już nie mamy wyboru, które dziewczyny biegną. Chyba, że w sezonie spiszą się tak dobrze, że do Pekinu pojedzie pięć zawodniczek. Będziemy jednak w ciągu sezonu korzystali z biegów sztafetowych, aby jak przetestować jak najwięcej opcji. 

W sporcie coraz większe znaczenie mają nowinki technologiczne. Jak wy stoicie pod tym kątem? 

Akurat to jest moja działka. Od lat takie rzeczy są w moim warsztacie trenerskim. Uważam, że trzeba z nowinek korzystać. One pozwalają nam dokładniej zobaczyć, jak reaguje organizm sportowca. Wiadomo, że nie zawsze jest do wszystkiego dostęp, ale z czego można, to trzeba korzystać. Wychodzę z założenia, że najlepiej trenować jak najmniej objętościowo. Treningów sporo, ale takich, które szybko przyniosą efekt, niewielkim kosztem. Właśnie w tym pomagają nam badania laboratoryjne czy też specjalne urządzenia, którymi możemy zobaczyć, jak zawodnik jest wytrenowany. Jeśli za mało, to wiemy, że trzeba jeszcze popracować. Dla naszej grupy korzystanie z takich nowinek to dzień powszedni. 

A do zestawy takich “gadżetów” coś pan przed tym sezonem dorzucił?

Testujemy, podobnie jak inne ekipy, stały system monitoringu cukru w organizmie zawodnika. O tym jest głośno w naszym środowisku. Generalnie próbujemy takich rzeczy. Badania są dla nas chlebem powszednim. Chodzi o to, żeby mnie trenować z zamkniętymi oczami. Oczywiście najważniejsza jest dla nas informacja zwrotna od samego zawodnika, ale takie szkiełko czy oko w postaci urządzeń, jest dla nas na pewno bardzo potrzebne. 

Coraz ważniejsze jest też podejście mentalne. Dlatego wielu zawodników pracuje z psychologiem. Jak jest w naszej kadrze?

To zawsze taka indywidualna, nawet tajemnicza kwestia. Jednak jest tak, jak pan mówi, że ta sfera mentalna w sporcie jest bardzo istotna. Dlatego nasi zawodnicy na tym polu też działają.

No to na koniec pytanie, które najczęściej zadają kibice. Czy Monika Hojnisz-Staręga stanie tej zimy na podium? Wielokrotnie było przecież blisko…

Monika przez te wszystkie sezony udowodniła, że na pewno ją stać. Były lepsze i gorsze rezultaty, ale kilka razy było też blisko tego podium. Wszystko zależy od tego, jak Monika rozpocznie. Wtedy będziemy mogli coś więcej powiedzieć. Na pewno wszyscy jej tego życzymy. Do tej pory może brakowało jej szczęścia. Z drugiej strony mówi się, że szczęście trzeba sobie umieć zorganizować. Jak sobie to wszystko zorganizujemy w okresie startowym, to powinno być dobrze. 

  

Mateusz Król
Obserwuj