Nowe miejsca treningowe pomocne dla Kowalczyk?

fot. Anna Felska

Justyna Kowalczyk to postać, której nie trzeba przedstawiać. Swoją determinacją oraz wolą walki osięgnęła w sporcie wiele, sięgając po najcenniejsze trofea. Przed zbliżającymi się Igrzyskami Olimpijskimi postawiła na nowe miejsca treningowe, znajdujące się między innymi w bułgarskich oraz włoskich miejscowościach. 

5 medali Igrzysk Olimpijskich, w tym dwa z najcenniejszego kruszcu, a także 8 krążków przywiezionych z Mistrzostw Świata w narciarstwie klasycznym (2-3-3), gdyby tego było mało to w dorobku nasza mistrzyni ma także 4 kryształowe kule za triumf w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata.

Warto wspomnieć, że od pewnego czasu coś się jednak zmieniło. Jusyna Kowalczyk powtarza, że nie jest tą samą zawodniczką, która mimo złamanej kości stopy stanęła na najwyższym stopniu podium IO, nokautując rywalki. Nie poddaje się i poświęca treningom mnóstwo czasu. Ciężko pracuje choć wiele kosztowała ją walka z depresją. W 2015 roku wywalczyła brązowy medal w sprincie drużynowym wspólnie z Sylwią Jaśkowiec na Mistrzostwach Świata w Falun. W minionym sezonie mimo serca do walki nie udało się przywieźć wymarzonego krążka. Niewiele jednak brakuje Justynie Kowalczyk do czołówki, dlatego do imprezy czterolecia ma jeszcze czas, aby popracować nad pewnymi elementami. Z pewnością mobilizuje ją to i po ostatnich występach w maratonach, rozpoczęła w maju treningi.

Początkowo miejscem dobrym na start okazały się polskie góry, a mianowicie Tatry, gdzie często przebywa mistrzyni. W okolicach Zakopanego pojawiała się także w trakcie przerw między obozami. Po pewnym czasie udała się do Ramsau, gdzie znajduje się lodowiec, stwarzajacy znakomite warunki treningowe. Na początku lipca zwyciężyła w maratonie na nartorolkach na 80km w Norwegii, a kolejne dni spędziła w Słowenii. W następnym miesiącu Justyna Kowalczyk pojechała do miejscowości bardzo dla niej szczęśliwej i dobrze znanej mianowicie estońskiej – Otepaeae. We wcześniejszych latach biegaczka z Kasiny Wielkiej w podobnym okresie udawała się na drugi koniec globu do Nowej Zelandii bądź Argentyny.

We wrześniu była za to niepokonana we włoskim naratorolkowym maratonie, w którym ostatnie 3 kilometry zapalanowane zostały na Alpe Cermis. Ten szczyt bardzo dobrze znany jest polskiej biegacze między innymi z prestiżowego rozgrywanego na przełomie nowego i starego roku – Tour de Ski. Kolenym punktem okazały się bułgarskie góry, gdzie zdobyła najwyższy szczyt – Musałę. Wysoko położone tereny sprzyjają budowaniu przede wszystkim wytrzymałości. Niedawno powróciła ponownie na austriacki lodowiec.

Można zauważyć, że w przygotowaniach do sezonu olimpijskiego pojawiły się nowe miejsca. – Każdy cykl przygotowawczy to pewien schemat, który po wielu latach warto jest przełamać choćby zmianą miejsca zgrupowania. Bułgaria może się wydawać nietypowym wyborem, ale było to miejsce, które polecali znajomi Justyny i trenera. Warunki do zajęć na dużej wysokości są tam bardzo dobre, a i infrastrukturze nie można nic zarzucić. W Słowenii natomiast wcześniej bywała tylko zimą – skomentował Rafał Węgrzyn.

Niewiele czasu zostało do inauguracji Pucharu Świata. Polka ma już jednak plany na zbliżające się starty. –  Zgrupowanie w Finlandii rozpocznie się 3 listopada, a jego tradycyjnym elementem będą kontrolne starty w Pucharze FIS w Muonio. Później Justyna będzie ścigała się w Lillehammer, a przed świętami Bożego Narodzenia jeszcze w Dobbiaco. Zrezygnuje za to ze zmagań w Davos, gdzie zaplanowano biegi techniką dowolną – dodał asystent trenera Wierietielnego.

Polki zabraknie z pewnością w Tour de Ski, ale pojawi się za to podczas maratonu w Seefeld. Podczas nadchodzących Igrzysk Olimpijskich w Pjongczang Justyna Kowalczyk może powalczyć w biegach rozgranych techniczką klasyczną – sprincie oraz na 30 kilometrów.

Źródło: sport.tvp.pl

 

Mateusz Król
Obserwuj

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.