Nowa era polskiego biathlonu. Trener dumny, ale odczuwa “coś w stylu paranoi” [wywiad]

Nowy cykl olimpijski, nowe otwarcie. Przed nami biathlonowy sezon, który może być trudny i wymagający. Polskie biathlonistki jednak solidnie przepracowały lato pod okiem Tobiasa Torgersena, który wierzy w swoje podopieczne i chce w spokoju realizować plany obejmujące czterolecie. Jakość treningu, ale też współpraca i szacunek – to istotne kwestie, które w rozmowie z nami porusza norweski szkoleniowiec.  

fot. NRK/Biathlon Arber/ Dmitriy Yevenko – PZBiath

Po bardzo słabym sezonie olimpijskim w polskim biathlonie przyszedł czas na zmiany. Biało-czerwoną grupę pań po Adamie Kołodziejczyku i Agnieszce Cyl przejął Tobias Torgersen. 40-letni szkoleniowiec tym samym powrócił do naszego kraju. Wcześniej przygotowywał Polki do zimy igrzysk w Pjongczangu.

Torgersen powrócił do zupełnie nowej rzeczywistości. Jego team złożony jest z młodych zawodniczek. Nie ma najbardziej doświadczonej Moniki Hojnisz-Staręgi, która zdecydowała się na roczną przerwę. Trener Tobias nie patrzy jednak na swoją grupę z perspektywy braku ewentualnej liderki. W rozmowie z nami mówi, że ten rok to początek czteroletniego procesu. Ponadto Norweg jest zadowolony z tego, jak przebiegł tegoroczny okres przygotowawczy. – Przez sporą część tego czasu nie zmagaliśmy z kontuzjami i zdrowiem, choć oczywiście nie było też tak, że tych problemów nie było – przyznaje.

Mateusz Wasiewski: Trenerze – jakie odczucia towarzyszą panu tuż przed początkiem sezonu?

Tobias Torgersen: Czuję się w pewien sposób normalnie jak na trenera kadry tuż przed pierwszymi startami. Wiesz, że twój zespół wykonał kawał dobrej roboty i bardzo solidnie przepracował lato. Z drugiej strony odczuwasz coś w stylu paranoi. Zadajesz sobie pytanie – a co, jeśli czegoś zrobiłeś za mało, a czegoś za dużo? Jesteś zadowolony, ale wciąż masz takie myśli w głowie. Nie da się jednak zrobić wszystkiego. Jeśli decydujesz się na większą objętość treningową, musisz się liczyć z tym, że będzie mniej dynamiki, intensywności. I na odwrót. Tak to działa.

Czyli ogólnie trener jest zadowolony z przebiegu lata?

Tak, jestem usatysfakcjonowany z tego, jak przebiegł okres przygotowawczy. Przez sporą część tego czasu nie zmagaliśmy z kontuzjami i zdrowiem, choć oczywiście nie było też tak, że tych problemów nie było. Magda Piczura doznała kontuzji nadgarstka (pęknięcia kości promieniowej przy nasadzie dalszej przyp.red.) na początku września. Długo nie mogła obciążać górnych partii ciała. Trenowała z pewnymi ograniczeniami. Anna Mąka przeszła przez zakażenie koronawirusem. Lipiec i sierpień były dla niej bardzo trudne, ale udało jej się powrócić na dobrą drogę. Od miesiąca to wygląda coraz lepiej, co też pokazała na sprawdzianie w Sjusjoen. Natalia Sidorowicz nie wystąpiła w jednym z biegów z powodu przeziębienia. Z organizmem walczyła też Kamila Żuk. Miała pewne problemy w sierpniu. Potem bardzo dobrze weszła we wrzesień, ale niestety kłopoty powróciły. Jej problemy ciężko zdefiniować. Pewne jest, że Kamila potrzebowała dodatkowej regeneracji. Przez ostatni miesiąc szła swoim trybem przygotowań. Chcemy być ostrożni z jej zdrowiem. Dlatego też postanowiliśmy, że nie wystartuje w drugim biegu w Sjusjoen.

Jak ocenia pan ten występ Kamili?

Dobrze jej wyszedł pod względem biegowym. Oczywiście strzelanie nie było idealne, ale fizycznie na ten moment dała z siebie wszystko. Byłem z niej zadowolony. Ona musi spokojnie budować dyspozycję. Myślę, że jej szczytowa forma przyjdzie w nowym roku.

Najlepszy wynik w Norwegii osiągnęła Joanna Jakieła. Jakie trener ocenia jej występ?

Joanna z naprawdę dobrej strony pokazała się w pierwszym biegu. Byłem bardzo zadowolony z jej występu. Zupełnie nie zaskoczyła mnie jej dyspozycja biegowa – widzę, jak pracuje na treningach. Weszła na wyższy poziom sportowy. Pracuje lepiej nie tylko podczas standardowych jednostek, ale też na treningach o wysokiej intensywności. Czy zaskoczyło mnie strzelanie? Też właściwie nie. Mieliśmy z Asią wiele trudnych rozmów. Świetnie, że po pudle w pierwszym strzale w pozycji stojącej potrafiła zachować koncentrację i skupienie. To bardzo istotna kwestia, nad którą pracujemy. Cieszę się z tego biegu, bo co innego pokazywać wysoką dyspozycję na treningach, a przełożyć to na rywalizację z innymi zawodniczkami. Jej udało się zaprezentować próbkę tego, na co pracowała.

Co pan przekazał jej tuż po starcie?

Powiedziałem, że po prostu jestem z niej bardzo dumny i wykonała dobrą robotę.

W Norwegii też mieliście najdłuższy okres treningowy. To był najważniejszy czas w lecie?

Można powiedzieć, że to był kluczowy okres przygotowań. Pracowaliśmy tam na wysokich objętościach. Wiedziałem, że Lillehammer będzie odpowiednim miejscem na taki obóz. Mieliśmy świetne warunki umożliwiające nam wykonywanie planu treningowego.

W lato obyło się bez startów międzynarodowych. To pana indywidualne podejście, aby zawodnicy nie skupiali się na ściganiu poza sezonem?

Jesteśmy w pierwszym roku cyklu olimpijskiego. Dla mnie w tym momencie najważniejsze jest, aby skupić się bezpośrednio na treningach. Dziewczyny muszą mieć bazę pod kolejne lata – stąd też pracowaliśmy nad przygotowaniem objętościowym. W tym roku mieliśmy mistrzostwa kraju w crossie i na nartorolkach. Plany uzupełniały też zawody wojskowe, ale te zostały odwołane. W przyszłym roku pewnie weźmiemy udział w letnich zmaganiach międzynarodowych – albo w BlinkFestivalen, albo na nartorolkowych mistrzostwach globu. Na to też przyjdzie czas.

Kibice śledzący relacje z przygotowań zawodniczek w mediach odczuli pozytywne emocje płynące z naszej kadry. Jak wygląda atmosfera w zespole?

Oczywiście najważniejsze są same treningi, to, jak się trenuje. Bez tego wyników nie ma. Ja jednak faktycznie zwracam dużą uwagę na to, aby mieć dynamiczny, zgrany zespół. Te dziewczyny mieszkają ze sobą, trenują razem. Muszą czuć się komfortowo. Dbam o to, aby w mojej grupie był wzajemny szacunek. Jeśli czerpiesz przyjemność z tego, co robisz i z kim przebywasz, możesz stawać się jeszcze lepszą osobą.

Jak na grupę wpłynął brak Moniki Hojnisz-Staręgi? Czy coś się zmieniło?

Nie powiedziałbym. Grupa dobrze funkcjonuje. Zawodniczki są w podobnym wieku, team charakteryzuje podobny styl. Absolutnie nie mówię, że było inaczej z Moniką. To świetna osoba i sportowiec. Po prostu to nie typ wymagający, dominujący. Na pewno jednak to osoba umiejąca pracować w zespole. Z otwartymi rękoma przyjmiemy ją z powrotem.

No dobrze, a więc kto na Kontiolahti?

Finałowa selekcja wciąż nie została dokonana. Ostatecznego wyboru dokonamy po wyścigu wewnętrznym.

Będziemy czekać na informacje. Na sam koniec – jak pan się czuje w biało-czerwonych barwach?

Dobrze! W tym zestawieniu kolorystycznym wolę kolor biały od czerwonego. Mam to chyba po mojej mamie, która wścieka się, kiedy tylko zobaczy kolor czerwony. Musiała nie być zadowolona z moich wyborów miejsc pracy – w Polsce, Chinach i znów w Polsce. Tyle tego czerwonego…

Obserwuj