Norweski mistrz walczy o życie syna. “Boję się”

fot: I. Trawka

Na trasie nigdy nie ustępował. Zawsze groźny, zawsze głodny zwycięstwa. Kiedy był w formie, nawet Petter Northug uważał go za nie do pokonania. Ale nawet najtwardszym zawodnikom walka nie zawsze przychodzi łatwo. Sundby niedawno został ojcem po raz trzeci, ale sen z powiek spędza mu choroba jego starszego syna – Markusa.

Markus od dziecka miał wadę serca, ale w październiku trafił do szpitala, mając duże problemy z migotaniem. Sam Martin przez całe życie zmagał się z podobnymi problemami i dziesięć lat temu nawet zabrał go do szpitala helikopter z Oslo. Sundby nawet żartuje, że jest najbardziej uczonym w kardiologii sportowcem.

Problemy Markusa są na tyle poważne, że chłopiec przeszedł operację. Rodzina Sundbych, by zwrócić uwagę na choroby serca wśród dzieci, wystąpiła ostatnio w telewizji. Sundby nie krył przed kamerami łez. – Boję się. Nie mogłem mu tego okazywać. Ale kiedy ma nagle 220 uderzeń serca na minutę i przez trzy godziny leży na kanapie, nic innego nie jest ważne – mówił norweskim mediom Sundby. – Bałem się, że stanie się coś złego. Było takie ryzyko. To nie były tylko trzy dni, tylko sześć trudnych miesięcy – dodawał biegacz.

Martin mógł liczyć na wsparcie rodziny. Zwłaszcza jego trener i brat Sondre Sundby był ciągle obok. Wtedy zresztą ważniejsza była rola brata niż trenera, choć i ta druga miała znaczenie. – Nadal trenowaliśmy z Martinem. To było dla niego ważne. Możesz pomyśleć o innych rzeczach i pobyć trochę razem – powiedział mediom Sondre.

Dobre wiadomości są takie, iż operacja udała się i Markus jest w domu. – Trzymamy kciuki, że nie będzie nawrotów i nie będziemy musieli się tym przejmować. Ale może być różni. Zresztą Markusa czeka jeszcze operacja w późniejszym terminie – dodaje narciarski mistrz.

źródło: nrk.no