Niezwykła historia Stękały. Był bliski zakończenia kariery, ale wrócił w pięknym stylu

fot. M. Król

Dokładnie 1710 dni Andrzej Stękała czekał na punkty Pucharu Świata. Nie wywalczył ich od sezonu, w którym zadebiutował i ratował honor polskiej reprezentacji. Był zapowiadany, jako zawodnik, który szybko może dołączyć do światowej czołówki. Niestety, krótko po przejęciu kadry przez Stefana Horngachera został usunięty z kadry. – Gdyby nie Maciej Maciusiak i jego sztab, to pewnie nie kontynuowałbym tej kariery – przyznał w Wiśle.

fot. M. Król

Ratował wizerunek kadry

Andrzej Stękała w Pucharze Świata zadebiutował w grudniu 2015 roku. Tuż po rewelacyjnych wynikach w Pucharze Kontynentalnym, przyjechał do Engelbergu, gdzie miał pozwolić na więcej pozytywnych wiadomości o tym, jak radzi sobie polska kadra. Ta znajdowała się w największym kryzysie od lat. A Stękała w debiucie sięgnął po punkty. Szybko zadomowił się w kadrze, a po Turnieju Czterech Skoczni jeździł na wszystkie zawody najwyższej rangi. Jego życiowym sukcesem było szóste miejsce podczas PŚ w Trondheim. W trakcie pierwszych lotów w karierze ustanowił rekord życiowy, którego pozazdrościć mu może nawet Adam Małysz – 235 metrów w Vikersund. Z lotami wiążą się także jego – dotychczas – ostatnie punkty w Pucharze Świata. Sięgnął po nie 18 marca 2016 roku. Wydawało się, że jego kariera nabrała niezwykłego tempa. Niestety, w dość dziwnych okolicznościach zwolniła.

Horngacher mu nie pomógł

Po sezonie 2015/2016 z reprezentacją Polski w skokach pożegnał się Łukasz Kruczek. Nastała era Stefana Horngachera. 21-letni wówczas Stękała trafił do szerokiej grupy zawodników, spośród których Horngacher wskazać miał tych, którzy znajdą się w kadrze A. Wydawało się, że Andrzej naturalnie trafi do tej grupy, którą austriacki szkoleniowiec będzie chciał poprowadzić do najlepszych rezultatów. Sprawy obrały jednak zupełnie inny obrót, a Stękała po trudnym sezonie dostał jeszcze szansę latem, ale potem już został odsunięty od kadry. Wówczas jego kariera stanęła pod znakiem zapytania. Raz był już bardzo bliski jej zakończenia. Na szczęście pojawili się tacy, którzy szybko wybili mu to z głowy.

Gdyby nie Maciusiak…

25-letni skoczek mimo wielu problemów nie poddał się. Pomógł w tym wewnętrzny upór, ale też wsparcie Macieja Maciusiaka. Gdyby nie on, Stękała mógłby już odwiesić narty na kołek. – Dostałem od razu telefon, że mam się nie poddawać. Mówili, że coś we mnie jest i mam dalej skakać – wspominał Andrzej po niedzielnym konkursie w Wiśle. Początkowo powrót nie był łatwy. Musiał bowiem dość często łączyć treningi z pracą w karczmie Chata Zbójnicka. To także właściciele tego lokalu pomogli mu w powrocie, bo dawali też wsparcie finansowe. – Ostatnio rzadko tam bywałem, ale powiedziałem, że nawet jeśli zarabiałbym kiedyś duże pieniądze, to i tak będę się tam pojawiał, żeby im pomóc. Jestem im ogromnie wdzięczny – podkreślał.

Powrót i nowe cele

Pierwsza nagroda po długiej i ciężkiej pracy nad powrotem do formy, nadeszła już na początku tego sezonu. Podczas niedzielnego konkursu w Wiśle, Andrzej Stękała wyskakał 19 miejsce. Przez całą karierę tylko dwukrotnie udawało mu się zajmować wyższe lokaty. – Bardzo się cieszę. Ciężko i długo na to pracowałem. Jestem strasznie szczęśliwy, że w końcu idzie to w dobrym kierunku – opisywał zawodnik AZS Zakopane. Teraz uda się do Ruki, gdzie powalczy o jeszcze lepsze wyniki. Pierwszym ważnym celem będzie powrót do Planicy, gdzie za nieco ponad dwa tygodnie rozegrane zostaną mistrzostwa świata w lotach. – Zrobię wszystko, żeby tam być – zapewnił.

Z Wisły dla Sportsinwinter.pl,
Mateusz Król

Mateusz Król
Obserwuj
%d bloggers like this: