Niemcy twierdzą, że doszło do skandalu. Polska kontrolerka zabrała głos

Screen - Eurosport

Za nami olimpijski konkurs mieszany na skoczni normalnej K95 w chińskim Zhangjiakou. Dzisiejsze zmagania przejdą do historii za sprawą ich sensacyjnych rozstrzygnięć. Odpowiada za nie polska kontrolerka sprzętu – Agnieszka Baczkowska. – Nie mówimy o połowie centymetra czy nawet o centymetrze luzu za dużo. Naprawdę nie miałam wyjścia – powiedziała w rozmowie z Łukaszem Jachimiakiem ze sport.pl.

Screen – Eurosport

O wojnie technologicznej w skokach narciarskich wiemy nie od dzisiaj. Niemal wszystkie czołowe relacje tasują się miedzy sobą w doborze najlepszego sprzętu, który pozwoli na uzyskanie przewagi nad rywalami. Często balansują przy tym na granicy przepisów, narażając się na ryzyko dyskwalifikacji. Nie bez powodu mówi się, ze skoki narciarskie zaczynają przypominać Formułę 1.

Doigrali się…

O tym, że nie ma równych i równiejszych przekonały się skoczkinie narciarskie podczas poniedziałkowego konkursu mieszanego rozegranego w ramach igrzysk olimpijskich w Pekinie. Zdyskwalifikowano łącznie pięć zawodniczek z czołowych skokowych nacji: Japonkę Sarę Takanashi, Niemkę Katharinę Althaus, Austriaczkę Danielę Iraschko-Stolz, a także dwie Norweżki – Silje Opseth oraz Annę Odine Stroem. W efekcie decyzji polskiej kontrolerki sprzętu – Agnieszki Baczkowskiej, która jest żeńskim odpowiednikiem Fina Miki Jukkary, doszło do sensacyjnych rozstrzygnięć. Ze złotego medalu cieszyły się co prawda Słowenki, co nie było żadnym zaskoczeniem, ale obecność na podium ekip Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego czy Kanady była z pewnością czymś nietypowym. Co zatem spowodowało tak masową falę wykluczeń?

– Są przepisy, których zawodniczki muszą przestrzegać. Moim zadaniem jest egzekwowanie przepisów. Jeżeli przepisy nie są respektowane, to niestety może się to dla zawodniczek zakończyć właśnie tak, jak w olimpijskim konkursie drużyn mieszanych – przyznała w rozmowie z portalem sport.pl.

Baczkowska: “Naprawdę nie miałam wyjścia”

O bezwzględności Agnieszki Baczkowskiej najboleśniej przekonała się wspomniana Japonka Sara Takanashi, która po swoim drugim skoku zalała się łzami i nie potrafiła poskromić emocji.

– Z pewnością żadna dyskwalifikacja nie jest miła. Człowiek zna te dziewczyny od wielu lat. Naprawdę trudno jest przekazywać zawodniczkom, że nie przeszły kontroli sprzętu. Ale na tym też polega moja praca, chociaż po ludzku bardzo mi zawodniczek szkoda. Przykro mi, że to wszystko stało się na igrzyskach. Ale teamy próbują być na limicie, wykorzystać wszelkie możliwości, a jeśli ktoś te limity przekracza, to musi zostać zdyskwalifikowany – tłumaczyła Polka.

– Nie mówimy o połowie centymetra czy nawet o centymetrze luzu w stroju więcej niż na to pozwalają przepisy. Naprawdę nie miałam wyjścia – dodała Baczkowska.

Czy dzisiejsza rzeź faworytek przyniesie jakieś zmiany w rozumieniu skokowego wyścigu zbrojeń? Swojego oburzenia nie krył m.in. trener męskiej reprezentacji Niemiec – Stefan Horngacher, o czym pisaliśmy tutaj >>>, jednak żadna z ekip nie zdecydowała się na złożenie protestu.

źródło: sport.pl