Nie tylko skoki. W klubie Kamila Stocha trenują także biegacze

fot. M. Rudzińska

fot. M. Rudzińska

Klub KS Eve-nement Zakopane został założony przez Kamila Stocha i jego małżonkę Ewę Bilan-Stoch już kilka lat temu. Jesienią ubiegłego roku pierwszy raz ekipa z tej grupy wystartowała w konkursie drużynowym mistrzostw Polski w skokach narciarskich. Teraz nadszedł czas na kolejny, ambitny krok. W klubie dbają już nie tylko o następców Stocha. Szkolą bowiem także adeptów sportu, w którym przez lata o medale walczyła Justyna Kowalczyk.

Sekcja biegowa w KS Eve-nement Zakopane działa od lata minionego roku. – Pomysł wziął się z Okręgowego Związku Narciarskiego. Podrzucili nam, że moglibyśmy zająć się także biegaczami. To z racji tego, że na Podhalu powstają trasy biegowe. Spodobała nam się taka idea, aby rozszerzyć naszą działalność – powiedziała prezes klubu Ewa Bilan-Stoch. W klubie była już trenerka specjalizująca się w biegach i tak można było otworzyć się na nowe kierunki. – Stwierdziliśmy, że może jest to dobry moment, aby spróbować – dodała prezes.

Różne pasje w grupie

Sekcja w kilka miesięcy rozwinęła się. Od początku przyjęto w klubie zasadę, że szkoleniem objęte zostaną dzieci i młodzież w wieku od ośmiu do czternastu lat. To w większości osoby, które miały już wcześniej coś wspólnego ze sportem. Jak powiedziała nam trenerka grupy Monika Pawlikowska, jej podopieczni interesują się różnymi dyscyplinami. Jest nawet jeden zawodnik, który treningi biegów narciarskich udanie łączy z pasją do motocrossu. – Poza tym są zawodnicy, którzy uprawiają narciarstwo alpejskie czy skoki – mówi Pawlikowska. Kiedy w klubie ogłosili nabór, to nie było tak wielkiego zainteresowania, jak w przypadku sekcji skoków. – Patrząc jednak na to, jak wielką popularnością cieszą się skoki, to liczba osób chętnych do trenowania biegów była zadowalająca – przyznaje Ewa Bilan-Stoch.

Dojazd na trening sporo zajmuje
Trasy biegowe w Zakopanem zostały oddane do użytku w 2019 roku. Za rok odbędą się na nich mistrzostwa świata juniorów. / fot. Mateusz Król

Aby szlifować swoje biegowe treningi klubowicze spotykają się trzy do czterech razy w tygodniu. Czasami nawet i częściej. To szczególnie w tygodniu, w którym mają jakieś zawody. Każdy trening trwa około dwóch godzin. – Trzeba oczywiście doliczyć tutaj dojazd. Zajmuje on zazwyczaj pół godziny, ale jak jedziemy zakopianką, to nawet godzinę – opowiada nam trenerka sekcji. – Staram się jednak wybierać trasy tak, aby nie było zbyt daleko. Właśnie dyrektor COS w Zakopanem powiedział naszej prezes, że będziemy mogli korzystać z nowych tras za niższą cenę – dodaje Pawlikowska. Trenerka cieszy się, że w stolicy polskich Tatr ma coraz lepsze warunki. Nowa trasa jest oświetlona i bardzo często odpowiednio przygotowana. – Latem wybierałam trasy głównie te w Chochołowie – zaznacza Monika Pawlikowska.

Trenerka z zapałem do biegów

Młodzi adepci biegów mają od kogo się uczyć. Trenerka sama niegdyś uprawiała biegi narciarskie. – Przez sześć lat trenowałam w szkole sportowej. Biegałam także w czasie studiów – opowiada pani Monika. Potem poznała jednak męża, urodziła dwoje dzieci, karierę przerwała, a teraz chce pomóc młodym i zdolnym zawodnikom. Chociaż pierwsze sukcesy jej podopieczni mają już na koncie (miejsca w pierwszej dziesiątce zawodów po tak krótkim czasie treningu), to nie chce na razie mówić o wielkich oczekiwaniach względem przyszłości. – W grupie skoczków rzeczywiście bardziej widać postęp, jaki czynią. Nam na razie trudno o tym mówić, bo trenujemy krótko. Widzę oczywiście, że moi zawodnicy zrobili postęp od lata, ale trudno tutaj wyrokować o przyszłości. Z prezes chciałyśmy po prostu zobaczyć, jak to wszystko się ułoży – odpowiada Monika Pawlikowska.

Miłość do sportu

Zadanie szkoleniowca w takim klubie to nie tylko prowadzenie treningów, ale także przygotowywanie sprzętu do zawodów. – Trzeba mnóstwo czasu na to poświęcić. Ostatnio wspólnie z trenerami Krzysztofem Miętusem i Andrzejem Zaryckim przygotowywaliśmy prawie czterdzieści par nart. Daliśmy radę, chociaż do późnych godzin czasami trzeba nad tym pracować – mówi trenerka i dodaje, że nie tylko o narty w przygotowaniach chodzi. Są przecież potrzebne także kije i buty. – Chylę czoła przed władzami naszego klubu, że są w stanie zagwarantować nam tak dobry sprzęt – zachwala Pawlikowska. Wspólnie z pozostałymi trenerami w klubie, ale także ciałem zarządczym, stworzyli niesamowitym team, który poświęca się dla rozwoju już nie tylko skoków narciarskich, ale także biegów, a nawet kombinacji norweskiej. – Znamy się jeszcze z lat szkoły sportowej i tak się dobraliśmy. Dobrze, że są portale społecznościowe, więc łatwiej było nam o kontakt. Teraz tworzymy zgraną ekipę, pomagamy sobie nawzajem. Do tego dochodzą pomocni rodzice. Pod tym względem jest naprawdę dobrze – zakończyła trenerka. Kto wie, być może za kilka lat sama będzie mogła się pochwalić, że wychowała następców Justyny Kowalczyk?

Źródło: Informacja własna

Mateusz Król
Obserwuj