Nasze nadzieje w Falun (1/3)

fot. sport.interia.pl
fot. sport.interia.pl

Za dwa tygodnie będziemy odliczać już tylko godziny do rozpoczęcia Mistrzostw Świata w narciarstwie klasycznym w Falun. Idąc tropem sprzed dwóch lat postanowiłem i tym razem napisać o naszych nadziejach medalowych.

Trzeba przyznać, że dwa lata w sporcie to bardzo wiele. Wszystko wokół się zmienia. Przed Mistrzostwami Świata w Val di fiemme Justyna Kowalczyk była stawiana w roli faworytki w wielu konkurencjach. Miała przywieźć dwa złote medale, bo w Pucharze Świata biła na łeb na szyję Marit Bjoergen. Wszyscy dobrze pamiętamy jak czempionat dla naszej Mistrzyni się zakończył. Najpierw pechowy upadek w sprincie, potem 5. miejsce w biegu łączonym i ostatecznie jeden medal srebrny dzięki startowi na 30 km stylem klasycznym. Wtedy było to swego rodzaju rozczarowanie. Dzisiaj trzeba spojrzeć prawdzie w oczy. Jeśli Justyna Kowalczyk przywiezie z Falun choćby jeden, nawet brązowy medal, trzeba będzie się cieszyć. To wcale nie znaczy, że w nią nie wierzę. Nasza biegaczka zaczęła przygotowania do sezonu zdecydowanie później niż zwykle. Widzimy także jak spisuje się w tym sezonie. Nie można napisać, że słabo, ale rewelacji także nie ma. Polka ani razu nie stanęła na podium Pucharu Świata. Nawet w swoim ulubionym “klasyku” dostawała tęgie baty. Trzeba zatem zredukować swoje oczekiwania. Chociaż wciąż chciałoby się wielkich sukcesów. Największe szanse Justyna będzie miała w biegu sprinterskim stylem klasycznym. Widzieliśmy jak spisała się w Kuusamo. Gdyby nie felerny upadek, to i pewnie by wygrała. To wszystko ciągnie się przez cały sezon. Czas na przerwanie. Trzymam kciuki za złoty medal, bo ostatni raz Justyna Kowalczyk Mistrzynią Świata zostawała 6 lat temu! Tak… to te dwa złote medale w Libercu.

Warto jednak podkreślić, że Justyna od 2009 roku z każdej większej imprezy wyjeżdżała z medalem. Przez te sześć lat Polka zdobyła aż siedem medali Mistrzostw Świata i cztery Igrzysk Olimpijskich. Trudno powiedzieć, że to da jej kolejne trofeum, ale zawsze wierzyć trzeba. Pamiętajmy, że teraz jest okres treningowy. Najbliższe dwa tygodnie mogą zmienić bardzo wiele. A medal zawsze można zdobyć wspólnie. Z kim? Oczywiście z Sylwią Jaśkowiec. Nasza sztafeta sprinterska udowodniła już w tym sezonie, że stać ją na wielkie osiągnięcia. Kowalczyk i Jaśkowiec do tego sezonu przygotowywały się wspólnie. Na efekty czekaliśmy do Pucharu Świata w Estonii. Właśnie tam Polki stanęły na trzecim stopniu podium w drużynowym biegu sprinterskim. Taki przebłysk, że polskie biegi narciarskie mogą się rozwijać. Tutaj na prawdę można liczyć na medal. Sylwia indywidualnie również potrafi sprawić niespodziankę. To wszystko sprawia, że znowu można wierzyć w polskie biegi narciarskie. Z wielką Norwegią oczywiście równać się nie powinniśmy, ale kto nam zabroni marzyć o medalu? Ba… stawiam na przynajmniej dwa. Jak szaleć, to szaleć!

Mateusz Król
Obserwuj

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: