Najgorsze dopiero przed nami (felieton)

DSC_2196W całej konsystencji kawy, którą teraz dla weny popijam, najlepsze jest to, czego nie dodajemy do niej – ziarno. Ziarno, które u Justyny Kowalczyk jest talentem, jakiego nie ma nikt na świecie. Stąd cała Polska przeżywa ten słabszy sezon, jakby  świat nagle przewrócił się na głowie. Do wszystkich załamanych krzyczę: najgorsze dopiero przed nami!

Nie mieszkam w górzystych terenach a do Kasiny Wielkiej jest ładne kilkaset kilometrów. Mimo to, w czwartek idąc ulicą Rynku mijałem dwie kobiety. Panie rozmawiały o Justynie Kowalczyk. Z żalem opowiadały o jej kolanie i zdrowiu. Doceniały te wszystkie starty, w ogóle nie wymieniając sukcesów. I w sumie je rozumiem, bo jakie znaczenie dla zdrowia ma to, czy były sukcesy, czy też nie. Sport wyczynowy zawsze jest obciążeniem dla organizmu, co ma wpływ na zdrowie. Wszyscy jednak doszukują się jakichś usprawiedliwień słabszych startów, każdy chce Justynę usprawiedliwić. Zakrzyczeć słowo “słaby”. To wszystko jest zrozumiałe, bo na gorsze występy złożyło się wiele czynników, o których pisano wszędzie na wszelakie różne sposoby. I ja powielać tego nie będę…

Cały ten sezon ratuje przecież kolejny medal Justyny na mistrzostwach świata. Krążek historyczny, bo zdobyty w drużynie z Sylwią Jaśkowiec. Panie dokonały czegoś, co wcześniej wydawało się niemożliwe. Wszystko można, wystarczy tylko wierzyć. To był dobry okres Kowalczyk minionej zimy, bo po czempionacie zgarnęła Bieg Wazów. Imponujący wyczyn! I na co pisać, że w Pucharze Świata ani razu nie była na podium? Jakie to ma znaczenie… ile to znaczy, kiedy pomyślimy sobie, że Justyna nie będzie już intensywnie startowała. Nie będzie już walki o piątą kryształową kulę. Właśnie to jest przykre! Najgorsze dopiero przed nami!

Mateusz Król
Obserwuj

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.