Murańka: Chcę regularnie zdobywać punkty

Klemens Murańka

W dniu swoich 10. urodzin w zbyt obszernym kombinezonie po praz pierwszy oddał skok na Wielkiej Krokwi na 135,5 metra i tym samym zdobył przydomek „złotego dziecka”, a nawet „następcy Adama Małysza” – mowa oczywiście o Klemensie Murańce.

Klemens Murańka to trzykrotny srebrny medalista MŚJ zarówno indywidualnie jak i drużynowo, a także  drużynowy brązowy medalista MŚ Seniorów. W swoim dorobku posiada również złoty medal konkursu drużynowego Zimowego Olimpijskiego Festiwalu Młodzieży Europy (2011) oraz dwa medale Mistrzostw Polski z lata i zimy. – Czasem mówią do mnie Klimek, innym razem Klemens, ale dla mnie to bez różnicy. Sam czuję się w środku jeszcze dzieckiem. – wspomina młody zakopiańczyk. – Wielu często wraca do tego skoku sprzed lat i faktycznie, trochę racji z tym kombinezonem jest, ale trzeba też umieć też skoczyć. Dzisiaj 10-latki skaczą na 30-metrowych obiektach. I dobrze, bo szczerze mówiąc, swojego dziecka też chyba nie puściłbym na tak wielki obiekt, z którego sam skakałem – dodaje Murańka. 22-letni zawodnik czuje się już spokojniej i ma większe nadzieje na nadchodzący sezon. Związane jest to z brakiem problemów zdrowotnych, z którymi zmagał się przed laty. – Dwa albo trzy lata skakałem ledwo widząc trenera machającego flagą z wieży. Nie mówiłem głośno o problemach, bo byłem młody i głupi. Wydawało mi się, zresztą, że nie jest tak źle – opowiada Murańka. Dwa lata temu przeszedł operację, która pozwoliła mu normalnie widzieć. Dużym plusem jest również to, że przestał rosnąć. – Gdy zaczynałem gimnazjum, byłem najmniejszy w klasie. W ciągu roku wystrzeliłem, a dzisiaj mam ponad 180 centymetrów – opowiada. W nadchodzącym sezonie Murańka chce pokazać zarówno trenerowi, kibicom jak i samemu sobie, że może jeszcze zadziwić swoich rywali. – Chcę regularnie zdobywać punkty. W ostatnim cyklu LGP potrafiłem skoczyć na szóste miejsce. Wiadomo, lato to co innego niż skoki zimą, ale jednak pokazałem, że potrafię – przekonuje zawodnik TS Wisła-Zakopane. – Stefan Horngacher, który zastąpił Łukasza Kruczka, dał nam zastrzyk motywacji. Naprawdę dużo się zmieniło, inaczej trenujemy i są efekty. Nie powiem jednak, że Łukasz miał złe metody treningowe. Po prostu, zmiana chyba była nam potrzebna – opowiada zakopiańczyk.

Cała rozmowa w Przeglądzie Sportowym dostępna jest tutaj.

Źródło: www.przegladsportowy.pl

 

Mateusz Król
Obserwuj

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.