MŚ w Oberstdorfie 2021. Zaskakujący ruch polskich skoczków. Małysz tłumaczy decyzję

fot. Anna Felska

Tuż po czwartkowych treningach Adam Małysz skomentował formę polskich skoczków i skoczkiń, a także wytłumaczył dlaczego czołowi zawodnicy Biało-Czerwonej kadry nie pojawili się na belce startowej. 

fot. Anna Felska

Zapytamy o to co wydarzyło się przed treningiem, czyli o konkurs pań. Duży zawód. 

Adam Małysz: Szczerze powiem, że trochę mi szkoda Kingi i Anki, bo naprawdę jak popatrzymy jak w próbnej serii Anka skoczyła, była chyba na siedemnastym miejscu i ten skok był fajny. Ten skok w konkursie też nie był zły, naprawdę na progu wyglądał całkiem całkiem. Później po prostu problem w tym locie i toteż te punkty, które dostała później za styl, te trzynastki, w zasadzie wykluczyły ją z drugiej serii i z tego konkursu.

 Co się w tym locie stało? 

Trudno powiedzieć. Trenerzy twierdzą, że po prostu jak wyszła z progu to troszkę docisnęła klatką, narta odeszła i później już czekała na to czy ta narta przyjdzie czy nie przyjdzie. Skrzywiło ją, miała problem z lądowaniem, no i stąd też takie oceny.

To co dzieje się teraz, to nas zaskoczyło. Nie widać liderów – Kamil, Dawid, Piotrek. 

Trenerzy podjęli taką decyzję ze ze względu na to, że w ostatnim czasie było dosyć sporo podróży, czyli Rumunia, powrót szybki, wyjazd tutaj, podróż samochodami. Dosyć długo, bo trzeba było tutaj jechać prawie 12 godzin, więc trenerzy uznali, że wczoraj trzy skoki, jutro jeszcze jest skok próbny, później są kwalifikacje co też powinno być formalnością dla tych najlepszych zawodników, no i jeszcze później próbna seria i konkurs. Tych skoków jeszcze jest trochę, a już zbliżamy się ku końcowi i są to mistrzostwa świata, więc tej regeneracji jak najwięcej się przyda. Zawodnicy nie protestowali, potwierdzili, więc zostali w hotelu, oczywiście przeprowadzili treningi i czekają na jutrzejsze treningi i kwalifikacje.

Czy to testy pokazały, że warto odpocząć czy to tak na wyczucie? 

Nie, na wyczucie. Ja myślę, że wcześniej było coś takiego wdrażane jak pamiętamy za najlepszych skoków Kamila i za tych czasów, gdzie jeszcze nie było kwalifikacji i nie trzeba było się kwalifikować. Wtedy te skoki często były odpuszczane; kwalifikacyjne i pojedyncze. Tutaj widzimy, że zawodnicy czasem się niecierpliwią, ale muszą być bardzo cierpliwi, bo te mistrzostwa świata są bardzo długie, to są dwa tygodnie tutaj i tych skoków trochę jeszcze będzie. To co powinno być wytrenowane, to powinno być wytrenowane i tutaj się już nic nie poprawi. Tu trzeba po prostu dobrze skakać, żeby wygrywać.

Czy to jest jakaś nauczka na bazie tego, co się działo rok lub dwa lata temu? Kamil i spółka skaczą wszystko dosłownie.

Skaczą wszystko, ale to jest wielokrotnie prośba zawodników, że gdzieś potrzebują jeszcze coś poprawić. Jeśli te skoki byłyby powtarzalne skok za skokiem, to na pewno reakcja zawodników również byłaby inna. Powiem tak: zawsze jest coś do poprawienia, ale jeśli to są małe punkty, to na pewno można odpuścić i spokojnie liczyć na tę regenerację. Tak jak mówię, chłopaki mają to wytrenowane, cały czas brakowało gdzieś małego punktu. My jesteśmy optymistycznie nastawieni, bo Kamil w Rasnovie skakał dobrze. Tutaj te skoki też były solidne, brakowało troszkę szczęścia, a troszkę wyświeżenia i timingu. Stąd też decyzja, żeby postawić na to wyświeżenie.

Czy Kamil dziś popracował nad pozycją najazdową na wózku? 

No, rozczaruję. Dzisiaj nie było  żadnego treningu na wózku.

Czy jesteście spokojni,  że on się poukłada na dojeździe? Wczoraj znów o tym mówił, że potrzebuje skoków,  żeby się tam idealnie ustawić. 

Michał był wczoraj bardzo zadowolony, szczególnie z ostatniego skoku. Powiedział,  że tak dobrze ustawionego Kamila z belki jeszcze nie widział, więc jest spokojny o to. Kamil musi to po prostu powtórzyć. Obejrzeli wideo, więc wszystko powinno być dobrze.

Kamil wczoraj powiedział, że bardzo dużo kontroli, a bardzo mało finezji. Czy to nie jest tak, że im więcej skoków na danej skoczni, to tym większa szansa, że ta finezja i luz będą złapane, czy to nie ma nic wspólnego?

Często bywa na odwrót, więc często lepiej nawet odpuścić, zawierzyć trenerowi i robić swoją robotę. Musicie państwo zrozumieć jedno. My, jakby nie było, mamy coraz starszych zawodników, którzy cały czas są. To powoduje, że oni mimo wszystko potrzebują więcej tej przerwy. Oni ciężko trenują latem i jesienią. Później przychodzi zima i oni powinni pewne elementy odpuszczać. Ja wiem, że to jest ciężko powiedzieć w tym momencie dlatego, że jeśli coś szwankuje to chce się skakać. Czasem trochę tej regeneracji, poukładania sobie w głowie spowoduje, że to może być przeskok z dnia na dzień. Jak widzimy, to było na przykład u Andrzeja w Klingenthal, gdzie skakał przeciętnie jak na niego w tym sezonie, przyjechał do Zakopanego i stanął na podium. U Kamila jeden konkurs w Klingenthal super, na drugim miejscu, a drugi konkurs przeciętny. W Zakopanem – nie za dobrze. Przyjeżdża do Rasnova i staje na podium. Tutaj naprawdę potrzeba wiele cierpliwości, a myślę, że taką cierpliwość Kamil czy pozostali zawodnicy tak jak Dawid czy Piotrek mają. Oni wiedzą co mają robić już w zawodach i na to liczymy.

Był taki świetny polski sportowiec Marek Piotrowski, który mówił, że jest jak kot, bo oszczędza energię. To znaczy tyle, że kot jest spokojny, ale w decydującym najważniejszym momencie jest szybki i zdecydowany. Czy nasi skoczkowie też zamierzają się w taki sposób zachowywać?

Chciałbym, żeby Maciek Kot taki był. Kiedyś powiedziałbym, że takim kotem był Hannawald, który się wkradał na te narty. Tego odbicia nawet nie było widać, ale się wkradał. Dzisiaj nikt nie mówi o odbiciu. Wszyscy mówią o pchaniu, że ono musi być i u tych najlepszych zawodników to jest naprawdę widoczne. Widać, że oni się odbijają. Coraz niższe rozbiegi, coraz dalsze skoki – naprawdę dzisiaj trzeba mieć to w nogach.

Co się dzieje z innymi naszymi zawodnikami? Jak patrzymy na wyniki, to oni są dość nierówni. Na treningu każdy z naszych skoczków oddał dwa różne skoki; jeden lepszy, drugi dużo gorszy. 

Różnie to bywa. Kuba teraz odbił się dużo za wcześnie i leciał strasznie nisko, zresztą sam to czuł. Mówił, że na końcu progu już był wyprostowany. Klemens zdecydowanie lepiej niż w środę, wtedy miał większe problemy. Jeśli chodzi o Andrzeja, ten skok już coś na pewno przypominał, ale nie potrafi się pozbierać na progu, dosyć mocno spóźnia. Ja myślę, że oni tu przyjechali dzisiaj,  żeby jeszcze poprawić pewne elementy, ale to też nie jest tak, że za wszelką cenę muszą o coś walczyć. Oczywiście, Klemens i Kuba walczą o piątkowy konkurs, o start w kwalifikacjach. To też mogą mieć w głowie, że walczą o ten start, więc może te błędy się pojawiają. Z drugiej strony wiedzą doskonale, że nic na siłę, że trzeba normalnie skoczyć. Jeśli normalnie skoczysz tak jak na treningu, to wtedy wszystko funkcjonuje.

My wchodziliśmy na ten szybki test, tuż przed Klemensem Murańką, Andrzejem Stękałą. Dla nas to był trzeci test w ciągu siedmiu dni, dla was to już chyba normalna częstotliwość. 

Na szczęście ten pierwszy test PCR, który mieliśmy był z gardła, dzisiaj po raz kolejny był z nosa. To było bardzo nieprzyjemne. Każdy, kto wychodził, miał takie uczucie jakby ten patyczek dostawał się do gardła lub chciano mu wydłubać oko, ale cóż my możemy zrobić? My możemy się temu tylko poddać, bo inaczej pewnie nie bylibyśmy w ogóle dopuszczeni do wejścia na ten stadion. Z jednej strony można powiedzieć, że przyzwyczajenie się gdzieś tam pojawia, ale z drugiej strony chyba nikt się do tego nie przyzwyczai, bo tego jest tak dużo. Dalej twierdzę, że to co zrobiono tutaj w Oberstdorfie nie było w ogóle potrzebne. Można było spokojnie zrobić co czwarty lub co piąty dzień coś takiego, a nie co drugi.

Zdenerwowaliście się, gdy zobaczyliście, że test trzeba zrobić co drugi dzień? To jest trzykrotnie więcej testów niż pierwotnie planowano.

Na początku tak, ale później rozłożyliśmy ręce i powiedzieliśmy, że my nic nie możemy.

Ile właściwie pieniędzy PZN wydał na te testy już w tym roku? 

Oj, bardzo dużo. O samych sumach nie wiem. Wiem, że kwota za testy samej grupy skoczków tutaj w Oberstdorfie będzie rzędu 5-6 tysięcy Euro.

Wychodzi 56 razy około 500 Euro, czyli około 25 tysięcy Euro za całą kadrę. 

Z tego co wiem, za cały sezon będzie to prawdopodobnie kosztowało Związek około 700-800 tysięcy złotych. To są naprawdę straszne pieniądze, szczególnie, że trzeba je skądś wygospodarować. To są dodatkowe pieniądze, nikt nie myślał o tym przed sezonem.

To chyba prawie cały budżet z Ministerstwa, jaki jest przeznaczony. 

Cały chyba nie. Z tego co wiem, nie możemy tego pokryć środkami z Ministerstwa. Będzie to pokrywane ze środków własnych, od sponsorów.

Z Oberstdorfu dla Sportsinwinter.pl, Mateusz Król.

Partner relacji z MŚ w Oberstdorfie 2021:

Szczegółowy program MŚ w Oberstdorfie 2021 znajdziecie tutaj.

Raport Specjalny – MŚ w Oberstdorfie 2021 – kliknij poniżej