fot. M. Król

Choć Kamil Bury od początku mistrzostw zmagał się z bólem pleców, dziś był częścią polskiej sztafety. Jak sam zaznaczał, dziś to nie ból grał pierwsze skrzypce, a głównym powodem słabszego występu była kondycja. – Mówiłem trenerowi, że nie czuję się przygotowany na ten bieg na 10 kilometrów – powiedział po dzisiejszym starcie.

fot. M. Król

Jak się czujesz?

Ciężko, bardzo ciężko. Z trenerem miałem długie rozmowy przed tymi sztafetami, bo jak wcześniej było wiadomo, miałem problemy z plecami, więc zmagaliśmy się z tym przez większość mistrzostw świata. Praktycznie cały czas leżałem, odpoczywałem, regenerowałem te plecy. Mówiłem trenerowi, że nie czuję się przygotowany na ten bieg na 10 kilometrów. Zdaję sobie sprawę z tego, jaki tu jest poziom i jak ja się czuję. Taka była decyzja trenera, a nie inna, więc po prostu się musiałem zgodzić. Pobiegłem, na ile mogłem. Gdzieś tam ból doskwierał, ale bardziej wydaje mi się, że gdzieś kondycyjnie zabrakło tego treningu przez mistrzostwa świata niż tego, że gdzieś się pojawił ten ból.

Startowałeś na jakiejś blokadzie?

Nie, kompletnie nic, nawet tabletki przeciwbólowej nie brałem, bo mam też problemy żołądkowe, jeśli biorę tam jakieś tabletki. Niektóre mnie zamulają, więc po prostu pobiegłem, na ile mi to pozwalało.

Wszyscy zastanawiamy się, co się stało. Poprzedni sezon bardzo dobry, fajnie to wyglądało. Czy to jest tak, że dołożyliście do pieca w tym drugim sezonie, bo kiedyś to trzeba było zrobić i to zaprocentuje za rok? Rozmawiacie o tym z trenerem?

Jak najbardziej, w tym roku dołożyliśmy bardzo dużo treningu, aczkolwiek nie uważam, że akurat to jest powodem tego, że mamy troszeczkę słabszy sezon. Wydaje mi się, że po prostu ta cała sytuacja z koronawirusem, ja też gdzieś tam przechodziłem na początku sezonu bardzo ciężko tego koronawirusa, więc mi było do siebie dojść. W drugiej połowie sezonu zmagałem się z tymi plecami i ciągnie się to do teraz, nasilało się przez mistrzostwa świata. Te treningi wszystkie, które zrobiliśmy, mogą owocować w sezonie olimpijskim. Wszyscy na to liczymy.

Jest przynajmniej trzech zawodników w kadrze, których stać na to, żeby biegać w trzydziestce. To już się przekłada na walkę w sztafecie o nieodstawanie tak jak tutaj, tylko bieganie w okolicach dziesiątego miejsca. To byłoby przyzwoitym wynikiem.

Założeniem trenera było, żeby zbudować jakkolwiek team, żeby tę sztafetę od początku budować. To są nasze pierwsze próby. Wydaje mi się, że z biegiem lat, za rok, dwa, może trzy lata, jak wybierzemy taką fajną sztafetę, jeszcze młodzi zawodnicy idą, to kiedyś to może procentować bardzo dobrym wynikiem i w sztafetach, i w team sprintach, i nawet w indywidualnych biegach. Mamy na razie jednego dystansowca, który biega na takim średnio dobrym poziomie, zależy jaki dzień i jaki sezon. Rok temu ośmiokrotnie brat punktował, więc wiemy, że stać go na dobre biegi. W tym roku też nie umie się troszkę odnaleźć przez całą tę sytuację. Wydaje mi się, że każdy team odczuł sytuację z koronawirusem, ale osobiście w tej naszej grupie odczuwam to dość mocno. 

Ten bieg dzisiejszy chyba był trudny, warunki zmieniły się radykalnie w ciągu nocy. 

Warunki na pewno przyczyniły się do tego, że pobiegliśmy tak, a nie inaczej. Ja jestem dość ciężkim zawodnikiem, duża masa mięśniowa, więc czym twardziej i szybsze warunki, tym dla mnie lepiej, wydaje mi się, że dla Maćka również. Nie możemy się wymawiać na warunki, bo wszyscy mają takie same. Wiadomo, że są zawodnicy lepsi i najlepsi. To są mistrzostwa świata i nie ma co dyskutować o warunkach, każdy ma praktycznie takie same. Nie będę się w ogóle wymawiać na warunki. Wydaje mi się, że kondycyjnie nie wytrzymałem. Gdzieś też ten ból troszeczkę mi doskwierał. Maciek też przyprowadził mi z dużą stratą, nie widziałem innych zawodników. Zmagałem się tylko sam ze sobą na trasie, walczyłem. Ile miałem, tyle zrobiłem na dziś.

Maciek przyznał, że jest mu wstyd, nie tak miał pobiec.

Taki jest sport i sport nie wybacza na pewno. Jeśli wytrzymasz 500 metrów z grupą, kilometr, dwa kilometry i nie masz takiej wytrzymałości, to w końcu to będzie się odbijało na trasie potem. 

Z drugiej strony Maciek krzyczał na trasie, że nie jedzie.

To samo krzyczałem trenerowi, bo wydaje mi się, że miałem dużą stratę do tych zawodników. Ten świeży śnieg zaczął sypać w tory i wydawało mi się, że kompletnie nic nie jedzie. Krzyczałem trenerowi, trener mówił, że walczymy do końca o każdą jedną sekundę, więc też tak starałem się zrobić, dać bratu tę zmianę i niech się on teraz męczy.

Przecieracze trasy to chyba niewiele pomagają. 

Mi tam to nic nie dawało. Przede wszystkim nikogo nie widziałem, żeby mi gdzieś tam tory przecierał. Widziałem tylko, że tam łyżwiarze biegali, ale nie widziałem klasykowców, żeby mi przecierali tory.

Z Oberstdorfu dla Sportsinwinter.pl, Mateusz Król

Partner relacji z MŚ w Oberstdorfie 2021:

Szczegółowy program MŚ w Oberstdorfie 2021 znajdziecie tutaj.

Raport Specjalny – MŚ w Oberstdorfie 2021 – kliknij poniżej