MŚ w Oberstdorfie 2021. Drużyna z Lahti ozłocona podwójnie. Czeka tylko Maciej Kot. “Cały czas wierzę” [wywiad]

W sobotnim konkursie skoków narciarskich na normalnym obiekcie Piotr Żyła sięgnął po pierwszy indywidualny złoty medal w karierze. To już trzeci zawodnik z drużyny mistrzów świata w Lahti, który zdobył tytuł także indywidualnie. Kiedy wiślanin świętował zwycięstwo w Oberstdorfie, w Zakopanem za pośrednictwem telewizji śledził wszystko Maciej Kot. Tylko jemu z tej złotej ekipy nie udało się dotąd wywalczyć indywidualnego medalu. Sukces kolegi wlał w niego dodatkową motywację. – Piotrek daje nadzieję, że być może najlepsze czasy są jeszcze przede mną – powiedział w rozmowie z nami Maciej Kot.

Maciej Kot mówi o tym, że:

  • Piotr Żyła wywalczył złoty medal z zupełnie innym podejściem niż zdecydowana większość skoczków. “Piotrek nie przejmuje się tym, co ludzie powiedzą, bo najważniejsze jest to, że wygrał. Czy on między skokami tańczył, śmiał się czy spokojnie się koncentrował, to nie jest do końca istotne”.
  • W trudnych chwilach nie dawał po sobie poznać, że ponosi porażki. W Pjongczangu był ważnym wsparciem dla całej ekipy. “Myślę, że on jako taki dobry duszek, ma bardzo duży udział w tym medalu”.
  • Piotrek pokazał mu, że na nic nie jest jeszcze za późno. “W tym roku kończę trzydzieści lat. To zawsze w życiu człowieka jest taki moment przemyśleń, ale Piotrek daje nadzieję, że być może najlepsze czasy są jeszcze przede mną”.

 

Partner relacji z MŚ w Oberstdorfie 2021:

 

Mateusz Król: Oglądałeś ten sobotni konkurs? Wierzyłeś, że coś takiego może się wydarzyć?

Maciej Kot: Oczywiście, że oglądałem, bo z jednej strony jestem zawodnikiem, ale z drugiej też kibicem. Miałem wolny weekend, bo niestety Puchar Kontynentalny się nie odbywa. Miałem zatem czas, żeby to śledzić. Oczywiście, że wierzyłem. Wiadomo, że po takich sukcesach większość ludzi mówi, że wierzyło. Patrząc jednak na to, jak moi koledzy byli przygotowani do tej imprezy, tak obserwując to od wewnątrz, to ta wiara była. Wiedziałem też, że może być ciężko. Wiadomo przecież, że byli zawodnicy, którzy byli faworytami. Chociażby Halvor Egner Granerud, który dla większości z nas był zawodnikiem numer jeden do złotego medalu. Imprezy rangi mistrzowskiej rządzą się jednak swoimi prawami, sporą rolę odgrywa psychika i widać, że Piotrek swoją szansę wykorzystał.

Dawid mówił wczoraj, że Piotr to taki zawodnik, który mógł być poza trzydziestką, albo właśnie wygrać. Ty znasz go dobrze, bo sporo czasu spędzaliście ze sobą na wyjazdach. On rzeczywiście jest takim człowiekiem zagadką, jak się go określa?

Piotrek jest zawodnikiem zero jedynkowym. U niego nie ma półśrodków. Chyba tylko on wie, co siedzi mu w głowie. Dla wielu ta jego strefa mentalna jest zagadką i myślę, że tak pewnie pozostanie. On jest swego rodzaju fenomenem. Jest trochę wariatem, który ma dużo energii i pasji do tego co robi. Myślę, że Dawid miał tu sporo racji. Jeśli Piotrek wykorzysta tę pozytywną energię na progu do tego co trzeba, to skacze tak jak w konkursie indywidualnym i wygrywa. Jeśli jednak ta energia pójdzie na coś innego i on się nie obudzi, z czym ostatnio miał problemy na skoczni, to może być gorzej.

Myślisz, że Piotr znalazł jakąś nową metodę w skokach na odcięcie się od presji? Rzadko spotykamy się z tym, żeby zawodnik po udanej pierwszej serii przechodził przez strefę mieszaną podskakując, żartując i zaczepiając dziennikarzy. Może to sposób na zostanie mistrzem?

Na pewno jest to metoda i widać, że ona działa. Aczkolwiek myślę, że ona może działa u jednego procenta sportowców, którzy są właśnie takimi wielkimi indywidualistami, jakim właśnie jest Piotrek. Gdyby powiedzieć Kamilowi Stochowi, czy Dawidowi Kubackiemu, żeby zrobili to samo, to myślę, że to by nie zadziałało. Dla 99 procent skoczków bardzo ważne jest wyciszenie, koncentracja, zachowanie sił na kolejny skok i są to aspekty, o których mówią psycholodzy. Nad tym pracuje się latami. Każdy zawodnik na najwyższym poziomie ma własny tryb startowy, który wprowadza go w odpowiedni stan, umożliwia mu radzenie sobie z presją, czy skakanie na najwyższym poziomie. Gdyby zapytać Kamila czy Dawida, to każdy ma swój system, chociaż ugruntowany podobnie naukowo, na podstawie tego, co mówią psycholodzy. Piotrek stworzył sobie własny system, bo nie lubił za bardzo kontaktu z psychologami. Nie zgadzał się z ich metodami i robi po prostu swoje. On na skoczni próbował już wszystkiego w skokach oraz przygotowaniu do nich i sam wie, co jest dla niego najlepsze. Wiem, że to może wyglądać czasami dziwnie i komicznie, ale jeżeli to funkcjonuje, to dlaczego tak nie robić. Piotrek nie przejmuje się tym, co ludzie powiedzą, bo najważniejsze jest to, że wygrał. Czy on między skokami tańczył, śmiał się czy spokojnie się koncentrował, to nie jest do końca istotne. To jest zawodnik na pewno oryginalny, ale można się od niego sporo nauczyć. Najważniejsze jest to, że droga, którą obrał, prowadzi do sukcesu.

Piotrek stworzył sobie własny system, bo nie lubił za bardzo kontaktu z psychologami. Nie zgadzał się z ich metodami i robi po prostu swoje.

Dzisiaj mówimy o sukcesie, ale w karierze każdego sportowca przychodzą trudniejsze momenty. Taki dla Piotrka był chociażby w Pjongczangu, gdzie ty z kolegami zdobyliście medal drużynowo, a on oglądał to z boku. Jak on wtedy reagował w trakcie niepowodzeń? To był inny zawodnik?

Piotrek cały czas jest sobą. To nie jest tak, że on przed mediami odgrywa jakąś rolę, a wraca do pokoju i jest nagle innym człowiekiem. Nikogo nie udaje. Pamiętam, że podczas tych igrzysk rzeczywiście miał trudne chwile. W Pucharach Świata nie szło mu źle, a w Pjongczangu coś się posypało. Jakoś nie mógł odnaleźć tych swoich dobrych skoków. Stracił szansę na starty w konkursach indywidualnych, a potem w drużynowym. Wiem, że to był dla niego bardzo trudny moment. Mimo to cały czas był sobą i do tego był dla nas bardzo dużym wsparciem, dla całej drużyny i sztabu. Potrzebowaliśmy tego bardzo. Myślę, że on jako taki dobry duszek, ma bardzo duży udział w tym medalu. Pamiętam, jak Kamil wrócił z dekoracji medalowej, to Piotrek grał mu hymn na gitarze, którego się uczył kilka godzin. Nie załamywał się, mimo że rzeczywiście miał trudne chwile. Dzieliłem z nim pokój w Pjongczangu, więc wiem jak to wyglądało. Myślę też, że pod tym uśmiechem na pewno kryły się takie cięższe myśli. Skoki nie szły, więc na pewno go to męczyło.

A medal Piotrka, który na złoty medal czekał tak długo, może wlać jakąś szczególną nadzieję w Ciebie, że jest jeszcze czas i nic straconego?

Każdy sukces kolegi z kadry, jest dla innych dodatkową motywacją. Na pewno jest tak i w moim przypadku. Prawdą jest też to, że jakiejś dodatkowej motywacji nie potrzebuję, bo każdego dnia daje z siebie 100 procent, żeby jak najszybciej wrócić do optymalnej formy. Wiem, że to nie jest kwestia kilku dni, tylko potrzeba do tego czasu oraz cierpliwości i konsekwencji. Mam świadomość, że czas też szybko ucieka w perspektywie igrzysk, które już za rok. Jednak ciężko pracuję i mam nadzieję, że to przyniesie efekt. Motywacją jest chociażby Andrzej Stękała, którego przykład pokazuje, że po kilku latach nieobecności w czołówce, można powrócić do niej z przytupem. I pokazać przy tym wszystkim, że się mylili. Tak samo Piotrek jest motywacją. Zawsze mieszkałem z nim w pokoju, przekazywał dużo pozytywnej energii i na pewno mogłem sporo się od niego nauczyć. Wszyscy wiemy, że jesteśmy coraz starsi, a tymczasem on pokazuje, że być może ten wiek nie ma aż takiego znaczenia. Jest ode mnie trochę starszy, a ma chyba najlepszy okres w swojej karierze. W tym roku kończę trzydzieści lat. To zawsze w życiu człowieka jest taki moment przemyśleń, ale Piotrek daje nadzieję, że być może najlepsze czasy są jeszcze przede mną. Na pewno jak się już spotkamy i będziemy znów mogli razem trenować, to ta jego pozytywna energia doda mi więcej sił.

Nam pozostaje chyba życzyć takiego sukcesu właśnie Tobie. Nie da się ukryć, że z tej złotej czwórki z Lahti jedynie tobie brakuje medalu indywidualnie. Ty aktualnie trenujesz z myślą o takich laurach?

Zawsze podstawą jest praca, praca i jeszcze raz praca. Samym myśleniem o sukcesach nikt jeszcze nie wygrał zawodów. Wiadomo jednak, że aby trenować w 100 procentach i być przy tym zmotywowanym, to trzeba mieć jakiś cel postawiony. Nie pracujemy tylko po to, żeby pracować. Trenujemy właśnie po to, żeby przeżywać takie chwile jak Piotrek, żeby wchodzić na najwyższy szczyt podium, odbierać medale i mieć z tego radość. Także chcę jak najszybciej wrócić, ale nie jest to kwestia kilku dni. Wiem, że dużo pracy przede mną. Myślę jednak, że ten horyzont czasowy – rok do igrzysk olimpijskich – jest na pewno wystarczający. Pamiętam, jak to wyglądało w roku 2016, który nie był dla mnie najlepszy. Przyszedł Stefan Horngacher i sezon 2016/2017 był najlepszym. Zdobyliśmy mistrzostwo świata w drużynie, było wiele wspaniałych chwil i wiem przez to, że przez rok można naprawdę wiele wypracować. Nie czekam też na sezon letni, tylko już wprowadzam pewne zmiany. Cały czas ciężko pracuję i widzę pewne efekty. To nie jest jednak tak, że nagle wrócę do Pucharu Świata i zacznę zajmować miejsca w czołowej dziesiątce. Trzeba przejść przez pewne etapy w tym sporcie. Są oczywiście przypadki, kiedy ktoś po kilku skokach wraca do formy, ale to raczej pojedyncze przykłady, a najczęściej do dobrej dyspozycji dochodzi się konsekwencją i planem, który zakłada jednak dłuższy okres. Podstawą jest jednak praca, a pod tym względem nie mam sobie nic do zarzucenia. Cały czas wierzę zatem, że te dobre chwile jeszcze przyjdą.

Wszyscy wiemy, że jesteśmy coraz starsi, a tymczasem on pokazuje, że być może ten wiek nie ma aż takiego znaczenia. Jest ode mnie trochę starszy, a ma chyba najlepszy okres w swojej karierze.

Pokusisz się o takie stwierdzenie, że Piotr może pójść za ciosem i na dużej skoczni zdobyć kolejne złoto? To byłaby wielka historia.

Jako zawodnik nigdy za bardzo nie lubię przewidywać, jakie będą wyniki, czy ile medali Polacy przywiozą z wielkiej imprezy, bo wiadomo, że to jest pompowanie tzw. balonika, którego my sportowcy nie lubimy. To jest tylko i wyłącznie dodatkowa presja. Każdy widzi jaka jest sytuacja i na co stać naszych zawodników. Wiemy też, na jak wysokim poziomie jest rywalizacja i jak mocna jest konkurencja. Są przecież zawodnicy, którzy nie mieli dobrego dnia na normalnej skoczni, a na pewno będą groźni na dużej. W przypadku Piotrka to jest tak, jak mówiliśmy na początku. Jeśli obudzi się w dobrym humorze, wstanie z łóżka prawą nogą i wykorzysta tę energię na skoczni, to kto wie… Tak samo zresztą Dawid, czy Kamil. To zawodnicy z czołówki, którzy mając swój dobry dzień, znajdą swoje niuanse w pozycji dojazdowej, czy też na progu, to są w stanie wygrać. Czekają nas na pewno emocjonujące konkursy. Mam jednak szczególną nadzieję, że Piotrek tę swoją pozytywną energię wykorzysta do tego, żeby pchnąć takiego dobrego ducha w naszą drużynę. Myślę, że ten konkurs drużynowy to jest też coś, na co wszyscy czekają. On może być właśnie tą osobą, która zadba nie tylko o dobre skoki, ale przede wszystkim o wprowadzenie dobrej atmosfery.

Szczegółowy program MŚ w Oberstdorfie 2021 znajdziecie tutaj.

Raport Specjalny – MŚ w Oberstdorfie 2021 – kliknij poniżej

Mateusz Król
Obserwuj