MŚ w Oberstdorfie 2021. Dawid Kubacki o poniedziałku z łopatą. “To nie była ciężka praca”

fot. M. Król

Polscy skoczkowie mają łącznie dwa dni przerwy między kolejny próbami podczas mistrzostw świata w Oberstdorfie. W poniedziałek do sieci trafił film, na którym widać Dawida Kubackiego pracującego łopatą. – Teoretycznie nie była to ciężka praca – przyznał z rozmowie z nami Kubacki.

fot. M. Król

Mateusz Król: Jak wyglądał u Ciebie ten wolny poniedziałek? Widziałem, że ciężki dzień z łopatą.

Dawid Kubacki: Teoretycznie nie była to ciężka praca. Reszta grupy miała zaplanowany trening, a my z Piotrkiem mieliśmy regenerację. Dla mnie taka odrobina fizycznej pracy też jest regeneracją, czy formą odpoczynku. Nie machałem jednak łopatą sam, znaleźli się pomocnicy. Nawet trener główny [Michał Doleżal] się załapał. To była szybka i przyjemna robota.

Zwłaszcza, że później chyba pojawił się ten samochodzik, o którym w niedzielę mówiłeś. Były już jakieś zawody?

Nie było jeszcze zawodów, bo tor robiliśmy przez dzień. Tak jak teraz, kiedy jest słoneczko, śnieg jest miękki i można go łatwo przerzucać. A pojeździć można dopiero wtedy, kiedy to trochę stwardnieje. Wczoraj wieczorem byłem chwilę pojeździć po torze, ale sam. Chciałem posprawdzać, czy wszystko działa. Też zobaczyć, czy autko działa po tych moich naprawach, bo oczywiście w pierwszy dzień musiałem je rozwalić. Jeden słupek wyrósł nie w tym miejscu co trzeba. Ale udało się naprawić nim części dojechały. Także udało się pobawić.

To pomaga w tym, aby zapomnieć o skakaniu, czy to bardziej zwykłe zabicie czasu?

Powiedziałbym, że ani jedno, ani drugie, ale też i jednego i drugiego po trochę. To dlatego, że nie traktuję tego jako coś, dzięki czemu uciekam od skoków. Nie potrzebuję tego, bo kocham skakać na startach. Nie uważam, żebym potrzebował od tego uciekać. Modelarstwo to jest jednak moje hobby od bardzo długiego czasu. Zawsze mnie to interesowało i cieszyło. Jeżeli mam taką możliwość, żeby się trochę tym pobawić, czy autkiem, czy helikopterem, albo nawet czasami dłubiąc przy tym przed biurkiem i coś naprawiając, to jest to dla mnie po prostu miły czas. Sprawia mi to przyjemność. Dobrze jest mieć takie rzeczy w życiu, które sprawiają przyjemność i można z tego skorzystać. Wiadomo, będąc w domu, mam żonę i dziecko, więc są inne obowiązku. Tutaj są daleko, więc taka odskocznia też jest fajna, żeby właśnie można było zrobić coś innego. Zamiast siedzieć i szukać czegoś w Internecie, czy czytać, albo jak Piotrek grać na gitarze, ja dłubię przy modelach, albo idę polatać helikopterem, czy pojeździć.

Swego czasu mówiło się, że potrafisz zamknąć się z pomieszczeniu i zajmować się modelami przez wiele godzin. Teraz pewnie będziesz miał na to mniej czasu, ale chciałbyś już wrócić i znaleźć na to moment, czy cieszysz się, że jeszcze trochę skakania przed Tobą?

Rzeczywiście zdarzały mi się takie momenty, że zamykając się w modelarni jeszcze w domu rodziców, już w trakcie późnych godzin nocnych, mama przychodziła i mówiła: “idźże już spać”. A mnie to w ogóle odcina od poczucia czasu. W domu aktualnie nawet nie mam miejsca na to przygotowanego. To jest jeszcze przede mną. Powoli sobie tę modelarnię zorganizuję, ale na razie jest to na drugim planie. Wiadomo, że są też ważniejsze rzeczy. Trzeba się trochę dzieckiem opiekować i nacieszyć.

Planowane dodatkowe konkursy w Planicy to dla Ciebie dobra wiadomość?

Myślę, że tak. Sezon mamy zaplanowany do 28 marca, więc fajnie byłoby to wykorzystać. Nie wiem, jak ten kolejny tydzień, czy jest już coś zaplanowane, czy nic się nie będzie działo. Jestem przyzwyczajony, ze mamy sezon od do i wtedy pracujemy w pełni swoich możliwości. Nie nastawiałem się na to, że będzie dodatkowe wolne. Nie jest tak, że jakoś bardzo bym tego potrzebował. Jak się jednak to wolne pojawi, to chętnie z tego skorzystam i spędzę ten czas z żoną i z dzieckiem.

Po tym pierwszym konkursie pojawiła się u Ciebie złość sportowca, czy jednak zadowolenie, że zająłeś – bądź co bądź – wysokie miejsce na mistrzostwach świata?

Złość sportowca na pewno się pojawiła. Wiedziałem, że było mnie stać na podium razem z Piotrkiem i już ten medal mieć. Skoki były dobre, ale za mało dobre, aby wyjechać z tym medalem. Zabrakło niewiele, ale zabrakło. Tutaj na tych mistrzostwach liczą się te trzy pierwsze miejsca, a tak naprawdę to pierwsze. Wydaje mi się, że to byłaby niezbyt dobra sytuacja sportowca, gdybym znając swoje możliwości był zadowolony nie zdobywając medalu. Ta sportowa złość zawsze się zatem pojawia po takich konkursach, ale ona nie trwa jakoś długo. Bardziej człowiek skupia się na tym, co jest do zrobienia w kolejnych dniach. A ta złość dodaje takiej werwy, żeby pracować.

Rozmawiałem z Maciejem Kotem o nietypowym sposobie koncentracji Piotrka Żyły, który prowadząc po pierwszej serii szedł rozweselony, podskakiwał, zaczepiał nas trochę. Maciek mówił, że to odpowiada może jednym procentowi skoczków. Gdyby zapytał ciebie albo Kamila, czy próbowaliście kiedyś podobnie, to powiedzielibyście, że nie. A myślisz, że to mogłoby przynieść skutek?

No… Piotrek jest specyficzny, więc tutaj ciężko to analizować. Nie wiem, czy on sam wie, co się w jego głowie dzieje w takich momentach. Nawet po tym konkursie niewiele pamiętał. Jak mi tam z bara wysadził na wybiegu – też nie pamiętał. To są emocje, po prostu. Piotrek je akurat w ten sposób z siebie wyrzucił. Wydaje mi się jednak, że ja, czy Kamil albo inni zawodnicy, też potrafimy się cieszyć i robić różne rzeczy między skokami. Tylko może ten okres koncentracji jest inny.

Czyli to nie jest jakaś nowa metoda koncentracji?

Nie. Wydaje mi się, że nie. To jest kwestia ekspresji i miejsca, gdzie się to robi. Jak jesteśmy w budzie, to coś głupio porozmawiamy, pożartujemy i też podskakujemy, żeby się rozgrzać. To są takie normalne rzeczy. Tylko kwestia tego, w którym miejscu się to robi. Piotrkowi akurat puściło już na samym dole. Bywa, ale taki jest Pieter.

Partner relacji z MŚ w Oberstdorfie 2021:

Szczegółowy program MŚ w Oberstdorfie 2021 znajdziecie tutaj.

Raport Specjalny – MŚ w Oberstdorfie 2021 – kliknij poniżej

Mateusz Król
Obserwuj