MŚ w biathlonie – Pokljuka 2021. Mistrzynie Europy pójdą za ciosem? Na co stać Hojnisz-Staręgę i Żuk?

© Stancik/IBU.

Niespełna doba pozostaje nam do pierwszej konkurencji MŚ w biathlonie w Pokljuce. Ta słoweńska miejscowość od lat zaprasza najlepszych biathlonistów, aby walczyli o punkty Pucharu Świata. Mistrzostwa zorganizuje jednak trzeci raz w historii. Czego polscy kibice mogą spodziewać się po startach reprezentacji Polski? Czy Monika Hojnisz-Staręga dogoniła formę i powalczy o drugi medal w karierze? – Sam jej powiedziałem, że pojedzie na mistrzostwa i będzie walczyć o wysokie miejsca – powiedział w rozmowie z nami Adam Kołodziejczyk, dyrektor sportowy w Polskim Związku Biathlonu.

© Stancik/IBU.

Miejsce sprawia problemy

Pokljuka polskim kibicom może kojarzyć się dobrze. Chociażby dzięki temu, że ponad dwa lata temu na podium stanęła tam Monika Hojnisz-Staręga. Jednak dla wielu ekip rywalizacja w tej słoweńskiej miejscowości oznacza spore kłopoty logistyczne. Stadion i trasy położone są daleko od miasta. Zazwyczaj drużyny mieszkają w miejscowości Bled. To kilkanaście kilometrów od samej Pokljuki. Jak mówi nam dyrektor sportowy w Polskim Związku Biathlonu – Adam Kołodziejczyk – czasami trzeba liczyć się z trzydziesto-, czterdziestominutową podróżą na zawody.

– Oczywiście są tam hotele na miejscu, ale w czasach bez pandemii, bardzo trudno było wykupić tam nocleg. Tylko niektórym udawało się zająć miejsca – tłumaczy Kołodziejczyk. Do tego wszystkiego dla zawodników sporym wzywaniem jest różnica wysokości. Jeśli ktoś mieszka w Bledzie, to nocuje na wysokości około 600 m n.p.m. Na trasach to już prawie 1500 m n.p.m. – My dawaliśmy sobie jednak z tym radę. Powiem jednak, że można było znaleźć w tym pewne plusy. Do startów na tej wysokości byliśmy przygotowani, a mieszkanie na niższej wysokości pomagało w regeneracji – mówi Adam Kołodziejczyk, który przez lata był także trenerem. Dodaje przy tym, że na tegoroczne mistrzostwa organizatorzy zmienili trochę trasy do rywalizacji. Zabraknie chociażby słynnych niebezpiecznych zjazdów.

Trudne początki sezonu

Przed rokiem na biathlonowe mistrzostwa nasza ekipa kobieca jechała ze sporym bagażem oczekiwań. Szczególnie dużo mówiono o Monice Hojnisz-Starędze, która przed zawodami w Anterselvie, regularnie znajdowała się w czołowej dziesiątce. Stąd pojawiały się nawet medalowe oczekiwania. We Włoszech było bardzo blisko podium, ale ostatecznie Monika musiała zadowolić się lokatami w ścisłej czołówce. W tym sezonie wszystko wygląda jednak zupełnie inaczej. Przez problemy zdrowotne w okresie przygotowawczym  (w tym zakażenia koronawirusem), nasze biathlonistki nie weszły najlepiej w sezon. Monika kilkukrotnie opuszczała starty w Pucharze Świata, aby wrócić do formy. – Pierwszy raz udało nam się w okresie świąt zrobić zawodniczkom testy wydolnościowe i szczegółowe badania. One wykazały, że Monika jest w dobrej dyspozycji i powinna zajmować wysokie miejsca – przyznaje Kołodziejczyk.

I kilka dni później Honisz-Staręga błysnęła w Oberhofie, kiedy zajęła szóste miejsce w biegu pościgowym. Do tego wszystkiego kilkanaście dni temu została mistrzynią Europy w Dusznikach-Zdroju. W jej ślady później Kamila Żuk, która po złoto sięgnęła w biegu pościgowym. To na pewno dodało im pewności siebie. – Moja trenerska filozofia zawsze była taka, że dobrze jest wystartować w mistrzostwach Europy. Zawodnik, który osiąga tam sukces, pokazuje sobie, że stać go na wiele. Otrzymuje sporo pozytywnej energii i wie, że sprostał wszelkim oczekiwaniom, jakie były wokół niego. Szczególnie, kiedy to wszystko dzieje się w Polsce – przyznaje dyrektor sportowy PZBiath.

Hojnisz stać na wiele

Trudno dzisiaj powiedzieć, czy którakolwiek z naszych zawodniczek wywalczy medal MŚ w biathlonie. Jeśli już, to najczęściej wśród ekspertów pada nazwisko Moniki Hojnisz-Staręgi. Dyrektor Kołodziejczyk mówił nam przed sezonem, że mimo kontuzji brązowa medalistka MŚ w biathlonie z 2013 roku, będzie gotowa na najważniejszą imprezę sezonu. – Jestem taką osobą, która posiłkuje się „szkiełkiem i okiem”, czyli takimi naukowymi obserwacjami. Widziałem ją latem i później w trakcie sezonu. Sam jej powiedziałem, że pojedzie na mistrzostwa i będzie walczyć o wysokie miejsca, bo jej poziom jest jeden z najwyższych. Myślę, że powinna to na zawodach pokazać – twierdzi Kołodziejczyk.

Mimo złotego medalu zdobytego na europejskim czempionacie, wciąż niepewne jest to, jak zaprezentuje się Kamila Żuk. Przed rokiem zawodniczka ta potrafiła zimą meldować w czołowej dziesiątce Pucharu Świata. W tym sezonie miewała problemy ze zdobyciem punktów. Jednak, jak zauważyli eksperci podcastu “Halo, tu zima”, w Dusznikach-Zdroju Kamila pierwszy raz w karierze strzeliła na czysto. To może być przełom. – Nie mamy co oczekiwać, że ona będzie sięgała tutaj po te miejsca najwyższe, ale pozytywnego występu w Pokljuce, to już na pewno – stwierdził Radosław Kępys, dziennikarz “Formatu Sportowego” oraz “Sport.poinformowani.pl”.

Jarosław Gracka, dziennikarz Sportsinwinter.pl zwrócił też uwagę na to, że biathlon potrafi zaskakiwać. – Mistrzostwa w biathlonie bywają niespodziankogenne. Przypomnijcie sobie, że Monika Hojnisz-Staręga swój jedyny dotychczasowy medal zdobyła nie wtedy kiedy należała do czołówki światowej, tylko kiedy była młodą zawodniczką na dorobku, o nazwisku wcale nie głośniejszym niż obecnie Kamila Żuk. Przypomnimy sobie, że medale na mistrzostwach w biathlonie zdobywali na przykład tacy zawodnicy jak Bułgar Władimir Iliew, którzy nigdy wcześniej i nigdy później nie stawali na podium. Oczywiście nie ma co tutaj znowu co na jakiś medal Kamili się napalać, natomiast trzeba przyznać, że na tej fali może jakąś życiówkę wykręcić – stwierdził Gracka.

Kobiety i długo, długo nic

Adam Kołodziejczyk jeszcze rok temu był trenerem polskich biathlonistów. Przez dwa lata jego pracy można było zauważyć postęp w wykonaniu jego podopiecznych. Szczególnie w pierwszym sezonie. Przed rokiem nie było wyraźnej poprawy, ale za to na mistrzostwach świata dobrze prezentował się Grzegorz Guzik, a Andrzej Nędza-Kubiniec i Łukasz Szczurek zameldowali się na punktowanych lokatach. Po sezonie zatrudniono jednak nowego szkoleniowca. Został nim Norweg Anders Bratli. Niestety, panowie tej zimy nie prezentują jednak dobrej formy. – Wydawało nam się, że nowy trener przynajmniej podtrzyma poziom z poprzednich lat, ale niestety na razie to się nie udało. Przed nami teraz mistrzostwa świata i zobaczymy, jak to się tam ułoży – mówi Kołodziejczyk.

Szczegółowy program MŚ w biathlonie można znaleźć tutaj.

Więcej o MŚ w Pokljuce znajdziecie klikając poniżej:

Źródło: Informacja własna

Mateusz Król
Obserwuj