Mój pierwszy PŚ w Zakopanem. Deszcz, niespodziewany zwycięzca i sieć komórkowa bez zasięgu

Święta, święta… I wspomnień czas. Przy okazji Wielkanocy pisałem swoje wspomnienie związane z pierwszym konkursem skoków, na którym byłem. Dziś pora na wspomnienie z pierwszych zawodów PŚ, które oglądałem na żywo. A było to 17 stycznia 1998.

Był to słaby czas dla polskich skoków. Adam Małysz po dwóch bardzo dobrych sezonach ewidentnie miał dołek formy. Zakopane też nie było jakimś ważnym przystankiem na trasie pucharowej. Dość powiedzieć, iż zabrakło wtedy trochę zawodników ze światowej czołówki. Ja wtedy – z przyczyn, których dziś nie pomnę – byłem tylko na pierwszym z konkursów. Bilety wtedy kosztowały mniej więcej 20-30 zł, a w dniu konkursu raczej organizatorzy pozbywali się nadwyżek.

Na pewno nie pomagała wtedy pogoda. Padało niemiłosiernie. Pamiętam, iż kibice polowali na miejsce pod wiatą, bo po prostu nie dało się wytrzymać. Wpłynęło to zdecydowanie na poziom konkursu. W nim startowało trzech Polaków. Trafili na niezłe warunki w pierwszej serii. Startujący z numerem 14 Wojciech Skupień skoczył 99,5 m – niedużo powiecie, ale dało mu to piąte miejsce po pierwszej serii. Robert Mateja z nr 20 osiągnął 106,5 m, nota jego wyniosła 98,9 pkt i w tych warunkach był to skok na drugie miejsce. Adam Małysz był 21., po skoku na odległość 94,5 m. Prowadził po pierwszej serii Norweg Henning Stensrud po skoku na odległość 109 m i nocie 102,9 pkt. Trzeci był Niemiec Roland Audenrieth, który wcześniej (później też) nie wsławił się niczym szczególnym.

Druga seria przy dalej złych warunkach przyniosła przetasowania. Adam Małysz w zasadzie pozostał na podobnym poziomie – skoczył 92,5 m i spadł o dwie pozycje. Zupełnie sobie nie poradził Wojciech Skupień, który po skoku na odległość 88 m spadł na pozycję 28. Robert Mateja wypadł bardzo dobrze. To nie był ten konkurs, w którym miał najlepszy wynik pierwszej i najgorszy wynik drugiej serii. Skoczył 93,5 m i wtedy wystarczyło to na bardzo dobre, szóste miejsce. Fatalnie wypadł prowadzący Stensrud, który spadł na trzynaste miejsce z trzydziestym, ostatnim wynikiem drugiej serii. Wygrał niespodziewanie Norweg Kristian Brenden, szósty po pierwszej serii, w której miał raptem 99 m. W drugiej doleciał do 106 m i nota 182,4 pkt (!) wystarczyła do zwycięstwa. Cała pierwsza trójka miała taką samą notę za odległość, zadecydował styl (nie było wtedy przeliczników). Drugi Janne Ahonen (98 i 107 m) przegrał o 0,5 pkt, zaś trzeci – Sven Hannawald (97 i 108 m) – o 1 pkt.

A jakie to były czasy? Do dziś pamiętam uwagę mojego taty, kiedy wśród sponsorów była jedna z sieci komórkowych, która działa – choć pod inną nazwą – w zasadzie do dziś. – Reklamują się, a nigdzie w Polsce zasięgu nie mają – skwitował sprawę mój rodziciel. Prezydentem Polski był wtedy Aleksander Kwaśniewski, premierem – Jerzy Buzek, zaś wielu skoczków z obecnej światowej czołówki nie było wtedy na świecie. Choć Simon Ammann w Pucharze Świata już skakał – nie był jednak obecny w Zakopanem.

wyniki zawodów

Źródło: Informacja własna

%d bloggers like this: