Mieli odnieść sukces, a byli tylko tłem dla walczących o triumf. Wystąpili w roli statystów. Niemieckie głosy o najgorszym występie od lat

Screen - Eurosport

71. Turniej Czterech Skoczni zapisał się w historii wraz z pierwszym triumfem norweskiego skoczka od sezonu 2006/07. Istnieje jednak nacja, która na taki sukces czeka już 21 lat. I poczekać jej przyjdzie kolejny rok, ponieważ w tegorocznej edycji imprezy odegrali zaledwie rolę statystów. Tak wielkiego kryzysu nie było u Niemców od lat.

Screen – Eurosport

Po raz pierwszy w historii turnieju zawodnik zwyciężył we wszystkich czterech konkursach… 21 lat temu nasi zachodni sąsiedzi mieli prawdziwe powody ku radości, ponieważ w 50. edycji prestiżowej imprezy po zwycięstwo sięgnął  Sven Hannawald. Od tego czasu kibice wciąż czekają na końcowy triumf.

“Nigdy nie pojechałem na Turniej Czterech Skoczni z tak dobrą drużyną”

Stefan Horngacher miał sprawdzić się w roli tego, który ten głód zwycięstwa zaspokoi. Minęły jednak cztery lata odkąd objął stanowisko szkoleniowca Niemiec, a zamiast turniejowej statuetki w rękach, przyszło mu się zmagać z jednym z najtrudniejszych momentów w karierze.

–  Ogólnie rzecz biorąc, jestem względnie zrelaksowany, ponieważ nigdy nie pojechałem na Turniej Czterech Skoczni z tak dobrą drużyną – mówił przed wyjazdem do Oberstdorfu rodzimej prasie.

71. Turniej Czterech Skoczni rozpoczął się dla reprezentacji Niemiec dość optymistycznie, biorąc pod uwagę nienajlepszy start w sezon 2022/2023. Po konkursie w Oberstdorfie wysoko sklasyfikowani zostali 4. Karl Geiger i 6. Andreas Wellinger, co skutecznie podgrzewało nastroje kibiców przed dalszą częścią widowiska. Ze startu najbardziej niezadowolony był wtedy Markus Eisenbichler, który nie tylko przegrał pojedynek z Turkiem Fatihem Ardą Ipcioglu, ale nie znalazł się także w gronie pięciu szczęśliwców awansujących do drugiej rundy konkursu. Doprowadziło to do momentu, w której skoczek zasugerował nawet możliwość wcześniejszego zakończenia udziału w imprezie.

Gorzki smak porażki w Innsbrucku

Pierwszy spadek w tabeli zanotowali już w podczas drugiego konkursu. Kolejnym gorzki smak porażki musieli przełknąć, kiedy ich największa nadzieja, Karl Geiger nie przeszedł kwalifikacji w Innsbrucku.

– Oczywiście, że to bardzo boli. Zaczęliśmy turniej dobrze, ale teraz zrobiliśmy duży krok w tył. To dla nas niezwykle trudna sytuacja, ale też nie możemy chować teraz głowy w piasek  – skomentował wtedy występ podopiecznych 53 – latek.

Choć ze strony kibiców i ekspertów spadła pod adresem Stefana Horngachera lawina nieprzychylnych komentarzy, w obronie trenera stanął Horst Hüttel, dyrektor sportowy Niemieckiego Związku Narciarskiego.

– W tej chwili nie jesteśmy tam, gdzie chcielibyśmy być. Przed nami wiele do zrobienia, ale na pewno nie stracimy teraz nerwów – powiedział po pierwszych zawodach austriackiej części telewizji ARD. I dodał. – Oczywiście Turniej był bardzo pożądaną przez nas imprezą, ale mamy jeszcze inne cele.

– Zawodnicy i trenerzy wygrali wiele w ciągu ostatnich dwóch lub trzech lat, zrobili wiele dobrego. Stef  przyszedł i od razu wygrał Puchar Narodów. W drugim roku były te wspaniałe Mistrzostwa Świata w Oberstdorfie. W zeszłym roku na igrzyskach i mistrzostwach świata w lotach udało się wiele rzeczy – przypomniał dokonania działacz, niezmiennie wykazując poparcie i zaufanie względem Horngachera.

Coś takiego po raz ostatni miało miejsce 12 lat temu…

Nie takiego finału jednej z ważniejszych imprez sezonu spodziewał się Stefan Horngacher wraz z prowadzoną przez siebie kadrą.

– To najbardziej gorzka rzecz, jaka zdarzyła mi się, odkąd zostałem trenerem – wyznał Austriak. – Na ogół dobrze radziliśmy sobie w turnieju i przez cały sezon Pucharu Świata. Teraz mamy mały dołek.

Po turniejowej porażce niemieccy skoczkowie mają wiele do zrobienia, ponieważ Mistrzostwa Świata są już za sześć tygodni.

– Zasada nadziei jest zawsze trudna, jest tylko zasada pracy. Nie brakuje nam tak wiele. W takich warunkach bardzo trudno jest oddawać dobre skoki – powiedział Horngacher, który jako przyczynę słabszego wyniku wskazał między innymi brak pewności siebie podopiecznych. – Musimy zachować spokój i ponownie podejść do sprawy – starał się uspokoić.

Ostatecznie zabrakło przedstawiciela Niemiec w pierwszej dziesiątce klasyfikacji generalnej po tym, jak w piątek nie wykorzystał tej szansy Andreas Wellinger. Gorszego rezultatu należało szukać aż w sezonie 1994/1995, kiedy Jens Weißflog zajął dwunaste miejsce w klasyfikacji generalnej.

– W tej chwili nie mamy nikogo, kto pociąga za sobą innych – skomentował krótko Wellinger, który w klasyfikacji końcowej zajął wśród rodaków najwyższą, 11. lokatę. Przyznał również, że panująca atmosfera jest teraz nienajlepsza.

– Cieszę się, że wracamy do domu – mówił Karl Geiger po zakończeniu rywalizacji. – Musimy zmierzyć się z tą sprawą i odbudować nasz kręgosłup. Nie tak miało być – uzupełnił 23. zawodnik turnieju.

Niewielki powiew optymizmu

Jedynym optymistycznym punktem zaczepienia mógłby stać się występ debiutującego Philippa Raimunda. 22- latek zakończył 71. edycję imprezy na trzynastym miejscu. Nie do końca jest to jednak sukces samego Horngachera, bowiem skoczek trenowany jest przez Andreasa Mittera.

– Chciałbym wyraźnie wspomnieć o Philippie. W swoim pierwszym turnieju wskoczył do pierwszej piętnastki we wszystkich rozgrywkach. Czapki z głów, to było naprawdę mocne – powiedział starszy kolega, Karl Geiger po finale.

Zadowolenie z trzynastej lokaty i najlepszego, 12. miejsca z Bischofschofen wyraził sam zainteresowany.

Screen- Instagram

Źródła: tagesschau.de, www.skispringen.com, https://www.sportschau.de, https://eurosport.tvn24.pl