Medalowe historie olimpijskie: Jeszcze wyżej niż w Vancouver, czyli srebro panczenistek w Soczi

fot. RMF

fot. RMF

Państwo oczywiście pamiętają, jak wielką niespodziankę sprawiły polskie panczenistki w Vancouver, kiedy zdobyły brązowy medal w wyścigu drużynowym. My dzisiaj przypominamy jednak bardziej spodziewany, ale nie mniej emocjonujący sukces z Soczi.

Vancouver, Zimowe Igrzyska Olimpijskie 2010. Polki późnym wieczorem czasu polskiego zdobywają brązowy medal w biegu drużynowym. Łzy wzruszenia, niedowierzanie i wielka radość – takie chwile po prostu zapisują się nie tylko w historii sportu, ale przede wszystkim w pamięci kibiców. Wtedy jednak dużo ważniejsze, oczywiście z perspektywy przyszłości, było to jak sukces panczenistek zostanie wykorzystany. Padły pierwszy raz donośne wołania o kryty tor łyżwiarski. Mijał rok po roku. A toru jak nie było, tak nie było. Im dłużej czekano na odpowiednie warunki, tym wyższa forma była naszych panczenów. Paradoks. Tylko, że w polskich realiach bardzo często. Poświęcają życie prywatne, rodziny, dzieci… bo chcą walczyć o sukcesy. Natalia Czerwonka, Katarzyna Bachleda-Curuś, Luiza Złotkowska i Katarzyna Wożniak marzyły o lepszym wyniku w Soczi.

Setki godzin poza krajem przynosiły spodziewane rezultaty. Polki bez większego problemu zakwalifikowały się na igrzyska. Na zdobyciu medalu szczególnie zależało Natalii Czerwonce. Ona nie mogła cieszyć się trzecim miejscem w Vancouver. Lubinianka jednak hardo pracowała z koleżankami i przyjechały do Soczi w formie. Indywidualnie żadna z nich nie sięgnęła po medal, ale wszystkie skupiały się na biegu drużynowym. Pierwsze wyzwanie to półfinał z Rosjankami. Cztery lata temu przegrały na tym etapie z Japonkami. Tu reprezentantki gospodarzy jechały przed własną publicznością i z wielką wiarą w awans. Nie powiodło im się. Nasze dziewczyny we wspaniały sposób rozłożyły siły i na metę dojechały blisko dwie sekundy szybciej. Zawód kibiców na hali, radość w polskich domach. “Cudowna jazda naszych dziewczyn. Jest srebro dla polskich panczenów!” – z radością ogłaszał komentator TVP Piotr Dębowski. Już w półfinale Pan Piotr cieszył się z medalu tego koloru i nikt nie miał mu tego za złe. Rywalki w finale to Holenderki. Klasa światowa. Kraj, który uciekły wszystkim innym nacjom w łyżwiarstwie. W tamtym czasie wygrana z nimi po prostu graniczyłaby z cudem. W finale Polki straciły wiele, ale nasza radość była przeogromna. Mamy piąty medal na tych samych igrzyskach… Polki wicemistrzyniami olimpijskimi!!

Źródło: gs24pl / TVP Sport / Informacja własna

PS. A to nadal nie powstawał. Na szczęście został otwarty w tym roku. Tomaszów Mazowiecki może chwalić się niesamowitym krytym torem, który może gościć najważniejsze imprezy sportowe.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: