Maryna wróciła, ale najwyższa forma dopiero przed nią

fot. PZN

W minionym tygodniu zainaugurowany został alpejski Pucharu Świata 2020/2021. Po 19-miesięcznej przerwie do rywalizacji wróciła Maryna Gąsienica-Daniel. To zawodniczka, z którą wiążemy spore nadzieje. W pierwszych zawodach nie zdobyła punktów, ale był to przetarcie po kontuzji. – Jest dobrze przygotowana – zapewnia trener Polki, Marcin Orłowski.

Powrót mógł nastąpić szybciej

Ponad półtora roku minęło, od kiedy Maryna Gąsienica-Daniel ostatni raz pojawiła się w zawodach alpejskiego Pucharu Świata. Kontuzji doznała w drugiej części przygotowań, po najlepszym sezonie w życiu. Zimą 2018/2019 trzykrotnie zdobywała punkty w PŚ i dwukrotnie wygrywała zawody Pucharu Europy. Wypadek zdarzył się w najmniej oczekiwanym momencie, ale Maryna, wraz ze swoim sztabem, obrała sobie jasny cel, którym był powrót.

– W poprzednim sezonie miałam wysoką formę i chciałabym wrócić na tak samo wysoki poziom, na jakim kończyłam poprzednią kampanię. Myślę, że wiem, jak walczyć z rehabilitacją i przerwą, ale pewnie ważne będzie, żeby udać się do specjalisty, który wskaże, jak poradzić sobie z najgorszymi momentami – mówiła nam przed rokiem, kiedy zamiast startować w Sölden, gościła na targach Snow Expo w Warszawie. Wtedy zapowiadała, że chce zdążyć jeszcze na końcówkę minionego sezonu. Niestety, chociaż stanęła już na nogi, nie mogła pojawić się na starcie w marcu. Wszystko przez pandemię koronawirusa, która wpłynęła na odwołanie finałowych zmagań Pucharu Świata.

 

To było przetarcie

Powrót Gąsienicy-Daniel nastąpił jednak w miniony weekend. Za kulisami mówiło się, że jest dobrze przygotowana do sezonu. Mimo to nie udało się jej dostać do drugiego przejazdu. Ostatecznie skończyła na 45. lokacie. – Mimo że treningi wyglądały dobrze, Maryna czuła się nieźle i jest dobrze przygotowana, to zabrakło rytmu startowego. Przejazd w środkowej części nie był taki, jaki być powinien. To już jednak historia dla nas – tłumaczy w rozmowie z nami Marcin Orłowski, trener najlepszej polskiej narciarki alpejskiej.

Zadania skupienia się tylko na starcie z pewnością nie ułatwiła aura, jaka roztacza się wokół wielu wydarzeń sportowych na świecie. W związku z pandemią zawodnicy, sztaby i wszystkie akredytowane osoby, musiały w Sölden pokazać negatywny wynik testu na koronawirusa. Cała miejscowość, gdzie przebywali zawodnicy, była niedostępna dla turystów. Dodatkowo też zamknięte były restauracje i inne miejsca tego typu. Wszystko po to, aby zwiększyć bezpieczeństwo.  – Rzeczywiście jest trochę dodatkowych rzeczy, którymi musimy się zająć – mówi Orłowski. Chociaż przyznaje też, że organizatorzy mądrze wszystko rozplanowali. – To ogromny trud dla nich, a kolejni mogą mieć jeszcze trudniej, jak zacznie się właściwa zima – twierdzi trener.

 

Brak kombinacji i mniej zawodów równoległych

Sezon alpejskiego Pucharu Świata 2020/2021 różni się nieco od wszystkich dotychczasowych. W kalendarzu brakuje chociażby kombinacji alpejskiej, w której Maryna Gąsienica-Daniel całkiem dobrze sobie radziła. – W tym roku będziemy mieli ogólnie mniej treningów szybkościowych, ale to nie ze względu na brak kombinacji. Musieliśmy tak przygotowania dostosować do panujących warunków, żeby korzystać z lodowców w Europie. Po drodze będziemy uczestniczyli w zawodach supergigantowych, ale formę szybkościową uda się osiągnąć prawdopodobnie dopiero pod koniec stycznia – podaje Marcin Orłowski.

Kolejną konkurencją, w której Maryna dobrze sobie radzi, poza gigantem, jest slalom gigant równoległy. Te zawody również zmieniły swoje oblicze, bowiem dziś nie będziemy już rozróżniali slalomu równoległego od giganta równoległego. Będą po prostu zawody równoległe, zwane przez FIS „parallel”. Trasa ma być krótsza od zwyczajnego giganta, a bramki są określone w nowych przepisach. Mimo wszystko zawodnicy poruszać będą się na nartach do giganta. To sprzyja Polce, chociaż w całym cyklu zaplanowano tylko jedną taką rywalizację. – Mieliśmy kilka treningów tego typu, jeszcze jakieś planujemy. Myślę, że jednak nie ma co kierować się tylko na to. Dla nas ważne jest to, że Maryna jeździ dużo gigantów, zna te narty, więc powinna dobrze sobie radzić – tłumaczy szkoleniowiec. To ważna konkurencja w perspektywie mistrzostw świata. Jeśli te w Cortinie d’Ampezzo dojdą do skutku, to parallel  zadebiutuje w imprezie tej rangi.

Plany aż po Chiny

Maryna Gąsienica-Daniel będzie mogła sprawdzić się w zawodach równoległych już w połowie listopada. Kolejne zmagania Pucharu Świata to właśnie zawody tego typu. Naszej ekipy nie zabraknie w austriackim Lech. Co dalej? Na pewno Polki nie zobaczymy w Levi, gdzie zaplanowane są tylko slalomy. Po kontuzji na razie nie jest jeszcze odpowiednio przygotowana do tych zawodów. W zamian na pewno wystartuje w Pucharach Europy. – Mamy zapewnienie, że takie zmagania mają się odbywać – przyznaje Marcin Orłowski. Start tego cyklu zaplanowano w norweskim Trysil w ostatni dzień listopada i pierwszy grudnia. Z ciekawych planów, chociaż wciąż niepewnych, sztab Maryny myśli o starcie w próbie przedolimpijskiej w Chinach. Tam odbędą się tylko konkurencje szybkościowe, ale mimo to Gąsienica-Daniel chce tam jechać. – Jeszcze daleko, żeby powiedzieć o tym na sto procent, ale myślimy o tym. Warto zaznajomić się z panującymi tam warunkami – opowiada trener Orłowski.

%d bloggers like this: