Maciusiak o sytuacji finansowej skoczków kadry B: “Żyją z tygodnia na tydzień z nadzieją, że będzie lepiej”

Świetna postawa Pawła Wąska w ostatnich tygodniach zaowocowała nagrodą w postaci nominacji na Puchar Świata w lotach narciarskich. O jego debiucie na mamucie, postawie Tomasza Pilcha, gorzkich słowach Klemensa Murańki i oczekiwaniach względem kadry z Maciejem Maciusiakiem rozmawiał Mateusz Król.



Mateusz Król: Jak trener Maciusiak ocenia mistrzostwa świata juniorów w wykonaniu tej części zawodników, która trenuje w kadrze B?

Maciej Maciusiak: Na pewno spodziewaliśmy się więcej. Tomek Pilch po chorobie dochodził do odpowiedniej dyspozycji, ale skoki w Lahti nie do końca to pokazały i trochę się męczył. Oczywiście występ Pawła zaliczamy do udanych. Te próby w Finlandii nie wyszły mu tak, jak w Zakopanem, ale te skoki były dobre. Miał kontakt z czołówką. Myślę, że dla Pawła i sztabu, to jedyny jasny punkty w skokach na tych mistrzostwach.

Tomasz Pilch to bardzo ciekawa postać, która rok temu wzbudziła ogromne zainteresowanie, dostał znaczącego sponsora. W tym sezonie nie idzie mu jednak zbyt dobrze. To efekt tego zainteresowania, czy bardziej naturalna w tym wieku obniżka formy?

Myślę, że to przede wszystkim to drugie. W tamtym roku Tomek wziął się praktycznie znikąd i zaczął wygrywać konkursy Pucharu Kontynentalnego. Teraz obniżył loty. To tak naprawdę normalne w sportach technicznych, szczególnie w skokach narciarskich. Najważniejsze jest to, żeby przetrwał i pracował już z myślą o następnym sezonie. Jeśli chodzi o tę pierwszą kwestię, to wszystko też może na nim ciążyć, ale przecież każdy zawodnik trenuje po to, aby mieć dobrych sponsorów, a do tego trzeba pokazywać się w mediach. Jak nie idzie, to zaczyna się szukać powodów nie w kwestiach sportowych, tylko jakichś pobocznych. Skacze po prostu słabiej technicznie. Motorycznie jest wszystko w porządku . To kwestia czasu , kiedy wróci na odpowiednie tory

Paweł Wąsek swoim rówieśnikom odskakiwał już trzy lata temu podczas Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży. Dzisiaj jest jednym z liderów młodej generacji skoczków. To faktycznie jest ta nasza najjaśniejsza nadzieja na pociągnięcie tej dyscypliny w przyszłości?

Zdecydowanie wyniki to pokazują, ale ja bym nie wskazywał tylko jednego zawodnika. Cały czas nie możemy zapominać o wspomnianym wyżej Tomku, czy Bartoszu Czyżu. Ten drugi ma podobną sytuację, gdzie jego budowa somatyczna bardzo się zmieniła. Urósł w tym roku dwanaście centymetrów i wszystko się poprzestawiało. U tych zawodników za rok powinny ustabilizować się te warunki i zrobią krok lub więcej do przodu. Jest też Kacper Juroszek ze świetnymi warukami. Także Paweł Wąsek na pewno daje nadzieje, ale nie jest tym jedynym.

Jest pan zadowolony z postawy swoich podopiecznych z kadry B w tym sezonie?

Na pewno po części tak. Paweł Wąsek skacze najlepszy sezon w karierze. To tak naprawdę jego pierwszy sezon na tym poziomie. Niektóre rzeczy odpuściliśmy, jak chociażby zawody w Sapporo. Teraz był na mistrzostwach świata i kolejny weekend też odpada, bo jedzie na Puchar Świata. Andrzej Stękała uparł się latem, ciężko pracował a teraz pokazuje dobre wyniki w Pucharze Kontynentalnym. W każdym konkursie praktycznie punktuje. Przemysław Kantyka jest w dobrej dyspozycji. Może nie zrobił jakichś kolosalnych postępów, ale prezentuje dobry poziom. Nie najlepszy, ale dobry. Na całe podsumowania przyjdzie jeszcze czas.

Klemens Murańka w Zakopanem dość przykro mówił, że kadra B jest na marginesie, a z obietnic o sponsorze dla pana zawodników, nie wyszło nic. Ile jest w tym co powiedział żalu po nieudanych zawodach, a ile prawdy?

Myślę, że tak pół na pół. Klemens nie przepracował całego okresu przygotowawczego. O tym trzeba pamiętać. Tak jak mówiłem we wcześniejszych wywiadach, nie wiedzieliśmy, na ile mu wystarczą te treningi, do których przystąpił później. Początek sezonu miał całkiem niezły. Teraz jest poziom niżej. Musi po prostu przetrwać. Klimek wie, że nie przepracował całego lata. Jednak do motywacji w sporcie musi też być jakieś zabezpieczenie finansowe. Każdy to wie. Media i środowisko wymagają od tych chłopaków wyników na poziomie kadry A, a oni nawet nie mają środków na normalne życie. Żyją z tygodnia na tydzień z nadzieją, że będzie lepiej. To jest bardzo trudna sytuacja. Nie jest tak, że mogą poświęcić się treningom. Klemens prowadzi pensjonat z żoną i musi o to dbać. Jak sypnie śnieg, to musi odgarniać itd. Nie stać go na to, żeby wynająć kogoś, do wykonania tych prac. To nie jest pełne zawodowstwo. Tym się właśnie różnią ci zawodnicy od kadry A. Jest problem ze sponsorami, a co za tym idzie z motywacją. To najlepiej pokazuje przykład Andrzeja Stękały. Pojawił się sponsor, to Andrzej przychodzi na treningi, czy zawody z uśmiechem na twarzy. Jest motywacja, idzie to do przodu, rozwija się, mimo że w wolnych chwilach też pracuje. Wiele by problemów rozwiązało przyjście jakiegoś większego sponsora.

Trenerowi też pewnie łatwiej pracować z zawodnikami, którzy nie mają w głowie problemów finansowych, tylko skupiają się na treningu.

Ile możemy, tyle motywujemy. To jest życie. Każdy musi zadbać o swój byt. Staramy się pomagać na różne sposoby. Uruchamiamy kontakty z firmami, żeby wsparły. Jest ciężko. Skoki są niby popularnym i medialnym sportem, ale Puchar Kontynentalny nie jest pokazywany w telewizji. Wiadomo przecież, że sponsor chce mieć jakiś zwrot włożonych pieniędzy. A nawet jeśli zawodnik wygrywa konkursy w PK, to też nie dostaje tych wielkich premii, co w Pucharze Świata. Także tu w dwie strony są karceni.

Ale pojawiła się szansa, że pana zawodnicy będą mogli częściej jeździć na Puchary Świata. Wiemy już, że Paweł pojedzie do Oberstdorfu za Maćka. Dlaczego wcześniej Maciej nie mógł dołączyć do pana ekipy, jak mu nie szło?

To nie jest właściwie pytanie do mnie. My się zajmujemy głównie Pucharem Kontynentalnym. Powiedzmy sobie szczerze, że nam też jest ciężko. Jak ktoś jedzie na Puchar Świata, tak jak teraz Paweł, to my nie mamy tak naprawdę kim go zastąpić (W najbliższy weekend jest przerwa w zawodach PK przyp.red.). Pojawia się zatem ryzyko, że nie wykorzystamy kwoty startowej.

Najlepiej zatem wywalczyć dodatkowe miejsce na Puchar Świata. To będzie taki cel na najbliższy period?

Dla niektórych zawodników to jest faktycznie jedyna możliwa droga, żeby startować w Pucharze Świata. Na ten moment o wyższą kwotę może walczyć na pewno Aleksander Zniszczoł i Paweł Wąsek. Period jest bardzo długi i zawiera w sobie dalekie podróże. Za tydzień lecimy już do Iron Mountain (USA), we wtorek po zawodach wracamy lotem do Pragi i bezpośrednio udajemy się do Oberstdorfu. Przed nami ciężki okres startowy, ale na pewno będziemy walczyć o tę kwotę siedmioosobową. Tutaj pojawia się druga sprawa, żeby wykorzystywać te kwoty w Pucharze Świata dobrymi skokami. To pokazały starty Olka Zniszczoła w Turnieju Czterech Skoczni, kiedy chciał bardzo mocno udowodnić, że to miejsce wywalczył zasłużenie. Był w dobrej formie, ale poszło to w drugą stronę. Chciała skakać na maksa. Potem w kwalifikacjach w Zakopanem pokazał, że stać go na bardzo dobre skoki. Ma przecież potencjał. Zatem po prostu będziemy startować i dawać z siebie wszystko.

Jak zatem spędzicie ten okres do Iron Mountain?

Zaplanowane mamy trzydniowe konsultacje w Wiśle, od czwartku do soboty. Będziemy chcieli też potrenować, ale patrzę na pogodę i może ona nam trochę pokrzyżować plany. Myślę jednak, że jeden czy dwa spokojne treningi na skoczni powinniśmy odbyć. To w zupełności wystarczy. Paweł jedzie do Oberstdorfu, potem trzeba będzie szybko decydować, co dalej. Bilety mamy zamówione i we wtorek lecimy.

Dla Pawła Wąska to jest ogromna nagroda. To są jednak loty. Jak taki zawodnik przed debiutem się czuje. Rozmawiał pan z nim, pojawiają się jakieś obawy?

Na pewno będzie respekt. To pojawia się u każdego zawodnika, który debiutuje na mamuciej skoczni. Na plus działa tutaj to, że skocznia w Oberstdorfie jest w miarę łagodna. Byłem tam jako trener z kadrą, debiutowali tam nasi zawodnicy, tacy jak Krzysztof Biegun czy Jakub Wolny. Ta skocznia jest tak naprawdę normalna. Wszystkie strachy po pierwszym skoku przechodzą. Paweł po prostu sam się musi przekonać, że to obiekt jak każdy inny, tylko że większy. Trochę większe prędkości najazdowe i powinno dłużej się lecieć. Pytałem go dzisiaj, czy dobrze przespał noc. Powiedział, że było ciężko. Mentalnie musi się na to przygotować. Myślę jednak, że przy tej technice, którą aktualnie prezentuje, spokojnie powinien poradzić sobie na skoczni mamuciej. Będę śledził i mocno kibicował.


Dziękuję za rozmowę.

Mateusz Król
Obserwuj

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.