Maciej Maciusiak: Jeśli praca na skoczni nie przynosi dochodów, nie da też radości [wywiad]

Kadra B polskich skoczków przed sezonem 2019/2020 wydaje się silna, jak nigdy. Dzięki Michałowi Doleżalowi poszczególni zawodnicy doświadczają także seniorskich warunków, startując w zawodach podczas stosowanej przez trenera rotacji – tak było latem, czy zmieni się to zatem zimą? Jak jeden z zawodników rozpoczął zgrupowanie w Falun, dlaczego skoki na śniegu w Szwecji będą ostatnimi przed startem Pucharu Świata i jakie cele poza kwalifikowaniem się do konkursu będą mieli członkowie zaplecza? O tym wszystkim opowiedział nam w rozmowie trener kadry B skoczków, Maciej Maciusiak.

Jakub Balcerski: Świat polskich skoków wczoraj zaskoczyła informacja o końcu kariery Bartosza Czyża. Jaka była Pana reakcja, gdy zawodnik ją przekazywał?

Maciej Maciusiak: Ostateczną decyzję Bartosz przekazał mi w ostatni dzień zgrupowania w Zakopanem, ale od jego początku rozmawiałem z nim o takich zamiarach. Mówił mi, jaka jest sytuacja, a ja chciałem uszanować każdą jego decyzję. Z mojej strony była nie tyle prośba, co chciałem przekonać go, żeby poczekał na efekty, jakie mogłoby dać bardzo sumiennie i profesjonalnie przepracowane lato. Namawiałem, żeby poczekał z kończeniem ze sportem do zimy, nowego sprzętu, ale widziałem, że miał to już dłużej przemyślane. Byliśmy umówieni, że pod koniec przyjdzie i powie mi czy idzie w tą, czy w tamtą stronę. Tak się stało, znów długo porozmawialiśmy i to uszanowałem. Spotkamy się jeszcze na pewno w trakcie sezonu, gdy tylko znajdziemy czas.

JB: Mówi Pan, że rozumiał tę decyzję. A przed samym zgrupowaniem pojawiły się jakieś oznaki tego, że tak mogłoby się stać?

MM: Byłem tak samo zaskoczony, jak wszyscy teraz. To dla samego zawodnika była ciężka decyzja, bo mimo że nie odnosił wielkich sukcesów, to skakał praktycznie przez pół życia. Rezygnuje z czegoś bardzo ważnego dla siebie, decyduje się iść inną ścieżką i należy to uszanować.

JB: Takie sytuacje chyba nie są czymś zupełnie nieobecnym, zwłaszcza w kadrze B. Pan doświadczył paru już będąc trenerem w tej grupie szkoleniowej, prawda?

MM: Gdy wracałem z kadry juniorów to problem miał Klemens Murańka, który zastanawiał się, co dalej ma robić. Teraz jednak trenuje dalej i bardzo się zawziął, żeby poprawić wyniki. Druga taka sytuacja to Andrzej Stękała, gdy był odrzucany od kadry, ale wtedy ja się uparłem ze swoim sztabem i można powiedzieć, że wyszliśmy mu naprzeciw. Widzieliśmy w nim potencjał, więc za wszelką cenę chcieliśmy utrzymać go w tym środowisku i na szczęście dziś skacze dalej. Zrezygnował jedynie Przemysław Kantyka, który zakończył karierę po sezonie zimowym.

JB: Po raz kolejny dostajemy świadectwo tego jak brutalny jest świat skoków i, że aby utrzymać się w kadrze zdecydowanie nie mają łatwo…

MM: Każdy potrzebuje cierpliwości. To już dorośli zawodnicy i jej czasami brakuje. U Bartka problem był trochę inny, bo siedział w głowie i nie chodzi tu do końca o wiarę. Jej też brakowało, ale pojawił się strach. Zaczął się obawiać nie tyle o zdrowie, co po prostu w nim coś zaczęło się blokować. Trudno to wytłumaczyć, ale przechodziłem to i ja, i trener Doleżal. Nie pokazuje się niczego na zewnątrz, ale wewnątrz powstaje taka ściana, przez którą trudno nawet pomóc przejść. Po pierwsze głowa, a po drugie… za coś trzeba żyć, a często bywa tak, że jeśli nie przynosi to dochodów, to tym bardziej nie ma radości.

JB: Kadra B przebywa teraz na zgrupowaniu w Falun, jak ono przebiega?

MM: Pogoda w Szwecji nam dopisuje, dziś zorganizowaliśmy ostatni trening na skoczni i możemy powiedzieć, że to, co mieliśmy zaplanowane na ten wyjazd, udało się zrealizować. Pierwszy raz byłem w Falun i wszyscy mówili, że tu często wieje i można pojechać i wyjechać bez skakania. Zaryzykowaliśmy i myślę, że to się opłacało – zwłaszcza zawodnikom, którzy testowali sprzęt i zyskali dużo treningu w spokoju. Na skocznię w Wiśle-Malince przejdziemy z większą pewnością.

JB: Trener Doleżal mówi, że skakanie na śniegu przed rozpoczęciem sezonu PŚ nie jest dla niego kluczowe. Dla zawodników w kadrze B to bardzo potrzebny krok?

MM: Nie wiem, czy dla nas kluczowy, ale w kadrze A są bardziej doświadczeni zawodnicy. Dla nas ważne jest przede wszystkim odbicie i najazd na próg, a gdzie się ląduje nie powinno robić różnicy, aczkolwiek dla tych młodszych jednak robi. W Falun też się o tym przekonali (śmiech). Ja jestem bardzo zadowolony, że tu przyjechaliśmy, bo różne niespodzianki mogły na nas czekać, a teraz nabieramy pewności, bo zawodnicy zapoznali się z nowymi nartami i te treningi w warunkach zimowych swoje też powinny dać.

JB: A jak się młodzi przekonali w takim razie?

MM: Jeden zawodnik po dwóch pierwszych skokach leżał, co nie zdarzało się przez cały sezon letni, a tu od razu pojawiły się problemy przy lądowaniu. Z telemarkiem też raczej trzeba było zaczekać, bo na początku każdy starał się podchodzić do tego dość asekuracyjnie, a regularnie to zaczęło się pojawiać mniej więcej od trzeciego treningu. Teraz to wróciło już do porządku dziennego.

JB: Nad czym skupialiście się podczas tych treningów? Chcieliście jeszcze coś dograć, czy do zimy podchodzicie z tym, co udało się wypracować latem?

MM: To zależy od zawodnika, bo teraz każdy musi się skupiać na czym innym. Mamy ten zarys techniki skoku, ale wszyscy musimy pamiętać, że oni wszyscy inaczej skaczą. Ta praca nad poszczególnymi elementami jest zatem bardzo indywidualna. Uwagi moje, czy moich asystentów są kierowane bezpośrednio do skoczków i ich potrzeb oddzielnie. Jeśli wziąć ich zatem razem pod uwagę to wyszłoby na to, że pracujemy nad wszystkim, wieloma elementami.

JB: W kadrze na zawody w Wiśle znalazło się 6 zawodników, których Pan monitoruje. Ich cele, zwłaszcza tych bardziej doświadczonych to chyba już nie tylko awans do konkursu?

MM: Tak i myślę tu o Klimku, Olku, Pawle, czy Andrzeju, których przy dobrych skokach na pewno stać na punkty. To byłoby ważne i każdy z nich będzie walczył, żeby się pokazać. To planowo nie są kluczowe zawody dla nas, ale wiemy, że powinniśmy się tam dobrze zaprezentować. W zeszłym roku nadrabialiśmy późniejszymi startami zimą i latem. Teraz chcemy kontynuować dobrą pracę i treningi, czy to na siłowni, czy na skoczni są rezultatem tego, co wcześniej sobie założyliśmy.

JB: W składzie jest także dwóch debiutantów – Kacper Juroszek i Adam Niżnik. Jak mogą wypaść według Pana?

MM: Nie wypowiem się o Adamie, bo nie jest w mojej grupie, ale z tego co wiem przyjął to “powołanie” dość spokojnie. Podobnie Kacper, ale dla obu to będzie spore przeżycie. Kacper mógł się trochę zapoznać z tą atmosferą w czasie Letniego Grand Prix, a dla Adama to będzie zupełna nowość. Wiadomo, że nie mogą się skupiać na wynikach, a sam start potraktują raczej zadaniowo. Mogę powiedzieć, że Kacper nie spisuje się obecnie jakoś wybitnie i na pewno nie jest w swojej najwyższej formie. Musi skoncentrować się na paroma elementami, by w jego przypadku skok był dobry.

JB: Ta rotacja w składzie na zawody Pucharu Świata może zatem być większa niż jak  zazwyczaj w zeszłym sezonie – na miarę jednego miejsca?

MM: Zobaczymy, jak nasi zawodnicy będą się prezentować. Największy wpływ ma jednak aktualna forma i jeśli taka się pojawi, a zadowoleni będą zarówno zawodnicy, jak i sztaby, to myślę, że jest to możliwe. Chcemy przecież, żeby w tych zawodach startowali po prostu w danym momencie najlepsi polscy skoczkowie.

JB: Prezes Tajner mówił mi, że współpraca pomiędzy kadrami A i B to był temat, który w związku wcześniej poruszano. By rozwinąć ją z Horngacherem miała przeszkadzać bariera językowa…

MM: Co miało przeszkadzać?

JB: Bariera językowa, według słów prezesa.

MM: Ale to prezes nie umiał się dogadać, czy my, bo nie rozumiem? Ze Stefanem wiele godzin spędziliśmy na rozmowach o różnych sprawach, szczególnie w jego ostatnim roku u nas. Tych zmian w składzie na zawody najwyższej rangi nie było dużo, ale nie było też do tego wielkich podstaw. Jeździli Paweł, Olek, czy Tomek Pilch. Bariery językowej nie było. Współpraca musiała być, bo my się widzieliśmy na zgrupowaniach i choć nie tak często, jak teraz, to o każdej decyzji mnie informował. Co roku coś się zmienia i teraz przyszedł Doleżal jeszcze bardziej otwarty na wspólne działanie i trochę trudno mi tu kogoś porównywać, czy gdybać. Może jeśli Stefan zostałby na ten rok to wyglądałoby to podobnie, ale tego się nie dowiemy. Żyjemy teraźniejszością i cieszymy się, że tak po prostu jest.

JB: Michał chyba był mimo wszystko trenerem, który od razu skupiony był na tym, żeby ta współpraca się pogłębiła, co w zasadzie stało się teraz czymś firmowym dla polskiej kadry.

MM: Już w kwietniu, o czym wspominałem w niektórych rozmowach, pojechaliśmy razem do dr Pernitscha i tam ten zarys wspólnego działania powstał. Potem pozostało wprowadzić to w życie, co w moim odczuciu się udało. Nie wiem, jak wcześniej wyglądała ta kwestia, czy to było planowane, ale my zajęliśmy się tym wtedy i wszystko idzie zgodnie z założeniami.

JB: Jakie plany ma zatem Pana zespół do inauguracji PŚ?

MM: Dziś mieliśmy ostatni trening, część sztabu wyjechała samochodami na prom, a wszyscy do kraju wracamy w piątek. Późnym popołudniem będziemy w Polsce, w sobotę i niedzielę trochę odpoczniemy, choć wieczorem mamy zaplanowany trening motoryczny. Potem w czwartek ruszymy już do Wisły.

JB: Planujecie tam jeszcze trenować na śniegu?

MM: Nie będziemy szukać czegoś na siłę i przed zawodami nie planujemy pojawienia się na skoczni. Weźmiemy udział dopiero w oficjalnych treningach i oczywiście kwalifikacjach.

Dziękuję za rozmowę.

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.