Maciej Kot przed Turniejem Czterech Skoczni: Nie nakładam na siebie dodatkowej presji

Maciej Kot

To pierwszy sezon od wielu lat, gdy w czołowej dziesiątce Pucharu Świata stale utrzymuje się dwóch skoczków. Nie dziwi zatem, że według kibiców faworytem do wygrania Turnieju Czterech Skoczni jest nie tylko 4. w klasyfikacji generalnej Kamil Stoch, ale też znajdujący sie dwie pozycje niżej Maciej Kot  . Co na ten temat sądzi drugi z wymienionych?

Maciej Kot nie czuje się faworytem do zwycięstwa w Turnieju. Jego zdaniem, presja jest owszem duża, ale nie dotyczy go tak bardzo jak innych zawodników, tych częściej typowanych do zwycięstwa. – Daje mi to sporo luzu – przyznał Zakopiańczyk. Skoczek ma jednak pewne oczekiwania odnośnie swojego występu. – Moim celem jest zakończenie tego turnieju w czołowej dziesiątce klasyfikacji generalnej. W pojedynczych konkursach chciałbym walczyć nawet o podium, ale  nie nakładam na siebie dodatkowej presji. Chcę po prostu cieszyć się ze skoków i oddawać je dobre i równe – wyjaśnił.

Zdaniem zawodnika, na trudność Turnieju Czterech Skoczni składa się kilka czynników. Przede wszystkim jest on długi i męczący. Problem dla wielu jest też system KO i odpowiednie nastawienie się do niego. – Wiadomo, że trzeba koncentrować się przede wszystkim na sobie, bo formuła KO może być zgubna, jeżeli ktoś zacznie koncentrować się na rywalu. Siadamy na belkę sami i trzeba wykonać swoje zadanie. Nieważne jak skoczy rywal, trzeba dać z siebie 100 procent – wytłumaczył Kot.

O trudności TCS świadczą też skocznie na jakich odbywają się konkursy. Nie są one według Zakopiańczyka jednak takie, by nie dało się na nich dobrze skakać. –  Myślę, że najbardziej odpowiadają mi skocznie w Innsbrucku i Garmisch-Partenkirchen, czyli dwie środkowe. Skocznia w Oberstdorfie jest bardzo trudna  i nie osiągałem tam jakiś dobrych wyników, ale oczywiście wszystko można zmienić. Skocznia w Bischofschofen nie należy natomiast do moich ulubionych ze względu na strasznie długi i płaski rozbieg, a mimo to udawało mi się tam osiągać bardzo dobre wyniki, także widać, że mimo, że jej nie lubię to i tak mi sprzyja – ocenił.

Tradycyjnie przed rozpoczęciem Turnieju Czterech Skoczni, skoczkowie mieli trochę wolnego ze względu na święta Bożego Narodzenia. Okres ten wiąże się z ogromną ilością przepysznych potraw, od których ciężko jest powstrzymać się trzymającym na co dzień dietę zawodnikom. – Trzeba się pilnować – powiedział Kot- Wiadomo, że troszkę przymyka się oko na dietę, ale ważymy się codziennie, liczymy kalorie i uważamy na to, co jemy. Ciężko jest wyłączyć zupełnie myślenie i kalkulacje, więc mimo, że miałem plan, że będę jadł wszystko i bez limitu to jednak to się nie udało.

Dzień przed wylotem, Polacy zmierzyli się w krajowym czempionacie. Nie ułożył się on całkiem po myśli Kota ze względu na zepsuty pierwszy skok. Drugi był już jednak doskonały. Jego 139 metrów to nowy rekord zmodernizowanej niedawno Wielkiej Krokwi. – Strasznie mnie zagotowało po pierwszym skoku. Potrzebowałem chwili, żeby odetchnąć i wyluzować. Gdybym poszedł zaraz na drugi skok to podejrzewam, że  ten drugi mógłby być jeszcze gorszy. Przeanalizowałem pierwszy skok, wiedziałem co mam poprawić. Postanowiłem podejść do drugiego z takim samym nastawieniem, ani nie zwiększając presji, ani nie zmniejszając, czyli dalej po prostu walczyć do końca i to się udało. Myślę, że z tego byłem najbardziej zadowolony – zadeklarował.

Z Krakowa dla sportsinwinter.pl, Wiktoria Wnętkowska

 

Mateusz Król
Obserwuj

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.