Maciej Kot: Jeżeli skok byłby podobny do tego w pierwszej serii to mimo warunków i tak bym wygrał

Maciej Kot rozbieg 002

Maciej Kot w miniony weekend miał szanse sięgnąć po pierwszy triumf w Pucharze Świata. Po konkursie naszej redakcji udało się porozmawiać z podopiecznym Stefana Horngachera. Jakie odczucia miał Maciej Kot po swoim skoku? Czy był zły, a może bardziej rozczarowany? Zapraszamy na wywiad!

Maciej Kot i Kamil Stoch po pierwszej serii zawodów w Klingenthal zajmowali odpowiednio pierwsze i drugie miejsce. Ten pierwszy miał szanse na pierwszą wygraną w konkursie indywidualnym Pucharu Świata. Niestety, tak się nie stało i Maciej Kot ostatecznie zawody ukończył na miejscu piątym. Pytany później przez dziennikarzy m.in. z naszej redakcji, opowiadał o niedosycie jaki czuje. – Druga seria nie poszła po naszej myśli – mojej i Kamila. Rzeczywiście dzisiaj były szanse żebyśmy we dwóch stanęli na podium. Jakby jednemu nie wyszło to w obwodzie był drugi. Sport jest nieprzewidywalny, a szczególnie skoki narciarskie i tutaj naprawdę czasami minimalne błędy ważą na tym, że z tego podium się spada. Na takim poziomie jaki był dzisiaj gdzie właściwie każdy metr, każdy punkt jest na wagę złota nie można pozwolić sobie na minimalne błędy. – odpowiedział.

Również Maciej Kot podzielił się refleksją na temat swoich skoków. Przyznał, że na dojeździe do progu pojawiły się błędy. – Nie chce mówić o skoku Kamila bo nie wiem. Według mnie Kamil skoczył naprawdę dobry skok i z tego co z nim rozmawiałem to warunki były później troszkę gorsze. Jeżeli chodzi o mój skok, to czułem w pozycji dojazdowej, że straciłem delikatnie równowagę. Ta pozycja nie była optymalna. Zrobiłem co mogłem później. Myślę, że jeżeli skok byłby podobny do tego z pierwszej serii to mimo warunków i tak bym wygrał. Latem też się pojawiły te problemy. Może nie tak często ale wiadomo to jest też troszkę inna specyfika torów lodowych i też liczby tych skoków treningowych w stosunku do zawodów. Myślę, że i tak jest bardzo dobrze. Jest lepiej niż było w poprzednich latach i to nie jest coś czym można by się martwić bo nad tym cały czas pracujemy i czasami minimalnie gorszy dzień i tak drobny błąd powoduje na tym najwyższym poziomie parę punktów starty, które już później skutkują tym, że traci zwycięstwo. – skomentował.

Maciej Kot świetnie skakał latem. Czy teraz czegoś mu brakuje po takim sezonie? – Myślę, że brakuje mi jeszcze takiej stabilizacji na bardzo wysokim poziomie. -przyznał.

Polski skoczek z Podhala mimo wszystko weekend Pucharu Świata w Klingenthal ocenił bardzo pozytywnie. – Myślę, że przede wszystkim wczorajszy dzień był dla nas wszystkich bardzo udany. Dzisiaj nie można powiedzieć, że był nieudany bo był lepszy niż w Kuusamo. Dwóch Polaków w pierwszej dziesiątce i to naprawdę jest dobry wynik i jesteśmy blisko czołówki. Cały czas w tych konkursach indywidualnych czegoś brakuje ale mamy potencjał, mamy sporo rezerwy nad którą chcemy pracować i mamy na to czas.

Na polskie podium musimy jeszcze poczekać. Maciej Kot tonuje jednak nastroje. – Minimum tydzień musimy poczekać na polskie podium. Myślę, że Stefan Horngacher dobrze powiedział, że nasze skoki są dobre, na wysokim poziomie ale lepiej wygrać zawody jakieś ważniejsze niż tutaj. Trzeba myśleć pozytywnie. To dopiero drugi weekend Pucharu Świata i nie ma tu nad czym płakać. Trzeba wyciągnąć wnioski i iść dalej.

Rozczarowanie? Złość? – Co czuł Maciej Kot po skoku w drugiej serii? – Oczywiście, że jestem rozczarowany bo wiadomo jak prowadzisz po pierwszej serii to chciałoby się to utrzymać i wygrać. Myślę, że nawet jakbym był trzeci czy drugi to byłbym trochę rozczarowany. To jest początek sezonu i trzeba ćwiczyć cierpliwość . Gorzej jakby była to już Planica, wtedy można by się było martwić. Poziom jest trzymany. Mimo jednego gorszego skoku zająłem piąte miejsce, a kiedyś musiałem oddać dwa jakieś super skoki żeby tak było. Pokazuje to nasz potencjał i to, że rzeczywiście jest rezerwa nad którą trzeba cały czas pracować.

Oprócz rozczarowania, które zakopiańczyk czuł po skoku również powiedział, że psychicznie było wszystko dobrze, a wina leżała tylko wyłącznie w błędzie, który popełnił w dojeździe do progu. Podopieczny Stefana Horngachera zdradził co działo się przed finałowym skokiem w domku skoczków na szczycie skoczni. – Pożartowaliśmy trochę z Kamilem. Wiadomo na jakieś dłuższe rozmowy nie było czasu. Każdy musi się na swój sposób skoncentrować. Wiadomo, że milej jest siedzieć w towarzystwie kolegi z Kadry niż wśród Niemców czy Austriaków. – zdradził z uśmiechem.

Maciej Kot został również przez dziennikarzy poproszony o komentarz w sprawie Domena Prevca, który jak każdy wie skacze bardzo niebezpiecznie i ryzykownie. Jakie spostrzeżenia ma Maciej Kot w tym temacie? – Po pierwsze technika braci Prevc jeżeli chodzi o sam bardzo aktywny dojazd i sposób odbicia. Generalnie nie ma szans podrobienia tego, bo oni jakoś fizjologicznie są tak „gibcy” i może nie mają jakiś tam pewnych połączeń jakie mają normalni ludzie bo nikt z nas nie jest w stanie zrobić takiego dojazdy do progu jak oni. Jeśli chodzi o lot Domena to myślę, że tutaj wielką role odgrywa jego bardzo niewielka waga. Myślę, że można by to porównać do Klimka Murańki kiedy miał 13 – 14 lat. On wtedy skakał w bardzo podobny sposób, a później kiedy jeszcze urósł i nabrał wagi to taki styl skakania już nie działał. Myślę, że tutaj duża rola słoweńskich trenerów żeby tego zawodnika już za młodu ustawić. – zakończył.

W najbliższym czasie reprezentacja Polski nie będzie trenować na skoczni. Dopiero przed Engelbergiem są przewidziane treningi w Polsce.

Źródło: Informacja własna

Mateusz Król
Obserwuj

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.