Maciej Kot i Kamil Stoch po konkursie drużynowym LGP w Wiśle

fot. A. Białek

fot. A. Białek
fot. A. Białek

Konkurs drużynowy podczas Letniej Grand Prix w Wiśle już za nami. Najlepsi byli Norwegowie, którzy wyprzedzili Słoweńców i Niemców. Polacy nie byli do końca zadowoleni ze swojej szóstej lokaty. – Pewnie każdy z nas chciał tutaj wygrać – mówił po zawodach Maciej Kot.

Maciej Kot skakał dzisiaj w ostatniej grupie i to właśnie jego skoki wyglądały najbardziej solidnie spośród naszej ekipy. Skoczek po zawodach przyznał, że z pewnością apetyty na sukces były, ale nie udało się i trzeba wszystko przyjąć takim, jakim jest. – Mieliśmy dzisiaj trochę pecha jeśli chodzi o warunki, bo ten wiatr kręcił. Hayboeck miał 106 metrów, więc widać, że trzeba była mieć szczęścia. Każdy mógłby coś poprawić, ale nie ma się czym martwić – komentował Kot po zawodach. Maciej wyrasta w chwili obecnej na lidera kadry, bo jego skoki są bardzo równe. – Na pewno to cieszy, poziom się ustabilizował. Te dzisiejsze skoki były nawet lepsze, jak te wczoraj – oceniał Kot. Polacy startowali dzisiaj w żółtym plastronie, ponieważ byli liderami Pucharu Narodów. – Pojawiało się z tyłu głowy, że mamy żółty numer. Myślę, że im więcej skoków oddam z tym plastronem, tym lepiej poradzę sobie, mam nadzieję, kiedy dostanę taki w przyszłości – komentował.

Dziś nie do końca zadowolony po swoich skokach był dwukrotny mistrz olimpijski Kamil Stoch. – Mówiąc o tym konkursie, że był średni w naszym wykonaniu, to bardzo łagodne określenie. Przynajmniej w moim – oceniał szczerze Kamil Stoch po konkursie. – W moim odczucie te skoki były zupełnie inne niż te w Courchevel. Czułem, że odcięło mi nogi, głowa nie znalazła porozumienia z resztą ciała – mówił Stoch. Teoretycznie nie ma powodów do zmartwień, ale Kamil podkreślał, że jakiś poziom frustracji się pojawił, ponieważ przed tą publicznością chciałby się pokazać z jak najlepszej strony. – Teraz nie mam dużo problemów z mentalnym przygotowaniem do zawodów, dzisiaj był nieco gorszy dzień. Uważam, że jakieś czynniki związane z rytmem treningowym miały na to wpływ i wyszło jak wyszło. Jednak tragedii nie było – skomentował mistrz.

Z Wisły dla Sportsinwinter.pl,
Mateusz Król

Mateusz Król
Obserwuj

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.