Maciej Bydliński: Czekam na sensowne zmiany w Polskim Związku Narciarskim [wywiad]

fot. Alicja Kosman / PZN

fot. Alicja Kosman / PZN
fot. Alicja Kosman / PZN

Maciej Bydliński to aktualnie najlepszy polski alpejczyk i jedyny od dawna, który punktował w Pucharze Świata w narciarstwie alpejskim. Chociaż wobec rezygnacji Polskiego Związku Narciarskiego z umieszczenia Maćka w kadrze narodowej znalazł się on w trudnej sytuacji, to nadal walczy o realizację swoich marzeń związanych z narciarstwem. Zadaliśmy mu kilka pytań, które przygotowali Marek Cielec i Jarosław Gracka.

M.C, J.G: Pierwsze pytanie jakie muszę zadać to co dalej z Twoją karierą narciarską? W tamtym roku o tej porze roku byłeś w Ameryce przygotowując się do zawodów PŚ. Powiedziałeś, że czekasz ze znalezieniem sponsora do końca miesiąca (października). Czy marzenie o występie w Pjongczang jest jeszcze aktualne?

M.B: W tym roku wystartuję w super kombinacjach Alpejskiego Pucharu Świata, w poszczególnych zawodach FIS oraz Mistrzostwach Polski. Aktualnie łączę pracę trenera i zawodnika więc tych startów będzie mniej niż w sezonie ubiegłym. Walczę o dobre wyniki, o kwalifikację olimpijską i czekam na jakieś sensowne zmiany w Polskim Związku Narciarskim, aby otrzymać pomoc przed sezonem olimpijskim.

M.C, J.G: PZN tłumaczył brak Twojej obecności w kadrze tym, że jesteś już za stary na kadrę młodzieżową, a osobnej kadry seniorskiej powoływać dla Ciebie nie chciał? Tłumaczenie wydaje się nieco absurdalne. Czy były jakieś inne przyczyny, konflikt między Tobą a PZN? Paradoksalnie stało się to przecież po jednym z lepszych sezonów w Twoim wykonaniu.

M.B: Moim zdaniem nie trzeba było tworzyć specjalnej kadry tylko dołączyć się do innej silnej reprezentacji z całym zapleczem. Tak robią wszystkie inne kraje, które chcą mieć zawodników na poziomie PŚ, a jest ich zbyt mało, aby tworzyć grupę. Przed tym sezonem miałem możliwość dołączenia do silnej kadry za bardzo rozsądne pieniądze. Zostało to przedstawione członkom Zarządu PZN, ale z braku funduszy nie zostało zatwierdzone. Żadnego konfliktu z PZN nie miałem i dlatego nie rozumiem decyzji o odrzuceniu mnie po najlepszym sezonie w karierze. Przedstawiono mi wersję, że w sezonie 2014/2015 nie zmieściłem się w najlepszej 15-stce Mistrzostw Świata w Beaver Creek. To, że byłem 12 w Kitzbühel i 27 w Wengen w Pucharze Świata nie miało znaczenia… i to boli najbardziej.

M.C, J.G: Postawiłeś w swojej karierze przede wszystkim na kombinację. Dość trudne połączenie dwóch skrajnych konkurencji, chyba mniej docenianej niż pozostałe. Może lepiej byłoby skupić się wyłącznie na konkurencjach technicznych lub szybkościowych? Zawodów w kombinacji jest w sezonie dość mało.

M.B: To nie było tak, że ja sobie wymyśliłem, że pójdę w kierunku super kombinacji! Od PZN dostałem misję zrobienia top 30 w PŚ w 2011 roku, a jeśli nie zrobię to się żegnamy. Wybraliśmy kombinację z tego względu, że jeździłem w miarę podobnie konkurencje techniczne i szybkościowe więc uznaliśmy, że w tym będzie najbardziej realne osiągnięcie celu i tak też w pierwszym roku pracy z trenerem Vlado Kovarem udało nam się to osiągnąć. Wcześniejsze przygotowania, treningi to była amatorka i ciężko było oczekiwać od polskich zawodników, żeby którykolwiek mógł zdobyć punkty Pucharu Świata. Aby punktować w indywidualnej konkurencji PŚ trzeba być na wysokim poziomie, objeżdżonym wcześniej z wynikami w Pucharze Europy, zejść z liczbą FIS punktów i dopiero próbować sił w Pucharze Świata. Tak się dzieje w każdym cywilizowanym kraju. Wszystko to musi być poparte profesjonalną pracą w grupie. Na to się składa jakość treningów, konsekwencja i czas. Tego do dzisiejszego dnia nie ma w PZN. Jedyny kto zmierza w tym kierunku to Michał Jasiczek ze swoim prywatnym teamem. Superkombinacja jest mniej doceniana z tego względu, że jest ich mało w sezonie. FIS powinien się do tego ustosunkować w stronę zwiększenia liczby rozgrywanych zawodów lub usunięcia (co byłoby moim zdaniem złe) z kalendarza. Jeśli przyznawana jest za tą konkurencję kryształowa kula PŚ, jak również medal olimpijski to wydaje mi się, że coś z tym powinni zrobić.

M.C, J.G: Może jednak należy pogodzić się z tym, że nie mamy takich możliwości jak kraje alpejskie, USA, Skandynawia i zamiast próbować z nimi walczyć w narciarstwie alpejskim, skupić działania na wspieraniu innych dyscyplin, w których łatwiej się przebić?

M.B: Tu nie chodzi o to, że ich nie mamy. Możliwości można sobie stworzyć, tylko Ci ludzie którzy są aktualnie na górze piramidy zarządzającej narciarstwem w Polsce konsekwentnie temu zapobiegają, bądź nie mają ochoty nawet się porządnie w to zaangażować. Nie widzą gdzie jest pies pogrzebany. W Czechach czy na Słowacji nie ma żadnego lepszego systemu szkolenia niż w Polsce, też leży to na łopatkach z powodów finansowych, lecz oni dysponują znacznie lepszą kadrą trenerską od najmłodszych lat. Tam większość dzieciaków jest od początku uczona jazdy na nartach poprawnie. U nas tego nie ma, sam byłem tego przykładem i w wieku 21 lat zmieniałem całkowicie technikę jazdy. Ta wcześniejsza nie pozwoliłaby mi na jakikolwiek lepszy wynik na arenie międzynarodowej! Nauka, bądź zainwestowanie w ludzi którzy się na tym znają, zaufanie im i chęć uczenia się polskich trenerów, instruktorów, nauczycieli wf będzie czego skutkiem będą lepsze wyniki Polskich alpejczyków, a zarazem poziom pójdzie znacznie w górę. Dopiero kolejną rzeczą są trasy udostępniane dla klubów oraz pieniądze, które niestety w dość wysokich kwotach są niezbędne w tej dyscyplinie.

M.C, J.G: Widziałem również opinie, że sam miałeś od początku podsuwane wszystko pod nos i po prostu tego nie wykorzystałeś. Jak się do tego odniesiesz?

M.B: Ci którzy tak uważają nie mają bladego pojęcia jaką drogę musiałem przejść, aby osiągnąć to co udało się zrobić. 80% zgrupowań jeździliśmy mieszkając w najtańszych możliwych apartamentach, hostelach itp. robiliśmy głównie jedzenie przywożone z domu w słoikach tak, aby jak najwięcej pieniędzy zaoszczędzić na trening na nartach. Dzięki przychylności kliniki Ortopedika na najważniejsze zawody w sezonie wysyłany był fizjoterapeuta, często opłacany przez klinikę. Aby zdobyć renomę w firmie Atomic i dostawać dobre narty sam musiałem na to zapracować wynikami, pamiętam jak pierwsze Mistrzostwo Polski seniorów w 2005 roku zrobiłem na nartach sklepowych. Od jakiegoś czasu dostaję super narty. To tylko nieliczne sytuacje opisujące fakt, że nie było łatwo. W taki sposób jak Pan stwierdził w pytaniu najczęściej wypowiadają się osoby zawistne i zakompleksione.

M.C, J.G: Ty sam zostałeś włączony do kadry narodowej dość wcześnie, bo już w 2005 roku jako 17-latek. Czy obecność w kadrze bardziej doświadczonych zawodników ma dla tych młodszych znaczenie, czy po prostu każdy robi swoje?

M.B: Obecność starszych, doświadczonych jest niezbędna. Każdy zawodnik powinien przechodzić szczebel po szczeblu z kategorii dzieci, młodzików, juniorów młodszych, juniorów, aż po seniorów. Kontynuacja procesu szkolenia jest niezbędna, młodsi powinni gonić starszych, a starsi jeszcze starszych. U nas nie działa ten schemat dobrze. Ba… u nas kadra narodowa kończy się w wieku 19 lat. Dla porównania w kadrze USA w pierwszej grupie, w konkurencjach szybkich najmłodszy zawodnik jest w wieku 28 lat.

M.C, J.G: Zwłaszcza w przypadku kobiet można zauważyć, że brak jest aktywnych polskich zawodniczek w trochę bardziej zaawansowanym wieku. Najstarsza jest Sabina Majerczyk, która ma 23-lata. Dość wcześnie kariery zakończyły takie zawodniczki jak Aleksandra Kluś, Karolina Chrapek czy Agnieszka Gąsienica-Gładczan. Wszystkie jeszcze sporo przed trzydziestką. Chyba może być do zniechęcające dla młodych narciarzy, którzy mogą widzieć w tym brak perspektyw?

M.B: Jak najbardziej jest to prawda.

M.C, J.G: Są tacy, którzy swoich szans szukają w zmianie reprezentacji. Przeszła Ci kiedyś taka myśl przez głowę?

M.B: Aktualnie coraz częściej o tym myślę.

M.C, J.G: W ostatnich miesiącach głośno jest o sporze Henrika Kristoffersena z norweską federacją narciarską. Jak to wygląda z Twojej perspektywy. Czy pretensje Henrika są słuszne?

M.B: Za słabo znam temat, abym mógł się wypowiadać. Zazwyczaj związek ma swoje zobowiązania do sponsorów jak również zawodnik chciałby wykorzystać swoje „5 minut”. Znajdą kompromis bo obie strony mają za dużo do stracenia.

M.C, J.G: Co jakiś czas Amerykanka Lindsey Vonn mówi głośno o tym, że chciałaby wystartować w zawodach z mężczyznami. Jaka jest Twoja opinia o tym pomyśle?

M.B: Jest to moim zdaniem akcja marketingowa mająca wywołać sensację. Na chwilę obecną narciarstwo alpejskie kobiet i mężczyzn to dwie inne ligi.

M.C, J.G: Czy zamierzasz po zakończeniu kariery tak jak wiele byłych zawodników zająć się trenowaniem, czy masz jeszcze jakiś plan awaryjny?

M.B: Mam masę pomysłów, nie lubię się nudzić. Aktualnie, tak jak wspomniałem jestem też trenerem jednej z młodszych zawodniczek oraz organizuję wyjazdy narciarskie dla amatorów.

M.C, J.G: Który z zawodników z innych krajów jest Ci szczególnie bliski i przeciwnie – za którym nie przepadasz?

M.B: Nie mam takiego zawodnika z innego kraju, którego miałbym nie lubić. Zawodnicy wykonują ciężka pracę i należy się każdemu szacunek, a wynik należy docenić. Z Pucharu Świata dobre kontakty mam z Czechami, Słoweńcami, Chorwatami czy Słowakami. Zdarzają się też przyjaciele z alpejskich krajów jak choćby Christof Innerhofer czy Sandro Viletta. Ogólnie to wygląda to tak, że zawodnicy z Pucharu Świata mają przyjacielskie stosunki, a rywalami są tylko na trasie.

M.C, J.G: Jak oceniasz obecny poziom polskiej kadry (kadry młodzieżowej). Wydaje się, że polscy kibice chcący ujrzeć Polaka w drugim przejeździe będą musieli uzbroić się w cierpliwość?

M.B: W kadrze młodzieżowej jest większość juniorów więc jeszcze daleka droga do sukcesów na poziomie Pucharu Świata. Najpierw muszą pokazać się w Pucharze Europy.

M.C, J.G: Na pewno śledzisz Puchar Świata. Czy Twoim zdaniem jest ktoś kto będzie w stanie pokonać w tym sezonie Marcela Hirschera?

M.B: On jest fenomenalny i na dzień dzisiejszy jedynymi, którzy mogą mu zagrozić w klasyfikacji generalnej to Norwedzy Svindal i Jansrud.

M.C, J.G: Nie chciałeś nigdy spróbować swoich sił w ski-crossie?

M.B: Kiedyś o tym myślałem i nawet wystartowałem w Mistrzostwach Polski wygrywając co prawda eliminację, ale w zawodach już tak kolorowo nie było. Poziom męskiego skicrossu jest dosyć mocny i żeby się tam przebić potrzeba 2-3 lat objeżdżenia, a to i tak nie gwarantuje sukcesu, bo skicross jest trochę inny niż narciarstwo alpejskie.

M.C, J.G: W ostatnich latach za sprawą sukcesów Michała Kwiatkowskiego, Rafała Majki i Przemysława Niemca popularność tej dyscypliny znacznie wzrosła. Nie żałujesz z perspektywy czasu, że nie wybrałeś kolarstwa zamiast narciarstwa alpejskiego?

M.B: Kiedyś kolarstwo szczególnie górskie, które uprawiałem nie było tak ciekawe. Zmieniły się formy rozgrywania zawodów XC, zmienił się sprzęt. Może gdybym urodził się później wybrałbym kolarstwo, a z perspektywy czasu nie żałuję, bo narciarstwo dało mi dobrą lekcję życia. Amatorsko na rowerze planuję się pościgać jako masters.

Dziękujemy za rozmowę.

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.