Legendy polskich skoków: Antoni Wieczorek

Fot.archiwum.watra.pl
Fot.archiwum.watra.pl

Antoni Wieczorek – w powojennych latach synonim Thomasa Mogensterna. Był też pierwszym skoczkiem z Beskidów, który zaczął skakać w kadrze narodowej. Ale pokolei…

Naukę skakania na nartach rozpoczął na deskach własnej produkcji. Urodził się 8 maja 1924 roku w Szczyrku. Narciarstwo trenował od 10 roku życia. Na początku startował w zjazdach i kombinacji alpejskiej. Z biegiem zaczęły go interesować tylko i wyłącznie skoki. W 1954 roku nastąpił wzrost formy Wieczorka, co wspomina jego syn, Stanisław. – Liczył na wysokie, punktowane miejsce na Mistrzostwach Świata w Falun, ale na tę imprezę, Polacy nie pojechali. Nie wystartował też w Cortinie, gdyż fatalnie rozbił się na Krokwi w Zakopanem – mówił Stanisław.

Wieczorek skakał w klubie LSZ w Szczyrku. W organizacji tej był nie tylko zawodnikiem, ale także trenerem i działaczem. Wszystkie te funkcje pełnił jednocześnie. Na słoweńskiej Planicy, jako pierwszy z polskich skoczków pokonał granicę 100 metrów. Brał udział w Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w 1952 roku. Był na dobrej drodze do reprezentowania Polski na Mistrzostwach Świata w Lahti 4 lata później. Niestety, już podczas pierwszego treningu zaliczył ciężki upadek i w samych zawodach uplasował się dopiero na 35 miejscu. Kolejna zwyżka formy nastąpiła w latach 60-tych XX wieku. W tak prestiżowej imprezie, jak Turniej Czterech Skoczni, zajął piątą pozycję. Jednakże jego formę osłabił kolejny upadek. Doznał go ponownie na Wielkiej Krokwi na treningu. W związku z tymi wydarzeniami, Wieczorek wycofał się z czynnego uprawiania skoków narciarskich. Po odwieszeniu nart na przysłowiowy kołek, trenował zawodników w LZS Szczyrk a następnie był szkoleniowcem reprezentacji polskich skoczków narciarskich.

Antoni  Wieczorek zginął w 1992 roku. Pozostanie symbolem odwagi. Jego plany i chęć zwycięstwa krzyżowały upadki. Jednak nie poddawał się. Po upadku, jak na prawdziwego sportowca przystało, podnosił się i dzielnie dążył do celu. Ryzykował, wiedział jak bolesne i przykre są upadki lecz mimo to skakał nadal. Kochał skoki narciarskie i pracę z młodzieżą, był nie tylko skoczkiem ale równocześnie także trenerem. Jak już na wstępie napisałam, w tamtych czasach Wieczorek był odpowiednikiem Thomasa Morgensterna. Oboje zaliczali upadki ale się nie poddawali. Wiedzieli, że ta dyscyplina sportu wiąże się z ryzykiem. I oni to ryzyko podejmowali. Kariera obydwu naznaczona była ambicją, strachem, zwycięstwami, porażkami, groźnymi upadkami – czyli dosłownie brutalnym zetknięciem z ziemią w dosłownym tego słowa znaczeniu.

 Źródło: informacja własna

Mateusz Król
Obserwuj

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.