Legendy polskich skoków: Antoni Łaciak

Fot. archiwum.watra.pl
Fot. archiwum.watra.pl

Legendy polskich skoków czyli dzisiaj opowiemy Wam o murarzu, który został wicemistrzem świata – Antonim Łaciaku.

Antoni Łaciak urodził się 23 czerwca 1939 roku. Pochodził z wielodzietnej rodziny, miał dwie siostry i trzech braci. W okresie wojny rodzina Łaciaków została zesłana do Niemiec na ciężkie prace. Ojciec Antoniego Łaciaka – Józef zmarł w Niemczech, natomiast matka powróciła do Polski z dziećmi po wojnie. Po ukończeniu szkoły podstawowej Antoni Łaciak uczył się zawodu murarza i wstąpił do szczyrskiego LZS. Swoją sportową karierę rozpoczął w 1950 roku jego trenerem w klubie LKS Skrzyczne był krewny, Antoni Wieczorek. Oprócz narciarstwa zajmował się wówczas także siatkówką i pływaniem. Przygotowywał też skocznie do zawodów.

Do Łaciaka należał rekord skoczni pokrytej igelitem w Warszawie. Pierwsze sukcesy sportowe zaliczył w klasie juniorów. W 1954 r. uplasował się na trzecim miejscu w zawodach w Karpaczu. W 1959 r. zajmował bardzo często lokaty w czołowej „10”. Dwanaście lat później został wicemistrzem świata na średniej skoczni. Tak skomentował swój ówczesny występ – Zawdzięczam zdobycie medalu decyzji pójścia na całego w trzecim, najważniejszym dla mnie skoku. Bez ryzyka nie ma sukcesów! Kto odważnie ryzykuje, do tego zwykle uśmiecha się szczęście. Ja na przykład nigdy nie byłem poważniej kontuzjowany, choć najbardziej odpowiadają mi skoki na dużych skoczniach – dodał Łaciak. Jego podejście do skoków i ryzyka możemy dzisiaj porównać do Thomasa Morgensterna (znamy jego słynne powiedzenie – bez ryzyka nie ma zabawy). Sukces Polaka był ogromny. Kibice zgromadzeni pod Wielką Krokwią oszaleli i Łaciaka ze srebrnym medalem znieśli na ramionach wprost do hotelu Imperial. Fani osiągnięcie Polaka docenić potrafili, jednak nie działacze, którzy byli zajęci krytykowaniem reszty polskich skoczków, bowiem zajęli na tych Mistrzostwach Światach słabe lokaty. Ten srebrny krążek Antoniego Łaciaka był przez wiele, wiele lat jedynym wywalczonym na tak ważnej imprezie przez polskich zawodników. Za ten sukces dostał nagrodę w wysokości 5000 zł (chyba nie tak dużo), gratulacje od premiera, wybrany został Sportowym Odkryciem Roku i najlepszym sportowcem województwa wtedy jeszcze krakowskiego. To wszystko. Sukces Łaciaka z pewnością nie został doceniony a czym prędzej zapomniany. A warto dodać, iż na następny medal w polskich skokach narciarskich trzeba było czekać trzeb osiem lat. Po Mistrzostwach Świata i srebrnym medalu, forma skoczka zaczęła spadać. Być może, w jakimś stopniu, wpływ na to miało także zachowanie polskich działaczy. Na lotach narciarskich w Bad Mitterndorf ustanowił rekord Polski w długości skoku – 123 m. Co prawda rekord ten przetrwał tylko kilkanaście minut. Łaciak był także rekordzistą skoczni Le Brassus w Szwajcarii. Niemały sukces osiągnął także w tak prestiżowej imprezie jak Turniej 4 Skoczni w 1963 roku. Wywalczył siódmą lokatę. W tym samym roku został mistrzem i wicemistrzem Polski.

Forma jednak nadal spadała. Z każdym rokiem sukcesy były coraz mniejsze. Z roku na rok odczuwał też coraz silniejsze bóle kręgosłupa związane z przeciążeniem treningowym. Łaciaka dopada także choroba wieńcowa. Wicemistrz świata zatem w ostatnich latach swojego życia ciężko chorował. Można rzec, że Łaciak był jedynym murarzem na świecie, który został wicemistrzem świata. Jego wielką pasją były skoki. Medal w kształcie śnieżynki był dla niego swego rodzaju skarbem, wynagrodzeniem ogromnego trudu jaki ponosił aby moc skakać i osiągać takie sukcesy. Ta śnieżynka pozwalała mu z pewnością przełknąć pigułkę goryczy jakiej doznał ze strony działaczy. Zmarł 6 lutego 1989 roku w szpitalu.

Fot. archiwum.watra.pl
Fot. archiwum.watra.pl
Fot.archiwum.watra.pl
Fot.archiwum.watra.pl

Źródło: informacja własna

Mateusz Król
Obserwuj

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.