Legenda biegów broni Bolszunowa i atakuje FIS. “Tam ręka rękę myje”

Źródło: Youtube.com

Rywalizacja męskich sztafet podczas tegorocznych zawodów Pucharu Świata przejdzie do historii. I to wcale nie ze względu na jej wyniki, chociaż to wszystko się z tym wiąże. Chodzi o zachowanie Aleksandra Bolszunowa, który celowo wjechał na mecie w fińskiego biegacza Joni Maekiego. 

Źródło: Youtube.com

Niedzielny bieg sztafetowy mężczyzn zakończył się pewnym zwycięstwem reprezentantów Norwegii, którzy w świetnym stylu powrócili do rywalizacji w Pucharze Świata. Skandynawowie minęli linię mety niezagrożeni, a za ich plecami działy się rzeczy, których raczej nie widuje się na trasach biegowych. Na ostatnich metrach Aleksander Bolszunow starał się bowiem wyprzedzić Joniego Maeki, ale to Fin wbiegł jako pierwszy finiszową prostą i miał możliwość, aby wybrać tor. Traf chciał, że wybrał właśnie ten sam, którym biegł rozpędzony Rosjanin. Efekt był taki, że lider klasyfikacji generalnej musiał zwolnić i stracił szanse na pokonanie reprezentanta gospodarzy.

To nie był jednak koniec emocji, bowiem prawdziwie dantejskie sceny działy się za metą. Wyraźnie zdenerwowany Bolszunow z impetem wjechał w reprezentanta Finlandii, powodując jego upadek. Konsekwencją zachowania Rosjanina była dyskwalifikacja sztafety Sbornej, a wydarzenia zza linii mety, co nie może dziwić, wzbudziły sporo kontrowersji.

Finowie zachowanie lidera klasyfikacji generalnej porównali do… meczów hokejowych. – To było nie do pomyślenia! Takie wejścia do tej pory mogliśmy oglądać głównie na hokejowym lodowisku, a nie na trasach biegowych – mówił ekspert fińskiej Yle Sports, Sami Jauhojaervi. Joni Maeki, czyli główny zainteresowany dzisiejszych wydarzeń, był nieco bardziej dyplomatyczny w swoich komentarzach. – To co on zrobił nie było właściwe – powiedział.

W obronę Bolszunowa wzięła legenda światowych biegów narciarskich i jego rodaczka – Jelenia Wialbe. Szefowa rosyjskich biegów stwierdziła, że to Fin był prowokatorem w tej sytuacji. – Sasza nie powinien machać kijkami, ale emocje każdej osoby w takich sytuacjach są nie do opanowania. On jest bardzo spokojną osobą, naprawdę trudno go wyprowadzić z równowagi – powiedziała w rozmowie ze Sports.ru pięciokrotna zdobywczyni Kryształowej Kuli.

Wialbe przyznała, że złożyła protest. Domagała się, aby usunięto dyskwalifikację jej drużyny, a ukarano Finów. Nie wierzyła jednak od początku, że ktoś to przyjmie. – Nie ma sensu składać odwołań. Tam ręka rękę myje. Przyszliśmy i zdaliśmy sobie sprawę, że nas nie poprą, odrzucą nasze protesty. Zapłacimy tylko pieniądze i to wszystko. Teraz złożymy odwołanie, które można wnieść w trakcie sezonu. Siedzą tam nieco inni ludzie. Przypomnijmy sobie sytuację, jaka była na Tour de Ski, kiedy Słoweńcy mogli odzyskać miejsce na podium dla swojej zawodniczki, a my nie mogliśmy w ogóle. Chociaż przeszliśmy również przez apel – opisuje Jelena.

Open in Spotify

Zdaniem Rosjanki to nie Aleksander Bolszunow powinien wyciągnąć pierwszy rękę w kierunku Joniego. – Myślę, że powinni zrobić to wzajemnie. Na pewno Aleksander nie jest tą osobą, która powinna podejść pierwsza i powiedzieć: “Wybacz mi, proszę. To było złe”. Fin też popełnił błąd. Jeśli znajdą w sobie siłę, by uścisnąć sobie dłoń, wszystko będzie dobrze – skwitowała Jelena Wialbe.

Źródło: Sports.ru

Mateusz Król
Obserwuj