Kulisy Małyszomanii: Miejsca kibicowskiego kultu

Drugi tekst z serii Kulisy Małyszomanii poświęcam miejscom dość skrajnym – z jednej strony budynek marzeń wielu fanów, a nawet zawodników, a z drugiej chyba najbardziej charyzmatyczna propozycja dla szukających historii i anegdot. Łączy je pierwszoplanowa pozycja w planowaniu przez sympatyków “Orła z Wisły” planujących wizytę w jego rodzinnym mieście. 

Kto nigdy nie odwiedził Galerii Trofeów Adama Małysza w Wiśle, nie ma pojęcia co, to Małyszomania. Kto tam nie wrócił, nigdy nie odczuł jej na własnej skórze. Tak to właśnie działa. Sam budynek – siedziba Fundacji Adama i Izy Małyszów – nie jest może imponujący z zewnątrz, ale to jest absolutne nieważne przy tym, co ujrzymy w jego wnętrzu. O tym mówi się, pisze i żyje tym od parunastu lat. Od zakończenia kariery Adama niewiele się tu zmienia, ale w zasadzie każda wizyta w tym prywatnym muzeum najlepszego polskiego skoczka w historii przynosi nowe spojrzenie na jego karierę.

Gdy wejdziemy do holu, kupimy bilety i wreszcie przekroczymy próg pierwszej sali od razu po oczach bić będą piękne sukcesy Adama. Gablota na środku za szybami ma medale Mistrzostw Świata, a do tego także puchary otrzymane podczas Turniejów Czterech Skoczni. Ale oprócz zachwycania się tymi najpopularniejszymi zdobyczami warto też spojrzeć na inne półki – tam przede wszystkim pierwsze puchary z lat 90 czy egzotycznie wyglądające nagrody z krajów azjatyckich. To podróż po świecie skoków, jakiego przeciętny fan sprzed ekranu telewizora zazwyczaj nie dostrzeże.

Wchodząc do drugiej sali już widać mieniące się na końcu korytarza Kryształowe Kule. Do celu wyprawy dla zapewne wielu kibiców trzeba jeszcze chwilę poczekać, przechodząc obok nie raz ogromnych pucharów ze zwykłych konkursów, czasem nawet nie z zawodów Pucharu Świata. Dość śmiesznie ogląda się je przy dzisiejszych tackach i talerzach za wygrywanie większości ważniejszych epizodów karuzeli PŚ. Zawsze zastanawiało mnie jak wyglądałaby praca przewodnika oprowadzającego po tym miejscu. Chyba nie zatrzymywałby się przy każdym pucharze, to trwałoby za długo… A ja chyba miałbym ochotę opowiadać o każdym trofeum obecnym w danym pomieszczeniu. Wszystkie mają zupełnie inną, unikalną historię. No co dużo mówić – to byłaby praca marzeń!

Powoli dochodząc do dania głównego jest się już tak najedzonym wszelkimi przystawkami, że być może ledwo znajdziemy miejsce na więcej. Ale Mistrzowi się nie odmawia. Zwłaszcza takiego widoku, jaki otrzymujemy patrząc na 4 wielkie i okazałe Kryształowe Kule, a pod nimi robiące równie ogromne wrażenie 4 medale Igrzysk Olimpijskich. Sceneria do nakręcenia filmu o przyszłej gwieździe skoków idealna – wyobrazić sobie stojącego tutaj nowego zdobywcę tych wszystkich błyszczących się dóbr jest jednak ciężko. Pewnie jest na to potencjał, ale czy to będzie to samo? Właśnie, to jest sekret Małyszomanii. Klimat i unikalność.

Do klimatu za moment przejdziemy, ale pozostaje jeszcze jedna sala. Kończąc wizytę wchodzimy do pomieszczenia pełnego mniejszych zdobyczy i pamiątek, które tworzą tu swoistą “graciarnię”. Ale jakże piękną dla tego, kto większość z nich kojarzy. Na mnie największe wrażenie zawsze robiły statuetki Plebiscytu Przeglądu Sportowego, narty z sezonu 2006/2007, który z całej kariery Adama pamiętam najlepiej oraz kolekcja zarówno plastronów jak i akredytacji rozwieszona po lewej stronie ekspozycji. Obie podziwiam długo, analizując pojedyncze jej elementy bardzo dogłębnie. Wspomnienia wracają. Sama długość kolekcji akredytacji przypomina o niezwykłości okresu Małyszomanii i samej kariery Adama. Tego jak ten kawał czasu przynosił kolejne radości. Jeśli chwilami zawodził, to po to by chwilę później wprawić wszystkich w ekstazę.

To jest moment, gdy urywamy te wspomnienia na moment by zmienić lokalizację. Nie chciałem robić tego cyklu w ramach planu wycieczki po Wiśle, bo to byłoby według mnie zbyt oczywiste, ale idąc takim tropem to nasz kolejny cel powinien stać w kolejności dokładnie przed tymi z poprzedniego artykułu – przede wszystkim skocznią w Wiśle-Łabajowie, która jest po prostu po drodze. A przynajmniej była, bo z ostatnich przykrych wiadomości dowiedziałem się, że jest rozbierana. W każdym razie leży wzdłuż tej samej ulicy tylko jakieś paręnaście-parędziesiąt minut wędrówki od Baru Brackiego “U Bociana”, o którym napiszę w paru następnych zdaniach.

W czym z karierą Adama Małysza może łączyć się bar? Odpowiedź brzmi : fanklub. Niektórzy czytelnicy pewnie znają brytyjską tradycję kibicowania ulubionym drużynom z kuflem w ręku, siedząc przed telewizorem wraz z dziesiątkami rówieśników w ciasnym, ale niezwykle klimatycznym miejscu. Podobna swojskość utworzyła się “U Bociana”, gdy powstał zorganizowany zespół kibiców Adama Małysza, w skład których wchodziła przede wszystkim jego rodzina i oczywiście wielu innych mieszkańców Wisły. Co weekend zasiadali tam i dopingowali go, a następnie zazwyczaj długo świętowali kolejne sukcesy. Jeśli spojrzymy na gabloty mieszczące się tuż przed wejściem do wnętrza baru, zobaczymy że dochodziło tam często do wielu spotkań wielkich osobistości – bywali tam choćby Apoloniusz Tajner, czy Jan Szturc. Gdyby móc się przysiąść do takiego stolika i posłuchać toczących się dyskusji. Odległa galaktyka marzeń.

Dzisiaj to miejsce pomimo pozostawienia wszelkich pamiątek, flag czy zdjęć z “okresu świetności” raczej odstrasza. Znajduje się tuż przy ekskluzywnym hotelu, w środku zazwyczaj panują pustki lub służy ono po prostu spożywającym tam w nadmiernych ilościach słynne Brackie, w podobno jeszcze do niedawna dobrej cenie. Z całej otoczki tego miejsca najbardziej klimatyczny pozostał chyba oznaczający drogę do baru drogowskaz. Symboliczny, pamięta jeszcze czasy największych sukcesów “Bociana” Adama. Człowiek nadal przenosi się tu te 16 lat do tyłu, ale jakiś minimalny niesmak pozostaje. Przynajmniej mi.

Oba miejsca, o których piszę powinny odwiedzić osoby, chcące poznać Małyszowe czasy z bliska. Były i w zasadzie wciąż są ich nieodłącznym elementem. Tego zabrać im nie można, zachowają to na zawsze. Razem z tym unikalnym już dziś klimatem odkrywania czegoś niespotykanego, co wydarzyć się mogło tylko raz i tylko w określonych okolicznościach.

 

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: