Krótkoterminowy plan na przyszłość – Gorazda Bertoncelja nowa Słowenia

fot. P. Ślezińska

Odkąd ustały sukcesy Petera Prevca, a jego koledzy nie potrafili nawiązać do poziomu, jakim wcześniej zaskoczył cały świat skoków narciarskich, o Słoweńcach nie mówi się już tak wiele. Odchodzi Goran Janus, przychodzi działający od 7 lat z młodzieżą Gorazd Bertoncelj. Przychodzi kadrze na ratunek, mając z tyłu głowy przyszłość tutejszych skoków i rozwijające się talenty. Jak się okazuje, największym przeciwnikiem tego projektu może być czas. To on wskazuje także, czemu warto mu kibicować.

Planica, 20 marca 2016 roku. Peter Prevc widzi świat w szkle wznoszonego w górę trofeum za wygranie klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Okazałą Kryształową Kulę słoweńska publiczność ma okazję podziwiać po raz pierwszy od 16 lat i dubletu Primoža Peterki. Później nikt nie był już w stanie powtórzyć podobnego sukcesu – Robert Kranjec, Jernej Damjan, czy Rok Benković nie byli zawodnikami tego formatu, ich po prostu nie było na to stać. Ale nastał piękny czas, w końcu sukcesy 23-letniego wówczas Prevca obejmowały także medale mistrzostw świata, igrzysk olimpijskich, czy złotego orła za Turniej Czterech Skoczni.

Wydawało się, że szaleństwo, które rozprzestrzeniało się po kraju błyskawicznie, nie wyhamuje przez najbliższe lata. I, pomimo że chętnych do uprawiania skoków dzięki Prevcowi nie brakuje i nie będzie brakować w najbliższym czasie, to jego sukces stał się zbyt mocnym uderzeniem dla słoweńskich skoków. O ile pierwsze miesiące po pamiętnym sezonie można łączyć z dobrą formą jego brata Domena i pechem samego Petera, któremu dokuczały upadki i drobne urazy, tak później słoweńskie skoki znacznie obniżyły loty. Żeby to zobrazować, wystarczy wspomnieć, że od stycznia 2017 roku Słoweńcy wygrywali w Pucharze Świata zaledwie 3 razy.

Poprzedni sezon był dla zawodników prawdziwym kubłem zimnej wody. Jedynie 3 miejsca na podium indywidualnie i dwa drużynowo w Pucharze Świata oraz kompletnie zaprzepaszczone igrzyska olimpijskie w Pjongczangu spowodowały, że roli trenera dalej nie pełnił już Goran Janus. – Drużyna była wówczas zbyt dużo ze sobą, zawodnicy potrzebują nowej motywacji i innego podejścia do skoków niż w ostatnich miesiącach – ocenił w rozmowie z naszym portalem nowy szkoleniowiec kadry, Gorazad Bertoncelj. To właśnie on jest postacią, wokół której skupiają się skoki narciarskie w Słowenii. I to wcale nie od tego sezonu.

– Nie byłem tak utalentowanym skoczkiem, jak inni – dobrze radziłem sobie w grupach młodzieżowych, ale nigdzie dalej nie zaszedłem – opowiada Bertoncelj. – Uczyłem się w gimnazjum (w Słowenii to odpowiednik naszego liceum – przyp. red.), chciałem studiować ekonomię. Ale w tamtym okresie zacząłem też trenować grupę młodych zawodników, co stało się dla mnie motywacją i powodem do skierowania swojej kariery w stronę bycia trenerem. Ze słoweńskimi kadrami jestem związany już od 2010 roku, trenowałem praktycznie wszystkich zawodników, poza Jernejem Damjanem. Znam ich, od kiedy byli juniorami, choćby 14-15-letniego Petera Prevca z czasów treningów w SK Triglav Kranj.

Są dwie strony medalu w sytuacji, gdy kadrę obejmuje tak doświadczony w systemie szkolenia trener. Z jednej strony zna swoich zawodników bardzo dobrze i może rozwijać wiele talentów, które obserwuje już dłuższy czas, ale tym samym trudno mu będzie wnieść do niej wiele świeżości. W końcu ma swój wypracowany styl prowadzenia drużyny. – Dla mnie trening, który stosuje trener, nie jest niczym nowym. Wprowadził parę innych zmian, ale żadna z nich nie wygląda na kluczową – mówił nam w Wiśle Timi Zajc. – To oczywiście świetny człowiek i mam nadzieję, że osiągniemy z nim wiele sukcesów.

Do kadry narodowej poza metodami, które Gorazd stosował już wcześniej wśród młodszych zawodników, wprowadził przede wszystkim pracę nad psychiką. A to, jak wie każdy, kto choć trochę interesuje się sportem, domena dążących do perfekcji.  – Mamy w sztabie dwóch psychologów, czterech asystentów i innych ekspertów. Wdrażamy nowinki techniczne, pracę fizyczną, ale także zajmujemy się aspektem psychologicznym w naszych skokach – zdradził. – Dla nas najważniejszy jest zawsze zespół i walka, by stać się jedną z trzech najlepszych nacji.

Wydawałoby się, że przyjście takiego szkoleniowca to symbol pewnej przemiany w kadrze Słowenii. Powoli odchodzą doświadczeni zawodnicy jak Kranjec i  Damjan, pozostaje szukający formy Peter Prevc, czy Jurij Tepes, a pojawiają się młodzi jak Zajc oraz Pavlovčič. Być może dobry moment, by postawić sobie przyszłościowy cel i zacząć dobudowywać coś do wciąż istniejących fundamentów. Ale… cóż, nic bardziej mylnego. Słoweńcy wyglądają na rozwijający się zespół z niezwykłym potencjałem. A tak naprawdę mają te same zadania, co wcześniej. Gorazd Bertoncelj ma podpisany roczny kontrakt. Nikt nie zastanawia się tu, co będzie później. Albo nie widzi, że trener znający całą kadrę praktycznie od ich początków w skokach może stać się twórcą potęgi. Można wręcz stwierdzić, że dla wierzących w niego, być może Gorazd Bertoncelj zaczyna pełnić najważniejszą dotychczasową funkcję zbyt szybko. Paradoksalnie, bo po ponad 8 latach wychowywania skoczków.

Ten projekt warto wspierać i dopingować mu w nadchodzącym sezonie. Jeśli Bertoncelj i jego zawodnicy nie osiągną celu bycia na szczycie, wśród trzech najlepszych reprezentacji na świecie, nastąpi zapewne kolejna zmiana. Bo mam tylko nadzieję, że taki wyrok nie jest narzucony już teraz. Za niecałe 5 lat w Planicy odbędą się mistrzostwa świata. Już teraz zjeżdża się tam wiele ekip, by trenować na jednych z najlepiej przystosowanych do tego obiektów. Nie wierzę, że słoweńskiemu związkowi nie widzi się stworzyć zespół jednolity, który na MŚ okaże się potęgą. Tylko, że do takich imprez trzeba się przygotowywać ze sporym wyprzedzeniem i myśleć o takich nazwiskach jak Zajc, Pavlovčič czy nawet Semenić, już teraz. Spójrzmy na przyszłoroczny czempionat w Austrii i tamtejszą kadrę. Ciągłe zmiany, brak stałego rozwoju młodzieży, chaos w systemie pracy. Nie chciałbym, by tak dobrze prosperujący Słoweńcy nagle ze względu na zachłyśnięcie się sukcesami, wciąż przeprowadzali zmiany trenerów i co najważniejsze koncepcji tworzenia drużyny.

Jak to wygląda obecnie? Właściwie to Bertoncelj pokazuje, że u niego będzie dużo szans dla młodych, może stać się dla nich pomostem pomiędzy karierą juniora, a seniora. To może być kluczowy rok, w którym nabiorą doświadczenia i możliwości. Pytanie tylko, czy nie kosztem trenera, który całe życie pracował, by tworzyć sukcesy swojego kraju w tej dyscyplinie. Już wiele wystrugał, ale z tylnego siedzenia, zawsze w cieniu. Gorazd opowiadał w Wiśle, że jak na razie to bardzo krótkoterminowy plan pracy. Na przyszłość z resztą, bo działaczom zaszkliły się nieco oczka na prezentacji nowego gospodarza MŚ 2023. Rozumiem, że dobrze by całe to parcie na kolejne lata szło w parze ze świetnymi wynikami co sezon, ale misja, którą powierzyli Bertonceljowi, wydaje mi się jedną z gatunku niemożliwych do wykonania tak szybko. Może warto by tymczasowo uspokoić myśli o teraźniejszości i skupić się jednak na budowie przyszłości? Mam nieodparte wrażenie, że w słoweńskich skokach zaszła zmiana i nie wszystko wygląda tak samo, jak jeszcze dwa lata temu. Nie wszystko jest w kryształowych szkiełkach, choć niewykluczone, że jeszcze będzie.

Źródło: fis-ski.com/informacja własna

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.