Koronawirus uderza w plany węgierskiej skoczkini

fot. sielok.hu

Virag Voros, węgierski talent, powróciła do treningów na skoczniach Słowenii. Jej trener nie jest jednak pewny, czy jej plany się powiodą – Węgierska Federacja Narciarska ma bowiem kłopoty finansowe.

Zawodniczka pochodząca z Węgier w ubiegłym sezonie pechowo upadła po swoim skoku treningowym na obiekcie w Lillehammer. Virag Voros doznała w skutek upadku zerwania więzadła krzyżowego. Miesiąc temu informowaliśmy o jej powolnym powrocie do treningów, a w ostatnich dniach trener Vasja Bajc, współpracujący ze skoczkinią, udzielił wywiadu stronie Siparadicsom.blog.

– Virag rozpoczęła rehabilitację po operacji w czerwcu, a jej większość została przeprowadzona w Słowenii w Global Sports Clinic w Lublanie – mówił. – Ostatnie testy odbyły się 13 października. Wtedy lekarze stwierdzili,  że z kolanem wszystko jest w porządku, jednak nie jest ono doskonałe. Mięśnie wokół niego były już w pełni odbudowane, więc dostaliśmy zielone światło. Mogliśmy wrócić na skocznię – opowiadał trener. Po tak poważnej kontuzji jak zerwanie więzadeł krzyżowych nie jest zalecany pośpiech.

– Virag zaczęła powoli, a potem po raz pierwszy skoczyła na 80-metrowym obiekcie w Planicy. Nie mogliśmy tu jednak zostać długo, bo Planica zaczęła przygotowywać się do zimy i wyciągnęła siatki zatrzymujące śnieg. Ostatecznie porozumieliśmy się na temat treningów z klubem Velenje. Obecnie przygotowujemy się na skoczniach z lodowymi torami – mówił szkoleniowiec. – Planowaliśmy pozostać w Pucharze Kontynentalnym, przynajmniej na początku. Plan jest jednak obecnie niepewny ze względu na wiele czynników. Nie wiadomo, czy otrzymamy pieniądze na wyjazd z Węgierskiej Federacji Narciarskiej, która obecnie znajduje się w trudnej sytuacji finansowej – zdradził Bajc.

Dla nikogo nie jest również tajemnicą występowanie pandemii koronawirusa. Nie dla wszystkich jednak jest jasne, z czym się to wiąże, jeśli chodzi o logistykę oraz podróże zawodników pomiędzy konkursami. – Nowy protokół FIS wymaga obowiązkowych testów oraz okresu kwarantanny do uzyskania negatywnego wyniku, co dodatkowo zwiększa koszty – wyjaśnia Bajc. W przypadku wyniku pozytywnego, kwarantanna trwa 10 dni. – To nie jest tania zabawa w norweskim hotelu – podkreślił. – Virag nie chce opuszczać zawodów w Norwegii, nawet jeśli równolegle ma się odbyć konkurs FIS Cup. Ona ich nie potrzebuje, więc jeśli konkurs w Lillehammer się nie odbędzie, będziemy trenować w grudniu. Planowanie na styczeń jest jeszcze trudniejsze, nie jesteśmy w stanie przewidzieć co się stanie. Pierwotnie chcieliśmy jechać do Zao, ale zawody już zostały odwołane – przyznał trener.

– Virag trenowała w tunelu aerodynamicznym w Sztokholmie, gdzie nie mogłem jej towarzyszyć ze względów finansowych. Pojechała więc z drużyną amerykańską i Astrid Norstedt, z którymi ma dobre relacje. Nigdy wcześniej tego nie próbowała i wróciła stamtąd bardzo zadowolona – powiedział Vasja Bajc. – To zaskakujące, że potem na skoczni nie była tak pewna siebie jak by sobie tego życzyła. W każdym razie mogę powiedzieć, że dzień po dniu posuwamy się naprzód, a przede wszystkim próbujemy utrzymać w porządku pewność siebie Virag – zakończył.

Źródło: Siparadicsom.blog/informacja własna

%d bloggers like this: