Kojonkoski porozumiał się z Chińczykami. Teraz musi milczeć

fot. Tomasz Markowski

Po nagłym zwolnieniu z funkcji trenera chińskich skoczków Mika Kojonkoski doszedł z Chińczykami do porozumienia w sprawie łączącej go z nimi umowy. Byli pracodawcy wypłacą Finowi należne mu kwoty, jednak ten jest zobowiązany do zachowania milczenia w sprawie tego, co widział podczas pracy dla reprezentacji.

fot. Tomasz Markowski

Nagłe zwolnienie

Mika Kojonkoski, utytułowany trener, współautor sukcesów znanych skoczków narciarskich, miał przygotować reprezentację Chin na igrzyska olimpijskie w Pekinie. Po trzech latach współpracy, w trakcie których jego podopieczni sięgnęli po premierowe punkty zawodów FIS Cupu czy Pucharu Kontynentalnego, Fin został nagle zwolniony ze stanowiska. Tę informację przekazano mu telefonicznie. Kojonkoski uważa, że do decyzji doszło, ponieważ jego styl trenowania był zbyt ludzki dla jego pracodawców, przyzwyczajonych do innego podejścia do sportowców.

Musi zachować milczenie

Choć do zwolnienia doszło w październiku, dopiero teraz między Chińczykami a byłym selekcjonerem azjatyckiej reprezentacji doszło do porozumienia. – Negocjacje w sprawie rozwiązania umowy trwały do końca roku. Ustalenia są takie, że obie strony zobowiązują się do zachowania milczenia – mówił Kojonkoski. To oznacza, że Fin otrzymuje należne mu pieniądze, jednak nie może powiedzieć, czego doświadczył i co zobaczył podczas pobytu w Chinach i pracy z tamtejszymi zawodnikami. Jeśli szkoleniowiec złamie umowę, przestanie otrzymywać należne mu kwoty. Choć trener musi dochować milczenia, uważa porozumienie za dobre. Jego zdaniem pomogła w tym jego wysoka pozycja w Międzynarodowej Federacji Narciarskiej.

Kojonkoski zastanawia się, czy i w jaki sposób w ogóle będzie mógł odnosić się do chińskiego epizodu w trenerskiej karierze. – Prawdopodobnie granicą jest to, że nie postawię nikogo w złym świetle – komentował. Jak mówi Fin, nie ochroni go od tego bariera językowa. – Jeśli powiem coś w fińskich mediach, jutro będzie to znane w Chinach.

Utytułowany trener nie wydaje się być załamany październikową decyzją. – Jest wiele innych możliwości niż trenowanie chińskich skoczków – podsumował. 

Źródło: is.fi