Kibice skoków czekali na to 30 lat. Szwecja znów na podium PŚ. “Zaczyna wyglądać to lepiej”

fot. PZN

Skoczkowie oraz skoczkinie narciarskie oficjalnie zainaugurowali sezon 2022/23. Rywalizacja na skoczni im. Adama Małysza (HS 134) była wyjątkowa dla młodej Szwedki – Fridy Westman.  21-latka w niedzielę po raz pierwszy w karierze finiszowała w czołowej trójce zawodów elity. – Nie sądziłam, że stanę tu na podium. Myślałam, że może uda się wskoczyć do najlepszej dziesiątki – powiedziała Sportsinwinter.pl uradowana zawodniczka.

fot. PZN

Zawodniczka z Kraju Trzech Koron od początku wiślańskiej rywalizacji zgłaszała akces do walki o czołowe lokaty. Trzynasta zawodniczka minionej zimy podczas piątkowych kwalifikacji została na moment rekordzistką obiektu (130,5 m). Dzień później z kolei otarła się o podium. Do trzeciej Evy Pinkelnig straciła zaledwie 0,8 pkt. W niedzielę z kolei skoki na odległość 127 m oraz 127,5 m pozwoliły jej na zajęcie trzeciej lokaty. To pierwsze miejsce w czołowej trójce dla reprezentanta Szwecji od trzydziestu lat. Ostatnim, który tej sztuki dokonał był Steffan Tallberg (trzecie miejsce w Predazzo w 1992 roku).

Pierwsze podium dla Szwecji od ponad ćwierćwiecza

– Kiedy byłam w drodze do Wisły, nie sądziłam, że uda mi się stanąć na podium. Myślałam, że może uda się wskoczyć do najlepszej dziesiątki. Nie startowałam zbyt wiele razy w lecie, więc trudno było mi ocenić, jak wysoki był mój poziom. Teraz jednak widzę, że był całkiem wysoki – skomentowała swój występ Westman.

Oberwując z bliska zawody w Beskidach można było dostrzec wyraźne problemy z lądowaniem Fridy Westman. Z czego one wynikały?

– Myślę, że może to być efekt moich kontuzji sprzed kilku lat. Nie skakałam też wcześniej tak daleko i nie jestem przyzwyczajona do takiego lądowania. Nie skupiałam się na tym tak bardzo, gdy byłam mała, więc muszę się jeszcze tego nauczyć. Myślę jednak, że dużo poprawiłam w lecie na skoczni K90 i teraz już zaczyna to wyglądać coraz lepiej.

Przypomnijmy, iż w przeszłości młoda Szwedka zerwała więzadła krzyżowe oraz uszkodziła łąkotkę w obu kolanach. Mimo przeciwności udało jej się jednak dotrzeć niemal na sam szczyt.

Szwedzi mieli w przeszłości medalistę igrzysk olimpijskich oraz mistrzostw świata, a także człowieka, który zrewolucjonizował skoki narciarskie. Spuścizny po sobie jednak nie zostawił

Szwecja w przeszłości posiadała ogromne skokowe tradycje. To właśnie z tego kraju pochodzi m.in. Jan Boeklov, zdobywca Kreształowej Kuli w sezonie 1988/89, który uważany jest za prekursora obecnie wykorzystywanego stylu V. Przyzwoicie prezentowali się również Steffan Tallberg, czy Mikhael Martinsson, którzy stawali na podium pucharowych konkursów. Wcześniej  spore sukcesy osiągał też m.in. Sven Selaanger, który zdobył m.in. srebro igrzysk olimpijskich (1936) oraz trzy brązowe medale mistrzostw świata (1931, 1933, 1934).

W kolejnych latach zainteresowanie tym sportem jednak wyraźnie spadło. W nie tak odległej przeszłości na światowych skoczniach mogliśmy oglądać takich zawodników jak Kristoffer Jaafs, który prowadził po pierwszej serii pamiętnego konkursu w Trondheim w 2001 roku, a także Carla Nordina, Isaka Grimholma, czy Andreasa Arena. Nie byli to jednak zawodnicy, który potrafili regularnie walczyć o czołowe lokaty.

Obecnie w męskim Pucharze Świata nie startuje żaden skoczek narciarski ze Szwecji, a rozegrane nie tak dawno letnie mistrzostwa kraju miały wręcz kuriozalny przebieg.

Z kolei przed dwoma laty najlepszy okazał się…. amator z Norwegii.

Kolej na Fridę Westman?

Sytuację ratują jednak kobiety. Oprócz świetnie rokującej Westman, na arenie międzynarodowej rywalizuje również jej rówieśniczka – Astrid Norstedt. Udało jej się nawet trzykrotnie zapunktować w zawodach elity. Minionego lata nie zaliczyła jednak żadnego występu. W Wiśle również jej zabrakło.

Dlaczego tak się stało? Tego niestety nie udało nam się jeszcze ustalić. Wracając jednak do bohaterki polskiego weekendu, to ta już w sezonie 2021/22 pokazała, że potrafi nawiązać kontakt ze światową czołówką. Była m.in. dwukrotnie czwarta w austriackim Hinzenbach. W najlepszej dziesiątce zawodów meldowała się łącznie sześciokrotnie. Dało jej to trzynaste miejsce w klasyfikacji generalnej. A mogło być jeszcze lepiej, gdyby nie kwarantanna, która zabrała jej występy w słoweńskim Ljubnie. Czy osiągnięte wyniki sprawiły, że jest już rozpoznawalna w swoim kraju?

– Niestety mało kto w Szwecji interesuje się skokami. Zdarzało się, że kilka mediów chciało zrobić ze mną wywiad, jednak na tle innych sportów zimowych zupełnie nie ma porównania – przyznała.

Sukces wymaga wyrzeczeń

Szwedka nie trenuje na co dzień w swoim kraju. Jej główną bazą jest Norwegia. To właśnie na tamtejszych skoczniach przygotowuje się do startów pod okiem byłego znakomitego skoczka – Roara Ljoekelsoeya.

– Przeprowadziłam się, ponieważ nie miałam odpowiedniego środowiska, w którym mogłabym się przygotować do rywalizacji z najlepszymi zawodniczkami na świecie. W Norwegii mogę robić postępy, mam lepsze warunki, lepszych trenerów i więcej skoczkiń, z którymi mogę trenować – wyjaśniła.

Mimo iż Westman trenuje poza granicami kraju, może liczyć jednak na wsparcie od rodzimej federacji. W 2020 roku zarówno ona, jak i Astrid Norstedt znalazły się w gronie najbardziej perspektywicznych przedstawicieli szwedzkich sportów zimowych.

Westman o kobiecych lotach : “Myślę, że to już najwyższy czas”

Jak wiadomo, sezon 2022/23 będzie przełomowy dla kobiecych skoków narciarskich. W marcu zawodniczki po raz pierwszy w historii przystąpią do rywalizacji na obiekcie mamucim w norweskim Vikersund. Jak na ten pomysł zapatruje się Frida Westman?

– Myślę, że już najwyższy czas, żebyśmy mogły spróbować lotów narciarskich. Udowodniłyśmy, że jesteśmy wystarczająco dobre. Uważam, że to dobre, że zaczniemy od najlepszej piętnastki i czuję się bardzo podekscytowana na myśl o tej możliwości – stwierdziła.

Skoki na igelicie w warunkach zimowych mają jednak sens?

Zawodniczka podzieliła się również swoimi spostrzeżeniami na temat hybrydowej inauguracji Pucharu Świata w Wiśle.

– Uważam, że to był całkiem dobry pomysł. Nie jest tutaj zbyt zimno, więc dobrze, że mogliśmy mieć dobrą powierzchnię do lądowania, zamiast kopnego, nieświeżego śniegu. Nie przeszkadza mi to, było naprawdę w porządku – skwitowała.

Teraz przed zawodniczkami miesięczna przerwa w startach. Kolejnym przystankiem na skokowej mapie zimy będzie norweskie Lillehammer (3-4.12).

Z Wisły dla Sportsinwinter.pl,
Łukasz Serba