Kamil Stoch żartuje przed TCS. “Zobaczymy, czym nas Borek Sedlak poczęstuje” [wideo]

– Największa pociecha była wtedy, kiedy trener zszedł na dół i powiedział, że był super skoki – mówił po wywalczeniu dziewiątego tytułu mistrza Polski w karierze Kamil Stoch. Jeden z najwybitniejszych skoczków narciarskich w historii wraca do formy, a w czwartkowym konkursie o mistrzostwo kraju tylko to potwierdził.

Screen: TT / TVP Sport

Kamil, poczułeś ulgę po tych zawodach? Jesteś zadowolony?

Jestem z siebie zadowolony, bo wykonałem dobrą robotę. Miałem na skoczni pewne zadania do wykonania i cieszę się, że udało się je zrealizować. Największa pociecha była wtedy, kiedy trener zszedł na dół i powiedział, że był super skoki i bardzo mu się podobały.

Prezes Tajner powiedział, że tobie bardzo potrzebny był taki skok, jak ten prawie rekordowy z pierwszej serii. Zgodzisz się z tym?

Tak. Chociaż myślę, że potrzebowałem obydwóch takich skoków, bo zazwyczaj w konkursie było tak, że jeden skok był super, a drugi taki sobie. Dzisiaj były dwa solidne i z tego jestem naprawdę zadowolony.

Myślisz, że pech cię w końcu opuścił? Tym razem trafiłeś na warunki. Nie byłeś tym, który miał najgorsze warunki. 

Nie myślę w tych kategoriach, czy mam pecha, czy nie. Uważam, że sami jesteśmy kowalami własnego losu. Nawet w poprzednich tygodniach, kiedy miałem kiepskie warunki, to sam byłem w stanie skoczyć lepiej. A co za tym idzie, brać udział w drugich seriach, gdzie te warunki byłyby lepsze i mógłbym pokazać się z dobrej strony. I zawsze tak podchodzę. Do każdego konkursu.

Z jakimi celami pojedziesz zatem na TCS po dzisiejszych zawodach?

Chcę oddawać dobre skoki. Teraz najważniejsza dla mnie jest powtarzalność oraz konsekwentne, na siłę trzymanie się jednego planu. Do znudzenia. Dlatego trzy dobre skoki jednego dnia to jest mój cel na każdy kolejny dzień.

Jeżeli te trzy skoki dobre się złożą, to co to może dać?

A to zobaczymy, czym nas Borek Sedlak poczęstuje (śmiech). Nie mam pojęcia, co one dadzą. Na nic się nie nastawiam, bo wiele razy się sparzyłem. Zwłaszcza w ciągu ostatniego roku. Na tę chwilę uważam, że jestem w dobrej dyspozycji. Jednak zawodników, którzy potrafią skakać naprawdę daleko, jest wielu. Dlatego cele zadaniowe są najlepsze dla mnie. W sumie dla wszystkich.

Nic cię nie zabolało przy tym rekordowym skoku? Miałeś kiedyś problemy z kolanami.

Trochę mnie duma zabolała. Można było jeszcze chwilę wytrzymać, podtrzymać dwa metry dalej i byłby rekord (śmiech).

Z Wisły dla Sportsinwinter.pl,
Maciej Pawlik-Kowalik