Justyna Kowalczyk: “To będzie zima pełnej radości z nart!”

Justyna Kowalczyk
fot. Agnieszka Majczak

Justyna Kowalczyk przed wyjazdem na kolejne zgrupowanie Kadry do Austriackiego Ramsau, udzieliła wywiadu portalowi sport.pl, w którym opowiadała o swoich przygotowaniach do sezonu oraz o obronie doktoratu. Przypomnijmy, że 5 miesięcy temu również w wywiadzie dla sport.pl , Justyna Kowalczyk opowiedział o swoich problemach osobistych. Teraz przekonuję, że to dzięki sportowi wyszła na prostą:

– Podejmuję wyzwanie: być znów narciarką na pełen gaz. Nie wiem, czy się uda, ale spróbuję. Sport okazał się wielką pomocą w problemach osobistych. Zwłaszcza systematyczność i obowiązkowość, którą sport wyczynowy ze sobą niesie. Oddawałam przez 15 lat całe moje życie biegom i gdy byłam pogubiona wiosną, to liczyłam, że one mi to wszystko oddadzą. Oddały z nawiązką. 

Jak czytamy w dalszej części wywiadu, początki powrotu do treningów były trudne:

– Przez pierwsze dni po wywiadzie o depresji byłam w Ramsau. I tam rzeczywiście pierwsze trzy tygodnie były ciężkie. Trudno mi się było zmobilizować do wysiłku. Krok po kroku: najpierw jeden wysiłek dziennie, potem zaczęłam wprowadzać dwa. Pod koniec obozu udało się już wprowadzić normalny reżim treningowy, ale to ciągle nie były takie poziomy wysiłków jak w czasach, gdy wszystko było w porządku. Dopiero następne zgrupowanie w Otepää pozwoliło mi przypomnieć sobie, że jednak jestem tą Justyną. A głównie pomogli mi w tym ludzie, których w Otepää spotkałam. Od początku czerwca spadła na mnie taka życzliwość świata, środowiska sportowego, że te pierwsze znaki zapytania, a dużo ich było, stopniowo znikały. Ja się nawet brzytwy chwycę, żeby w najgorszych momentach zobaczyć skrawek nadziei. Jak tylko widziałam, że coś się poprawia, to w głowie mi to od razu pęczniało, że się wydawało nawet lepiej niż w rzeczywistości. […] Tam w Estonii uwierzyłam. Momentami byłam jak ten młody harpagan sprzed dziesięciu lat. Odchorowałam to wszystko fizycznie, ale nieważne. Przypinałam narty szczęśliwa. Zwłaszcza że pogoda dopisywała i byłam w świetnym towarzystwie, m.in. kanadyjskich paraolimpijczyków. Bałam się pierwszych startów w Nowej Zelandii. Chciałam wygrać. A skoro ta chęć wróciła, to znak, że wracała normalność.

Justyna Kowalczyk miesiąc temu obroniła pracę doktorską na temat: “Struktura i wielkość obciążeń treningowych biegaczek narciarskich na tle ewolucji techniki biegu oraz zróżnicowanych poziomów sportowych”. Jak sama przyznała w przytoczonym wywiadzie, przygotowania do obrony były “wariackie”:

 Tak to sobie poukładałam, że gdy poczułam, iż to jest moment, by działać, to chciałam mieć zajętą każdą minutę. Całą dobę sobie planowałam, żeby była wypełniona. Przygotowania do doktoratu były wariackie. W stanie, w jakim się znajdowałam, kłopoty z koncentracją są czymś oczywistym. Czytasz mały artykuł w gazecie i nie pamiętasz, o czym był. A potrafiłaś przeczytać w noc kilkusetstronicową książkę i zapamiętać. Trzeba było coś wymyślić. Gdy miałam lepsze momenty, czytałam książkę na głos i nagrywałam, potem to leciało całą noc, na treningach w słuchawkach. Najpierw zwykła wiedza, potem to, co wymagało większego skupienia. Cały czas powtarzałam. Zapisywałam na karteczkach, serwetkach. Hopla można było dostać. Ale się zawzięłam. Żeby jeśli nadejdzie moment kryzysu, być gotowa i od razu czymś głowę zająć. Strasznie byłam dumna z tego systemu. A potem po obronie doktoratu przez moment poczułam pustkę. Hop, skończyło się. Ale wtedy znalazłam sobie inne zajęcia.

Justyna Kowalczyk zaplanowała również swoje tegoroczne plany treningowe. Opowiedziała również o współpracy z trenerem Aleksandrem Wierietielnym:

To tak płynnie wyszło. Już wcześniej robiliśmy takie eksperymenty na kilka miesięcy. Ale moje plany i plany trenera to jest naprawdę jedna myśl szkoleniowa. To, co trener ustalał przez lata, uważam za jedyną drogę dla mojego organizmu. Możemy się różnić w szczegółach. Ale co do zasad nie.

Justyna Kowalczyk w nowym sezonie zimowym 2014/2015 zapowiada przede wszystkim cieszyć się zawodami ale też przyznaje, że w najważniejszych momentach będzie dawała z siebie wszystko:

Często muszę mówić to, co byście chcieli usłyszeć. Pytanie o cele, to mówię o medalach, przecież nie powiem, że chciałam sobie pobiegać na nartkach. Są takie punkty w nadchodzącym sezonie, na które się powinnam zmobilizować na 150 proc. Ale jestem pewna, że ewentualne porażki nie będą na mnie działały ani tak destrukcyjnie, ani mobilizująco jak kiedyś. Wracam szukać szczęścia w dobrych wynikach.

Tegoroczny sezon w biegach narciarskich rozpocznie się 29 listopada w fińskim Kuusamo. Nasza biegaczka nie jest zbytnio zadowolona z wyboru pierwszej lokalizacji, ponieważ obawia się, że nie zdąży się przygotować odpowiednio do biegu w stylu klasycznym:

Akurat z Kuusamo mi się tym razem niespecjalnie dobrze składa, bo podczas sezonu zapewne wrócę do swojego poziomu w stylu klasycznym, ale to jeszcze potrwa. Mogę nie zdążyć do Kuusamo. Bo rzucając się na obciążenia treningowe, strasznie się zmęczyłam. I żeby to zniwelować, potrzebuję paru tygodni na śniegu. Zobaczymy. Zobaczymy też, czy baza jest wystarczająca na Tour de Ski. A potem MŚ w niezbyt może lubianym przeze mnie Falun, ale usłyszałam, że trasy będą całkiem w porządku. Zwłaszcza do sprintu. Niebezpieczne zjazdy poprawili, można powalczyć. Ostatnio mi się w Falun wygrywać nie udawało, ale to nie jest przecież jakieś miejsce przeklęte.

Pełny wywiad z Justyną Kowalczyk

Źródło: Paweł Wilkowicz/Sport.pl

Mateusz Król
Obserwuj

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.