Justyna Kowalczyk: Przede mną nadal bardzo dużo roboty

justyna-kowalczyk

Justyna Kowalczyk ma za sobą drugi weekend zmagań w Pucharze Świata. Podczas zawodów w Lillehammer Polka zajęła w końcowym rozrachunku 19. miejsce, ale w niedzielnym biegu na 10 kilometrów stylem klasycznym pokazała się z dobrej strony. Biegaczka z Kasiny Wielkiej opowiedziała o swoich wrażeniach z Norwegii w rozmowie ze sport.pl.

Justyna Kowalczyk przyjechała do Lillehammer głównie po to, aby wystartować w niedzielnym biegu na 10 kilometrów stylem klasycznym i po raz kolejny sprawdzić swoją formę. Aby mieć możliwość rywalizacji na tym dystansie, biegaczka z Kasiny Wielkiej musiała przetrwać sobotni start na 5 kilometrów techniką łyżwową. Polka dobiegła do mety na 53. miejscu ze sporą stratą, ale zagwarantowała sobie możliwość występu w biegu pościgowym.

Przed startem niedzielnej rywalizacji Kowalczyk plasowała się na 46. miejscu w klasyfikacji generalnej mini cyklu, a jej strata do liderki wynosiła prawie dwie minuty. Reprezentantce Polski, pomimo trudności na trasie, udało się awansować na 19. lokatę i osiągnąć dziewiąty czas netto. 33-latka w rozmowie ze sport.pl opowiedziała o swoich wrażeniach z tego biegu. – W niedzielę zaczęłam mocno, bo taka była taktyka. Po pierwszych czterech kilometrach kończy się długi podbieg, tam już miałam tuż przed sobą grupę którą goniłam, tam Theresa Stadlober była już za mną, ale niestety nie wytrzymałam zjazdu. Chyba po prostu przesadziłam z tempem na podbiegu i moje nogi nie utrzymały tego zjazdu. Byłoby mi łatwiej w grupie, a ja zostałam tak w zawieszeniu między grupami, pracowałam sama – tłumaczyła Polka.

Justyna Kowalczyk przyznała, że jej celem na Lillehammer Tour było szóste miejsce, ale w biegu stylem klasycznym, a nie jak błędnie interpretowano w klasyfikacji całej imprezy. – Ja musiałam zostać źle zrozumiana, bo za dobrze znam swoją słabość w stylu dowolnym, żeby liczyć na miejsce w szóstce całego wyścigu. Chodziło o miejsce w szóstce na ostatnim etapie, licząc czas netto. To też się nie udało. Wyszło dziewiąte miejsce, znowu, jak w Kuusamo. Tak generalnie, to moje odczucia są lepsze niż to miejsce. Potrafiłam się lepiej zmusić do wysiłku niż w Kuusamo, lepiej rozłożyłam siły. Ale nadal przede mną bardzo dużo roboty – mówi dwukrotna mistrzyni olimpijska.

Polska biegaczka opowiedziała również o swoich planach na najbliższe miesiące. Kowalczyk ma teraz zniknąć na dwa miesiące z Pucharu Świata i skupić się na treningach. Ciężka praca na zgrupowaniach i starty w Pucharze FIS mają pozwolić naszej rodaczce na walkę o medal mistrzostw świata w Lahti na dystansie 10 kilometrów stylem klasycznym. – To jest dziś najlepsze rozwiązanie, jestem tego pewna i cieszę się już na te tygodnie. Mój styl łyżwowy jaki jest każdy widzi. Po co miałabym jeździć na Puchary Świata, skoro w nich będzie teraz właśnie głównie styl łyżwowy? Punktów z tego nie będzie, zdrowie mogę stracić. Jadę teraz do Santa Cateriny na zgrupowanie, we Włoszech mam też najbliższy start – wylicza Kowalczyk.

33-letnia biegaczka zdradziła także w jakim wypadku mogłaby wrócić do rywalizacji wcześniej niż na próbę przedolimpijską w PyeongChang. – Jeśli potwierdzą się pogłoski, że PŚ w La Clusaz w połowie grudnia zostanie z powodu problemów ze śniegiem przeniesiony do Szczyrbskiego Plesa albo Davos i zmieniony na styl klasyczny. Wtedy tam wystartuję – kończy Polka.

Źródło: sport.pl

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.