Justyna Kowalczyk: Już nigdy nie będę biegać tak szybko, jak biegałam wcześniej

justyna-kowalczyk-013

Do rozpoczęcia sezonu zimowego w biegach narciarskich pozostało już mniej niż dwa tygodnie. Justyna Kowalczyk  w miniony weekend miała okazję sprawdzić się w biegach stylem klasycznym w fińskim Muonio. W rozmowie z portalem Sport.pl opowiedziała o swoich planach startowych i aktualnej dyspozycji. 

Kowalczyk ostatni raz na podium w zawodach Pucharu Świata stała w Polsce, w Szklarskiej Porębie w styczniu 2014 roku. Kibice wierzą, że w tym sezonie się to zmieni i królowa polskich nart, znów będzie stać na pudle. Tym bardziej, że pobudziła nasze apetyty dobrymi startami w Muonio, w ubiegły weekend, gdzie dwukrotnie triumfowała, w sprincie oraz biegu na 5 km, oczywiście stylem klasycznym. –  Nieźle jest pierwszy raz od mistrzostw świata w Falun przebiec cały dzień sprintów, aż po finał. Nieźle jest wygrać z całą czołówką Finek w sprincie i na 5 km klasykiem. Bardzo dobry… Nie, nie bardzo dobry. Dobry wynik. I tyle – komentuje swój start Kowalczyk. – Chyba nikt tu tak często nie wygrywał jak ja. Dobrze mi się w Muonio biega, lubię te trasy, pasują mi. Nie cofam się pięć czy trzy lata wstecz, bo wtedy biegała inna Justyna – dodaje.

Kibice, którzy myślą, że Justyna znów będzie walczyć o Kryształową Kulę są w błędzie. W tym sezonie nasza biegaczka skupi się tylko i wyłącznie na biegach stylem klasycznym, a starty w Pucharze Świata będą raczej sporadyczne. Wszystko by jak najlepiej przygotować się do najważniejszego biegu – na 10 km klasykiem na Mistrzostwach Świata w Lahti. – Po inauguracji w Kuusamo jadę na trzyetapowy minitour do Lillehammer, gdzie wyjątkowo pobiegnę też raz stylem łyżwowym: tam jest 5 km łyżwą jako jeden z etapów i muszę pobiec. Choć może to za dużo powiedziane: pobiec. Jakoś się muszę doczołgać pod górę i zjechać. Jestem do łyżwy kompletnie nieprzygotowana, przez ostatnie dwa miesiące byłam trzy razy na treningu łyżwowym. Dobry bieg będzie cudem. Po Lillehammer znikam kibicom z oczu na dwa miesiące. Chcę się przygotowywać do MŚ startami, ale startami klasykiem. A w Pucharze Świata będzie wtedy dużo łyżwy. Dlatego będę wybierać biegi w Pucharze FIS i innych niższą rangą. W Valdidentro, Goms. Potem święta w domu, starty w Szczyrbskim Plesie. Tour de Ski oczywiście odpuszczam. – mówi o swoich planach Justyna. – Będę mieć jakiś start kontrolny w połowie stycznia, w Szwajcarii i potem jadę do Soczi. A z Soczi już bezpośrednio do Pjongczang na Puchar Świata, który będzie próbą przedolimpijską. Jeśli mam dobrze pobiec na igrzyskach to muszę zobaczyć trasy. Taką mam psychikę.  Może nawet w biegu łączonym tam w Korei wystartuję. Po powrocie do Europy startuję w bardzo ważnym dla mnie PŚ w Otepaea i już kilka dni później są mistrzostwa świata w Lahti (23 lutego – 5 marca). Po Lahti podejmę decyzję, czy zostaję w Pucharze Świata do końca sezonu, czy też się w pełni skupię na maratonach – wyjaśnia.

Mimo niewielu startów w Pucharze Świata, kibice liczą, że Justyna Kowalczyk w stylu klasycznym znów pokaże pazur. Ale jak ocenia surowym okiem sama mistrzyni, nie może spodziewać się fajerwerków. – Ja już nigdy nie będę biegać tak szybko jak biegałam wcześniej. O tym trzeba pamiętać. Co nie znaczy, że ja będę biegać z taką myślą. Zostałam w sporcie dla dwóch biegów: 10 km klasykiem w mistrzostwach świata w Lahti i 30 km klasykiem w igrzyskach w Pjongczang. Pracuję z myślą o nich, nie wycofuję się z tego, że są najważniejszymi celami, a po drodze będę dawała z siebie ile będę mogła. Spróbuję w każdym biegu wykrzesać co się da, ale to już będzie inne bieganie. Pogódźmy się. Nie mówię tego z nostalgią, tylko z realizmem. I w sumie z radością. Nie spodziewałam się, że mogę jeszcze tak dobrze pobiec 5 km klasykiem, jak to zrobiłam w Muonio. Może jeszcze trochę takich radości przede mną – mówi biegaczka z Kasiny Wielkiej. Ewidentnie jednak widać, że po różnych problemach z jakimi zmagała się Kowalczyk w dwóch, a może trzech ostatnich sezonach, nareszcie udało się w spokoju wypracować to, co sobie założyła i wszystko sobie poukładała. – Ten czas był widać potrzebny. Po 12 latach poprawiania się, w końcu organizm się zatrzymał. Był wymęczony problemami psychicznymi i odreagował. To raczej nie chodziło o obciążenia fizyczne, bo teraz też go poddaję bardzo wymagającym próbom i wytrzymuje. Chyba złapałam wreszcie równowagę, złapałam dalszą perspektywę. Jakoś mi się udało ogarnąć. Chyba – mówi z niepewnością Justyna.

My wierzymy, że ta zima w końcu da Justynie i nam – kibicom, wiele radości, a główny cel, czyli start na 10 km w Lahti, zakończy się wymorzonym medalem.

źródło: Sport.pl 

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.