Jakub Kot dla Sportsinwinter.pl : Moja kariera stoi w miejscu.

foto: Alicja Kosman / PZN
foto: Alicja Kosman / PZN

Kibice, którzy uczestniczyli w Letniej Grand Prix w skokach narciarskich w Wiśle, z pewnością zauważyli mocną obecność Jakuba Kota. Skoczek pracował na skoczni i poza nią, np. podczas otwartego treningu polskiej kadry. Przyznał jednak, że taka obecność nie jest dla niego zadowalająca. – Widać mnie było sporo, ale niestety nie od tej strony, z której bym chciał – przyznał szczerze Kuba. – Forma nie pozwala się spełniać w roli skoczka, więc staram się robić to z innej strony. 

Byłem pracownikiem biura zawodów. Pomagałem wieszać bannery, reklamy, donosić listy startowe i robić wszystko, aby te zawody mogły odbyć się sprawnie i udało się – opowiada. – Była to ciężka praca od rana do nocy, ale poznałem to wszystko od innej strony. Podczas otwartego treningu byłem konferansjerem i nie mogę po tym doleczyć głosu – zażartował starszy syn Rafała Kota. – Na studiach miałem specjalizację dziennikarstwa sportowego, więc jakoś się to uzupełnia. W przyszłości chciałbym brać udział w takich rzeczach, ale z takim większym przygotowaniem.

Oprócz tego, że Kuba jest świetnym konferansjerem, to jest obdarzony wielki talentem do skoków narciarskich. Wiemy o jego licznych problemach, więc postanowiliśmy zapytać, co z jego karierą. – Moja kariera stoi, brałem udział w Mistrzostwach Polski, ale nie było najlepiej – ocenił Jakub. – Za tydzień Puchar Kontynentalny w Wiśle i mam nadzieję, że uda się załapać. Mamy kwotę dwunastu zawodników i jeśli nie udałoby mi się wystąpić, to byłaby to klęska. Na razie jednak kariera stoi, co dzisiaj oznacza automatyczne cofanie. Młodzi zawodnicy idą do przodu, więc trzeba to wszystko gonić – przyznał. Zapytaliśmy zatem, czy widzi jakiekolwiek nadzieje, że w przyszłości będzie lepiej. – To znaczy mam nadzieję, że poprawa nastąpi w najbliższej przyszłości, bo nie ma już za wiele czasu – stwierdza Kot. – Studia skończone i trzeba brać się do roboty. Już nie ma czasu na zabawę w skoki narciarskie, bo albo idziesz do normalnej pracy i zarabiasz pieniądze, albo skaczesz na poważnie i z tego czerpiesz profity. Na tą chwile nie mam sponsora, sytuacja w klubie nie jest najlepsza. Mamy sprzęt, ale też braki w porównaniu z kadrą, co powoduje, że odstajemy. Myślę jednak, że te światełko w tunelu będzie coraz jaśniejsze i uda nam się dogonić czołówkę – zakończył. Tego oczywiście mu i wszystkim skoczkom spoza kadry życzymy.

Wywiad w formie wideo pod tym linkiem.

Źródło:  informacja własna

Mateusz Król
Obserwuj

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.