Jak Justyna Kowalczyk pierwszy raz wygrała Tour de Ski

Niemal dziesięć lat temu, podczas jednej z najbardziej prestiżowych imprez sportowych w kalendarzu Pucharu Świata w biegach narciarskich, doszło do historycznej chwili. Wówczas Justyna Kowalczyk  jako pierwsza wspięła się na Alpe Cermis, wygrała wyczerpujący cykl Tour de Ski i znalazła się na “szczycie świata” – dosłownie i w przenośni. To zwycięstwo było początkiem hegemonii polskiej biegaczki, która trwała przez kolejne cztery lata.

Zima 2009/2010 nadeszła po serii sukcesów Justyny Kowalczyk w poprzednim sezonie. Biegaczka z Kasiny Wielkiej podczas Pucharu Świata 2008/2009 zdobyła bowiem kryształową kulę z najlepszym wynikiem punktowym w historii, a także zdominowała mistrzostwa świata w Libercu zdobywając dwa złote i jeden brązowy medal. Polka miała również szanse na triumf w Tour de Ski, ale po fatalnym występie w sprincie w Nowym Meście nie była już w stanie odrobić strat i podczas ostatniego etapu udało jej się awansować na czwarte miejsce. Na kolejną okazję na poprawę tego wyniku Kowalczyk musiała czekać do sezonu olimpijskiego…

Przygotowania do sezonu 2009/2010 Polka rozpoczęła od obozu w Sierra Nevada, a następnie przeniosła się na zgrupowanie w Alpach. Kolejną część okresu przygotowawczego do zimy biegaczka z Kasiny Wielkiej spędziła w białoruskich Raubiczach, a następnie pojawiła się na zawodach nartorolkowych w ulubionej estońskiej miejscowości Otepää.

Sezon zimowy Justyna Kowalczyk rozpoczęła od dwunastego miejsca w Beitostoelen, by tydzień później nie mieć sobie równych podczas sprintu stylem klasycznym w Kuusamo. Na kolejne sukcesy Polka musiała czekać do zawodów Pucharu Świata w słoweńskiej Rogli, gdzie przegrała jedynie z Marit Bjoergen i zajęła drugie miejsce w sprincie stylem klasycznym oraz triumfowała w odbywającym się dzień później biegu na 15 kilometrów techniką klasyczną pokonując Norweżkę w bezpośrednim starciu.

Do cyklu Tour de Ski, który wyjątkowo rozpoczynał się nie na przełomie grudnia i stycznia, ale w Nowy Rok, Polka przystępowała jako jedna z głównych kandydatek do zwycięstwa. W gronie faworytek wymieniano także jedną z najlepszych wówczas sprinterek i biegaczek Petrę Majdić, dwukrotną triumfatorkę Tour de Ski z poprzednich sezonów Virpi Kuitunen czy Aino-Kaisę Saarinen. Na starcie nie pojawiła się natomiast Norweżka Marit Bjoergen, która po klęsce w sezonie 2008/2009 postanowiła skupić się na przygotowaniach do igrzysk olimpijskich w Vancouver.

Pierwszy etap Tour de Ski, odbywający się 1 stycznia, potwierdził układ sił w stawce. Prolog na dystansie 2,5 kilometra stylem dowolnym wygrała Petra Majdić, a na podium zmieściły się jeszcze Natalia Korosteliewa i Justyna Kowalczyk. W ścisłej czołówce nie zabrakło także pozostałych faworytek: Kristin Stoermer Steiry, Aino-Kaisy Saarinen czy specjalistki od techniki dowolnej Arianny Follis. Drugi etap cyklu sprawił, że w stawce doszło do kilku przetasowań. Bieg pościgowy na 10 kilometrów klasykiem wygrała Justyna Kowalczyk i dzięki temu triumfowi po raz pierwszy w karierze została liderką Tour de Ski. Zapas czasowy nad rywalkami nie był jednak zbyt duży, bowiem trzecia w klasyfikacji Steira traciła do Polki… pięć sekund.

Po odbywającym się dzień później sprincie techniką klasyczną biegaczka z Kasiny Wielkiej zachowała czerwoną koszulkę, ale tym razem musiała uznać wyższość nadrabiającej straty Petry Majdić. Trzecie miejsce zajęła świetnie dysponowana Saarinen, a w finale pobiegły także Arianna Follis, Kristin Stoermer Steira i Alena Prochazkova. Z Touru po trzecim etapie wycofała się natomiast broniąca tytułu Virpi Kuitunen.

Na czwarty etap biegaczki i biegacze przenieśli się za naszą południową granicę – do Czech. W Nowym Meście odbył się jeden bieg, który przewrócił klasyfikację generalną cyklu. Największe straty poniosła wówczas dotychczasowa liderka Justyna Kowalczyk, która nie awansowała do półfinału i została sklasyfikowana na 19. miejscu. Niepowodzenie Polki wykorzystała Saarinen i to właśnie Finka przejęła czerwoną koszulkę liderki cyklu. Dwa dni później zawodnicy walczący o zwycięstwo byli już we włoskim Dobiacco, gdzie 6 stycznia odbywały się biegi pościgowe na 16 kilometrów techniką dowolną. Najlepiej z tym dystansem poradziła sobie reprezentantka gospodarzy Arianna Follis, która na finiszu pokonała Petrę Majdić i Justynę Kowalczyk i została… czwartą liderką. Spore straty poniosła prowadząca przed tym etapem Aino-Kaisa Saarinen oraz pozostałe biegaczki, które praktycznie straciły szanse na końcowy triumf.

Myliłby się ten, który myślał, że nie dojdzie do kolejnych przetasowań. Po biegu na 5 kilometrów techniką klasyczną czerwona koszulka powędrowała do… Justyny Kowalczyk. Polka perfekcyjnie pokonała wyznaczoną przez organizatorów trasę i drugą na mecie Saarinen wyprzedziła o ponad dwanaście sekund, co jest bardzo dużą przewagą jak na taki dystans. Na najniższym stopniu podium stanęła Majdić, a szósta była Follis, która spadła na trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej.

Przewrotność Tour de Ski nie pozwoliła Justynie Kowalczyk długo nacieszyć się prowadzeniem. Tuż przed startem pań na 10 kilometrów stylem klasycznym zaczął padać bardzo intensywnie gęsty, mokry śnieg. Wydawało się, że decydujące będzie przygotowanie sprzętu, bo na poprawki było dosłownie pięć minut. – Narty były posmarowane bardzo dobrze, nie mam co narzekać – powiedziała po biegu Justyna Kowalczyk, która była od początku na prowadzeniu. Polka w trakcie rywalizacji skupiała się na odpieraniu ataków Petry Majdić, która wygrała dwie lotne premie i zyskała kilka cennych sekund. – Każdy chciał wygrywać te finisze. Ja chciałam, Petra chciała, Saarinen chciała, Steira chciała, ale tylko Majdić się udawało. Może miała najlepsze narty, a może po prostu była najsilniejsza dzisiaj. W tej chwili jest bardzo mocna – mówiła po biegu Kowalczyk.

Decydujący dla losów biegu okazał się być jeden ze zjazdów, na którym podopieczna Aleksandra Wierietielnego upadła. Polka ambitnie goniła stawkę, ale nie była w stanie zbliżyć się do rozpędzonych rywalek. Udało jej się co prawda awansować do trzeciej dziesiątki, ale daleko z przodu była najgroźniejsza konkurentka, czyli Petra Majdić. Słowenka wygrała bieg na tym dystansie pierwszy raz od trzech lat i przed ostatnim etapem została nową-starą liderką cyklu. – No cóż, zdarza się po prostu. To nie jest żadna klątwa, poza tym dzisiaj nie straciłam aż tak dużo – stwierdziła krótko po biegu Kowalczyk.

Przed ostatnim etapem Tour de Ski, wspinaczką na Alpe Cermis, Polka traciła do Słowenki niewiele ponad pół minuty. Trzecia Arianna Follis miała już niemal minutę straty do prowadzącej Majdić. Niedzielny bieg, odbywający się 10 stycznia, Kowalczyk rozpoczęła spokojnie, ale w miarę zbliżania się do bardziej stromych odcinków trasy przewaga Słowenki zaczynała maleć. Na początku finiszowej 3,5-kilometrowej wspinaczki traciła 18,8 s, by na ósmym kilometrze dogonić swoją jedyną rywalkę w walce o końcowy sukces. Obie biegaczki kolejnych kilkadziesiąt metrów pokonywały wspólnie, odepchnięcie za odepchnięcie, ślizg narty za ślizg narty. Wystarczyła jednak chwila i… Justyna Kowalczyk niczym ekspres oderwała się od swojej konkurentki. Majdić tym razem nie była w stanie rzucić się w pogoń za Polką, widziała tylko oddalającą się postać i musiała pogodzić się z tym, że dziś to nasza biegaczka była zdecydowanie lepsza.

Linię mety biegaczka z Kasiny Wielkiej przecięła niezagrożona. Tuż po pokonaniu ostatnich metrów Polka padła na śnieg i oczekiwała na swoją rywalkę, która na szczycie góry pojawiła się 20 sekund później. Obie zawodniczki pogratulowały sobie wyniku, bowiem zdawały sobie sprawę z tego, jak ogromny wysiłek musiały włożyć w to, aby pokonać Alpe Cermis. – To był szalenie trudny bieg. Pół minuty straty do Petry sprawiło, że od początku do końca musiałam walczyć. Dopiero na mecie uwierzyłam, że wygram. Jestem strasznie szczęśliwa – powiedziała zadowolona, ale wyczerpana Polka.

Zwycięstwo w Tour de Ski było pierwszym w karierze dla biegaczki z Kasiny Wielkiej. Jak się później okazało, był to początek fantastycznej serii Polki, która na stałe zapisała się w historii tego cyklu złotymi zgłoskami i na razie trudno sobie wyobrazić biegaczkę, która będzie w stanie powtórzyć jej wynik i wygrać tę imprezę cztery razy z rzędu.

Źródło: informacja własna / Przegląd Sportowy / Youtube

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: