“Ja mu dzisiaj dam!”. Skinder wypaliła po znakomitych zawodach w Lillehammer

fot. Julia Piątkowska.

Monika Skinder zbliżyła się do życiowego osiągnięcia w zawodach Pucharu Świata. Polka w Lillehammer zajęła szesnaste miejsce, a najwyżej była dotąd piętnasta. Sama nie kryła zaskoczenia swoim rezultatem. – Nie myślałam, że stać mnie na walkę o przejście kwalifikacji – powiedziała w rozmowie z nami wicemistrzyni świata do lat 23 w sprincie. A może byłoby jeszcze lepsze miejsce, gdyby nie incydenty na trasie.

fot. Julia Piątkowska.

Mateusz Król: Co tam się działo w tym biegu? Najpierw zahaczenie, potem przewrotka rywalki… trzeba było chyba zachować zimną krew.

Monika Skinder: – Na pierwszym kole rzeczywiście było lekkie zahaczenie, ale nie było to nic poważnego, mogłam kontynuować bieg. Na drugim kole była niestety przewrotka. Na chwilę się zatrzymałam, musiałam ominąć kolizję. Przez to zrobiła się przerwa i musiałam gonić. Finiszowałam właściwie do samego końca. Robiłam, co mogłam, ale za krótki dystans.

To mogło chyba urwać kilka sekund, które mogły zdecydować chociażby o pozycji “szczęśliwej przegranej”?

– Gdyby dwie pierwsze dziewczyny czuły mój oddech na plecach, na pewno nie biegłyby tak spokojnie do mety. A do tego ja nie musiałabym od samego dołu finiszować, bo miałam plan zacząć na stadionie. Nie wiadomo jednak, jakby to się potoczyło bez kolizji, więc trzeba brać to, co jest.

Spodziewałaś się, że możesz zbliżyć się tutaj do życiowego osiągnięcia?

– Zdecydowanie nie, bo po ostatnich biegach nie czułam się jeszcze w dobrej formie. Nie myślałam, że stać mnie na walkę o przejście kwalifikacji, więc jestem zaskoczona tym awansem. Pierwsze starty poszły jednak w niepamięć i widać, że forma idzie do góry. Czekam na kolejne biegi.

Sporo się działo u ciebie w ostatnich latach. Były zmiany trenerów i Lukas Bauer mówił, że to mogło mieć na ciebie wpływ. A ty czujesz, że nie wiedziałaś do końca, na czym stoisz i teraz jest już lepiej?

– Rzeczywiście były te zmiany trenerów. Trzy lata pracowałam pod okiem Justyny Kowalczyk i Aleksandra Wierietielnego. Później weszła pod opiekę Martina Bajciciaka, ale ten system treningowy był bardzo podobny do tego, co było wcześniej. Trener nie chciał raczej zmieniać całkowicie planu treningowego na rok przed igrzyskami. Teraz pracuję z Lukasem Bauerem i weszły zmiany. Patrzymy bardziej pod kątem sprintów. Nie powiedziałabym jednak, że nie wiedziałam, na czym stoję. Trenerowi teraz jednak zaufałam i wiem, że muszę być cierpliwa.

A jak się czujesz w grupie z chłopakami? Kamila Burego pytałem i mówił, że jest bardzo dobre, czasami masz humorki, ale macie świetny kontakt.

– Tak powiedział, o tych humorkach? Ja mu dzisiaj dam.

Możesz dać mu po głowie, ale mówił pozytywnie.

– Wiadomo, że zawsze są jakieś humorki, ale na pewno nie tylko ja je mam. Spędzamy ze sobą tyle czasu na obozach i treningach, że każdy ma prawo mieć jakiś gorszy dzień. Przyznaję jednak, że bardzo dobrze odnajduję się w tej grupie. Tworzymy świetny zespół i cieszę się, że do niego trafiłam. Chłopaki bardzo mnie wspierają. Zresztą jak cały sztab i bardzo dobrze mi się z nimi trenuje.

Zapytam jeszcze o incydent związany z Izą Marcisz. Wczoraj pokazały ją kamery, jak przebierała się przed startem. Twoim zdaniem te kamery powinny być inaczej ustawione, bo rzeczywiście możecie być pokazane w niekomfortowej sytuacji?

Zaraz po starcie, jak przyszła Iza na posiłek, mówiła o tym incydencie. Uważam, że kamery powinny być tak ustawione, aby nie obejmowały strefy dla zawodników z różnych państw. My się tam przebieramy przed startem, trwa skupienie, jesteśmy po rozgrzewce spocone i musimy ubrać suche stroje. Trzeba ustawiać te kamery inaczej.

Źródło: Informacja własna

Mateusz Król
Obserwuj