Ich nie zobaczymy na starcie Pucharu Świata w biegach narciarskich

fot: langd.se

Po każdym sezonie pewna część zawodników i zawodniczek kończy swoje kariery sportowe. Wśród tych, którzy zrobili to po biegowym sezonie 2019/20 nie zabrakło naprawdę wielkich nazwisk, a nawet paru prawdziwych gwiazd.

fot: langd.se

Wśród panów kariery zakończyło dwóch naprawdę wielkich zawodników. Specjalista od sprintu Szwed Teodor Peterson dwanaście razy stawał na pucharowym podium – z czego cztery razy odnosił zwycięstwa. Uczestniczył dwa razy w Igrzyskach Olimpijskich, z czego w Soczi zdobył medal zarówno indywidualnie (srebrny), jak i drużynowy (brąz) w tej konkurencji. Startował też pięć razy na MŚ, ale bez sukcesu. Norweg Eirik Brandsdal w PŚ notował jeszcze lepsze osiągnięcia (24 podia, 9 zwycięstw), ale brakuje w jego karierze medalu wielkiej imprezy mimo dwóch prób olimpijskich i trzech mistrzowskich. To rzadkość wśród czołowych Norwegów.

Kariera innego Norwega Sondre Turvoll Fossliego zakończyła się dramatycznie. Obiecujący i młody Norweg wygrał zawody w Ruce, stawał cztery razy na podium, ale w 2019 przeszedł zawał serca – nie wróci już na trasy biegów. Ze względu na zaawansowany wiek spokój z biegami dał sobie Szwajcar Tony Livers – w karierze ma dwa podia PŚ, w tym jedno najwyższe. Wiele razy startował też na MŚ i IO. Na pewno nie należał do największych zawodników swoich czasów, ale był zauważalną postacią światowych biegów. Trzy pucharowe podia bez zwycięstwa zaliczył w karierze Amerykanin Andrew Newell – choć było to już dość dawno temu (ostatnie w 2010). Jego kariera była dość podobna do Szwajcara. Dobry zawodnik, acz bez pretensji do wielkości. Jego rodak Erik Bjornsen startował trochę krócej, ale z podobnym skutkiem – starty na dużych imprezach zaliczył, zdarzyło mu się też stanąć na podium PŚ.

Pozostali młodzi emeryci nie odnosili sukcesów. Fin Lari Lehtonen był etatowym reprezentantem swojego kraju na dużych imprezach i kilka razy był blisko medalu w drużynie. Znalazł się też w “10” indywidualnego skiatlonu na MŚ w 2017. Martin Bergstroem ze Szwecji zdobywał czasem punkty pucharowe (najwięcej w minionym sezonie). Wiele lat startował i zdarzało mu się znaleźć czasem w pierwszej “10” PŚ (a także MŚ) Austriak Bernhard Tritscher. Rzadko szanse dostawał Norweg Fredrik Riseth – mimo jednego miejsca w “10” i sukcesów juniorskich nie przebił się do grupy krajowej. Parę lat startów z jednym miejscem niemal w pierwszej “10” PŚ zaliczył też Niemiec Thomas Wick.

Lista emerytek jest dużo krótsza, ale też więcej na niej wielkich nazwisk. Z Norweżką Astrid Uhrenholdt Jacobsen na czele. Mimo, iż lata całe jeździła w cieniu swych wielkich rodaczek ma w swej karierze złoto olimpijskie z Pjongczangu w drużynie i wór medali MŚ. Indywidualnie wygrała sprint w 2007 w Sapporo jako młodziutka dopiero pukająca do wrót wielkiej kariery zawodniczka. Na tych samych mistrzostwach zdobyła dwa brązowe medale w drużynach – i w sprincie, i na dystansie. Indywidualnie była też druga na 15 km w biegu łączonym w Falun w 2015, a w 2017 w Lahti zdobyła brąz w biegu indywidualnym na 10 km i w biegu masowym na 30 km. W drużynie obok wspomnianych brązów z Sapporo ma dwa złote medale z Falun i Lahti i srebro z 2019 z Seefeld w sztafecie długiej oraz brąz w sprinterskiej drużynie z Oslo z 2011. W PŚ na podium stała aż 43 razy odnosząc sześć zwycięstw, zaś dwa razy była w Trójce klasyfikacji generalnej – druga w sezonie 2007/08 i trzecia w sezonie 2013/14. Dorzućmy do tego drugą pozycję w Tour de Ski w sezonie 2013/14 – i mamy listę ważniejszych osiągnięć Astrid skompletowaną.

Nieco na mniejszą skalę, ale niemałe sukcesy odnosiły też dwie Słowenki (wyłącznie w sprintach). Vesna Fabjan ma w karierze brąz olimpijski z Soczi z 2014 roku, pięć razy stawała na podium (w tej liczbie dwa zwycięstwa). Jej rodaczka Katja Visnar w Seefeld przed rokiem zdobyła srebro w sprincie drużynowym, trzy razy indywidualnie stawała też na podium PŚ (bez zwycięstwa).

Szwedka Jennie Oeberg startowała raz na MŚ w 2015. W tymże sezonie zanotowała też swoje jedyne zwycięstwo pucharowe – w Rybińsku w sprincie w nieco słabszej obsadzie okazała się najlepsza. Nie notowała większych sukcesów, a koniec kariery przyspieszył ciężki przebieg COVID-19 u Jennie. Kanadyjka Emily Nishikawa startowała na MŚ i ZIO, punktowała też w PŚ, choć bez jakichś spektakularnych wyników. Elisabeth Guiney w PŚ pokazała się tylko w sezonie 2016/17 i też zdobyła w nim punkty.

Na koniec przypadek szczególny. Karierę w biegach narciarskich zakończyła bowiem świetna Szwedka Stina Nilsson, ale w jej przypadku nie ma mowy o emeryturze, a o zmianie dyscypliny na biathlon. Szkoda, bo w ostatnich latach była właściwie jedyną przeciwwagą dla Norweżek. Wygrała aż 23 razy zawody PŚ (zanotowała łącznie 41 podiów). Ma też w swym dorobku wiele medali wielkich imprez. Jest aktualną mistrzynią olimpijską w Sprincie. W Pjongczangu była też trzecia w biegu masowym na 30 km (niesamowity rozrzut dystansów, cechuje największych), a także srebra w obydwu drużynach. W Soczi była trzecia w drużynie sprinterskiej. Na MŚ w Seefeld była częścią aż dwóch złotych drużyn, ma też dwa srebra w sztafecie długiej (z Lahti i Falun) oraz srebro w sprincie drużynowym z Falun. Indywidualnie zdobyła dwa sprinterskie srebra (Falun i Seefeld). Wygrała wiele w biegach narciarskich, ale postanowiła sprawdzić się z karabinem. Pozostaje życzyć jej powodzenia. Tak jak i innym bohaterom tego artykułu.

Źródło: Informacja własna