Horngacher chce iść własną drogą. Zaczyna w Polsce

stefan-horngacher-1024x685Pierwsze oficjalne zawody z polskimi skoczkami już za nim. Jak sam podkreśla, to nie jest jeszcze czas na idealne próby. Mimo wszystko zaczęli razem spokojnie, ale i z sukcesami. Sukcesami, które Horngacherowi i jego drużynie, jak wierzy większa część skokowego środowiska, będą zdarzały się od następnej zimy nagminnie.

Nie ma osoby w kadrze, która powie o zmianach Horngachera, jako tych łatwych. Kamil Stoch otwarcie mówi, że dostał w kość a Piotr Żyła wciąż męczy się po rozstaniu ze słynnym „garbikiem” na progu. – Nie jest łatwo, kiedy nie idzie. Nie myślałem jeszcze jednak nad powrotem do dawnej pozycji – przyznał skoczek. To właśnie jest taki dowód na to, o czym mówi z kolei Maciej Kot. Totalnym zaufaniu dla szkoleniowca, który ma doprowadzić naszych zawodników do największych sukcesów.

Zmiany nie tylko w treningu

Stefan Horngacher w Polsce ma być swego rodzaju bodźcem, który znowu pobudzi rzeszę talentów istniejącą w tym kraju. Trener wciąż podkreśla, że jest tutaj potencjał i nikt nie śmie z nim się w tej materii nie zgodzić. Przyjechał z nowymi metodami treningowymi. Zaszły zmiany w technice, treningu motorycznym i większą wagę przywiązuje się do elementu lądowania. Łatwe punkty decydujące często o ostatecznie zajętym miejscu, kiedy pojawiają się małe różnice. Jednym słowem wielka zmiana. Horngacher od razu wyszedł z inicjatywą zatrudnienia Michala Doležala, który w sztabie jest odpowiedzialny za sprawy sprzętowe. – Od dwóch lat słyszeliśmy, że coś nie tak jest z naszym sprzętem. Gdzieś nie zdążyliśmy, coś nie było dograne. Stąd wyraźna prośba Stefana Horngachera o zatrudnienie Doležala – mówił w Wiśle Apoloniusz Tajner, prezes PZN. We współpracy z nowym trenerem absolutnie nie przeszkadza jego miejsce zamieszkania zagranicą. Związek proponował wynajęcie mieszkania w naszym kraju, ale nie ma takiej potrzeby. – Trudniej było z Hannu Lepistoe, który przylatywał na 5-6 dni, a potem wracał na dwa tygodnie do domu – przyznaje Tajner.

Współpraca z niższymi szczeblami

Przygotowanie fizyczne to oczywiście bardzo ważna część w skokach narciarskich. Każdy jednak zdaje sobie sprawę, że nie da się zbudować sukcesów, jeśli nie będzie dobrej atmosfery w kadrze. Poprzedniej zimy dało się zauważyć problem, który został teraz rozwiązany. Potrzeba jeszcze jednak większej śmiałości zawodników względem trenera, co zauważa Adam Małysz, osoba zawsze bliska kadrze. – Zawodnicy mają pewien dystans do Stefana, często boją się powiedzieć o swoich problemach. Trener powinien być też trochę psychologiem i trzeba mu się często zwierzać, nie tyle z problemów rodzinnych, ale takich dotyczących, co kogo boli na skoczni – mówił Adam Małysz. Należy bowiem otwarcie mówić o tym, co nie pasuje w metodach szkoleniowca. Między kadrami pojawiła się zdrowa rywalizacja, ale też wspólny język. Treningi odbywają bardzo często wspólnie a rozdzielają się głównie na czas zawodów. Nieco trudniej jest z klubami. – Nie wiem, jak jest z klubami. Tu jest trudna sytuacja, bo często narzekają, że nie ma współpracy. Kiedy już dochodzi do propozycji, to trenerzy jej nie chcą – powiedział Małysz. Według czterokrotnego mistrza świata tutaj jest rola PZN, aby trochę przymusić kluby do współpracy. Trener jest zatrudniony jako szkoleniowiec od skoków ogólnokrajowych i dobrze byłoby, gdyby mógł nadzorować sytuację nawet na tym najniższym szczeblu.

Własna droga Horngachera

Małysz zauważył już pewne znaki w skokach naszych skoczków, które wskazują na nieco austriacko-niemiecki styl. Można to spostrzec głównie po stylu odbicia, lotu bowiem nie da się do końca zmienić, bo został ukształtowany od samych początków treningów każdego ze skoczków. – Nie każdemu jednak takie odbicie może pasować i tu jest wielka rola Stefana, aby do każdego się dopasować – powiedział Małysz. Trener zdaje sobie z tego doskonale sprawę, bo podkreśla na każdym kroku, że do każdego stara się podchodzić indywidualnie. Horngacher przyjechał do Polski od razu z dużymi zamiarami. Chce przywrócić Polskę do czołówki światowych skoków i zadbać o to, aby na imprezach najwyższej rangi nie brakowało nam medali. W Wiśle przyznał, że jego największym autorytetem w dziedzinie trenerki jest Hannu Lepiostoe. Pierwszy trener z prawdziwego zdarzenia, z jakim miał przyjemność pracować. Od niego nauczył się najwięcej, a to chyba dobre skojarzenie dla nas. – Pracowałem już w Austrii, kiedyś w Polsce i ostatnie lata w Niemczech, więc to wywarło na mnie jakiś wpływ – odpowiadał na nasze pytanie Horngacher. – Jednak staram się znaleźć własną drogę – dodawał. Miejmy nadzieję, że początek tej drogi, jaką jest objęcie pierwszej reprezentacji w karierze Stefana, będzie obfity w sukcesy. Zależy w końcu na tym zarówno mu, jak i nam. Kciuki ściskają za to także Niemcy, którzy za dwa lata z pewnością powalczą o trenera, który, jak sądzimy, doprowadzi Polskę do złotej ery skoków.

Źródło: Informacja własna

Mateusz Król
Obserwuj

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.