Historia PŚ w biegach. Świetny sezon Krężeloka okraszony pucharowym tryumfem

Fot. PZN

Fot. PZN

Trzydziesta pierwsza edycja Pucharu Świata w biegach narciarskich mężczyzn przyniosła długo wyczekiwany tryumf polskiego zawodnika w zawodach tej rangi. Pierwszym Polakiem, któremu udała się ta sztuka, był Janusz Krężelok. Do dziś pozostaje on jedynym biegaczem z Polski, który może poszczycić się takowym osiągnięciem.

Polak zdobywcą Norwegii

Zaczęło się nie najlepiej… Osiemdziesiąte trzecie (jak się później okazało – najgorsze w sezonie) miejsce w biegu na 15 kilometrów w fińskim Kuusamo powodów do nadmiernego optymizmu nie przynosiło. Nikt jednak nie oczekiwał, że specjalista od sprintów stanie się nagle „ekspertem od wszystkiego”. Dla dwudziestego trzeciego zawodnika klasyfikacji sprinterskiej 2002/2003 celem numer jeden były oczywiście sprinty, w których regularnie zdobywał kolejne zdobycze punktowe. W sezonie 2003/2004 pierwsze udane „polowanie” na punkty miało miejsce 16 grudnia 2003 roku we włoskim Val di Fiemme. Wówczas to Janusz Krężelok – bo o nim mowa – uplasował się na dwunastej pozycji. 19 stycznia 2004 roku, zajmując piąte miejsce w sprincie rozegranym w Novym Meście, osiągnął swój najlepszy wynik w zawodach rangi pucharowej. Jak się później okazało, najlepsze było dopiero przed nim. 24 lutego 2004 roku w położonym w Norwegii Trondheim po raz pierwszy w karierze awansował do decydującej rozgrywki (finału A) w rywalizacji sprinterskiej. Tam udowodnił, w jak wspaniałej dyspozycji się znajduje. Trasę o długości 1,5 kilometra pokonał w najkrótszym czasie, przekraczając linię mety przed: Thobiasem Fredrikssonem, Andersem Hoegbergiem oraz Tobiasem Angererem. W ten oto sposób został pierwszym biegaczem z Polski, który tryumfował w zawodach Pucharu Świata w biegach narciarskich. – Była to niespodzianka, ale z drugiej strony wcześniej zdarzały się już miejsca a to w pierwszej ósemce, a to w pierwszej szóstce. To już była albo kwestia czasu, albo tego, czy się uda, czy jednak nie. No i się udało, wygrana była moja. Na ten Puchar Świata złożyło się wiele rzeczy. Rozgrywki zostały przeniesione do miasta z innego miejsca, gdzie nie było śniegu (pierwotnie bieg miał się odbyć w austriackim Linzu – przyp. red.). (…) Powiem szczerze, że narty jechały mi wtedy znakomicie. (…) Do tego doszła bardzo dobra dyspozycja, już wcześniej czułem się świetnie. Przed wyjazdem do Skandynawii mieliśmy zgrupowanie na Kubalonce, tam też mi się już świetnie biegało. Wiedzieliśmy więc, że będzie dobrze, ale nie, że aż tak, bo tego się w sprincie nie da przewidzieć. Miejsca w pierwszej dziesiątce były wtedy zadowalające, ale każdy chciał zająć miejsce pierwsze. W Trondheim udało się to mnie. Dobrze pobiegł wtedy także Maciek Kreczmer, który zajął dziesiątą pozycję. Jest to do dzisiaj jedyny taki Puchar Świata, w którym dwóch Polaków było w pierwszej dziesiątce, ja i Maciek – opowiadał Janusz Krężelok w rozmowie z Danielem Ludwińskim. Po znakomitym występie w Trondheim biegacz urodzony w Istebnej w trakcie owej zimy jeszcze dwukrotnie plasował się w gronie trzydziestu najlepszych sprinterów. Dzięki bardzo dobrej dyspozycji prezentowanej na przestrzeni całego sezonu zajął on siódme miejsce w klasyfikacji sprinterskiej na zakończenie opisywanego cyklu zmagań.

Początek niemieckiej ery

Wiemy już, który z reprezentantów Polski dostarczył najwięcej radości swym rodakom. Dowiedzmy się zatem, który biegacz okazał się „królem zimy” z przełomu lat 2003/2004. Uważni czytelnicy naszego cyklu z pewnością pamiętają, że trzy poprzednie edycje Pucharu Świata padały łupem Szwedów. W marcu roku 2004 nastąpił przełom. Oto bowiem Kryształową Kulę – po raz pierwszy w historii – odebrał Niemiec, René Sommerfeldt. Nie był on postacią przypadkową. Znaczące sukcesy osiągał już we wcześniejszym sezonie, jednakże wówczas wyraźnie lepszy okazał się Mathias Fredriksson. W trzydziestej pierwszej odsłonie biegowej rywalizacji pucharowej zaledwie dwukrotnie zwyciężał w zawodach Pucharu Świata; w sumie owej zimy siedmiokrotnie stawał na podium. Wysoka dyspozycja prezentowana przez cały sezon pozwoliła mu zgromadzić największą (na tle innych zawodników) ilość punktów. Dzięki temu zapoczątkował serię czterech z rzędu tryumfów Niemców w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata w biegach narciarskich.

Bjoergen prawie na szczycie…

Wśród pań blisko pierwszego zwycięstwa w klasyfikacji generalnej była niejaka Marit Bjoergen. Zdecydowanie najlepsza sprinterka tamtego okresu nie najlepiej radziła sobie jednak z biegami rozgrywanymi na dłuższych dystansach. Mimo iż w ośmiu przeprowadzonych sprintach zgromadziła ponad dwa razy więcej punktów niż druga pod tym względem Gabriella Paruzzi (Bjoergen miała ich siedemset czterdzieści pięć, zaś jej rywalka trzysta pięćdziesiąt osiem), to jednak z tryumfu w klasyfikacji generalnej mogła cieszyć się wszechstronna Włoszka, która w klasyfikacji długodystansowej uległa jedynie Ukraince, Wałentynie Szewczenko. W ostatecznym rozrachunku ówczesna medalistka czterech kolejnych igrzysk olimpijskich (jak się później miało okazać – nawet pięciu) w wieku trzydziestu czterech lat wywalczyła swą pierwszą (i jedyną w karierze) Kryształową Kulę, wyprzedzając o osiemdziesiąt dziewięć punktów „coraz bardziej głodną pełnego sukcesu” Marit Bjoergen.

Demonstracja siły Justyny Kowalczyk

Jak już wspomniano, w roku 2003 Kuusamo nie było zbyt łaskawe dla Janusza Krężeloka. Patrząc wyłącznie na końcowe wyniki biegów rozegranych w owej fińskiej miejscowości, można by odnieść wrażenie, nie nie była ona gościnna również dla innych reprezentantów Polski. Prawdopodobnie niewielu kibiców z kraju nad Wisłą zdaje sobie sprawę, że w zawodach rozegranych w Finlandii przez pewien czas blisko sprawienia ogromnej sensacji była… Justyna Kowalczyk, Polka, której realizator transmisji nie pokazał na starcie. Nie pokazał, bo też w gruncie rzeczy pochodząca z Kasiny Wielkiej sportsmenka nie miała na swoim koncie zbyt wielkich sukcesów. Zaledwie trzy miejsca w czołowej trzydziestce biegów pucharowych oraz srebrny medal mistrzostw świata juniorów nie wzbudzały wielkiego podziwu. Wrażenie zrobiła za to genialna postawa Polki na początkowym odcinku 10-kilometrowego biegu rozgrywanego techniką klasyczną. Ku zdziwieniu śledzących opisywany bieg, po przebiegnięciu 2,3 kilometra mało komu znana biegaczka z Polski zajmowała rewelacyjne drugie miejsce. Lepszy rezultat od niej zanotowała jedynie Norweżka, Vibeke Skofterud. Wraz z kolejnymi pokonywanymi kilometrami Kowalczyk coraz bardziej opadała jednak z sił. Ostatecznie nie udało jej się utrzymać miejsca w najlepszej trzydziestce biegu w Kuusamo. Zajęła tam trzydziestą trzecią lokatę. Polce zabrakło sił, doświadczenia, a także obycia na zawodach tej rangi. Już wtedy dała ona jednak wyraźny sygnał, że jest zawodniczką, którą stać na wielkie wyniki. Mimo iż w sezonie 2003/2004 w żadnym biegu nie zajęła miejsca w czołowej dziesiątce, to rezultaty z kolejnych lat pokazały, jak ważną osobistością miała się ona stać dla międzynarodowego narciarstwa biegowego.

Źródła: informacja własna; fis-ski.com; sportowefakty.wp.pl; Wikipedia; D. Ludwiński, Droga do Justyny Kowalczyk. Historia biegów narciarskich, Wydawnictwo SQN, Kraków 2014.

%d bloggers like this: