Historia PŚ w biegach. Sprintami drużynowymi Polska stoi

Źródło: sport.tvp.pl

Po sezonie olimpijskim nadszedł czas na kolejną pucharową zimę, której punktem kulminacyjnym były – goszczące w Falun – mistrzostwa świata w narciarstwie klasycznym. Kto wśród biegaczy i biegaczek narciarskich brylował w rywalizacji o Kryształową Kulę w sezonie 2014/2015? Czy reprezentacja Polski dostarczyła swym kibicom powodów do radości?

Źródło: sport.tvp.pl

M jak Marit

Choć niezwykle miło było nam dzielić się z Wami informacjami na temat kolejnych pucharowych zwycięstw Justyny Kowalczyk w sezonach 2006/2007-2013/2014, to jednak nie możemy kontynuować tego procesu w kontekście zimy z przełomu lat 2014/2015. Zakłamywanie rzeczywistości nie jest bowiem czymś, w czym specjalizujemy się. Sezon, który dziś przyszło nam rozkładać na czynniki pierwsze, miał innych pierwszoplanowych bohaterów. Bez wątpienia, jego najjaśniejszą postacią była Marit Bjoergen. Można być sympatykiem Norweżki bądź jej oponentem, ale jawną ignorancją byłoby niedocenianie jej sukcesów. A tych urodzona pierwszego dnia kalendarzowej wiosny zawodniczka ma co niemiara. W samym sezonie 2014/2015 swą kolekcję trofeów powiększyła o taką ilość „skalpów”, o jakiej większość sportowców marzy w trakcie całej kariery. Trzy medale mistrzostw globu (co prawda, jak na Marit, dość skromnie), ponad dwadzieścia miejsc na podium w zawodach zaliczanych do klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, a także zdobycie wszystkich możliwych Kryształowych Kul (tj. za zwycięstwo w klasyfikacji ogólnej oraz klasyfikacjach: sprinterskiej i dystansowej) sprawiły, że Bjoergen została okrzyknięta najlepszą zawodniczką opisywanej zimy. Jedynymi, które próbowały nawiązać z nią równorzędną walkę, były jej rodaczki. Dość powiedzieć, że żadna z biegaczek spoza Norwegii nie znalazła się na koniec zimy na podium ani jednej z trzech wyżej wymienionych klasyfikacji. Tym samym w sezonie 2014/2015 Marit Bjoergen wywalczyła swą czwartą (i ostatnią) dużą Kryształową Kulę. Niemały wpływ na taki stan rzeczy miało premierowe zwycięstwo Norweżki w pewnej prestiżowej imprezie…

Norweski dublet

A mowa o Tour de Ski, które do roku 2015 nie było cyklem nader uwielbianym przez biegaczkę z Trondheim. W żadnej z jego wcześniejszych odsłon utytułowana Norweżka nie mogła cieszyć się z końcowego tryumfu. Choć okazji ku temu było kilka, to żadnej z nich Bjoergen nie potrafiła wykorzystać. Zmieniło się to dopiero w sezonie 2014/2015, a dokładniej – w styczniu 2015 roku. Udział w niemiecko-szwajcarsko-włoskiej imprezie odwieczna rywalka Justyny Kowalczyk rozpoczęła od pięciu etapowych zwycięstw. W ostatnich dwóch biegach była odpowiednio druga i trzecia. Tak doskonała dyspozycja pozwoliła jej spełnić swoje wielkie marzenie w postaci tryumfu w tourze. Za plecami 34-letniej wówczas biegaczki rywalizację ukończyły jej reprezentacyjne koleżanki – Therese Johaug i Heidi Weng. W stawce 36 zawodniczek przystępujących do finałowej wspinaczki na Alpe Cermis były także 3 Polki. Jako 16. linię mety przekroczyła Sylwia Jaśkowiec. Na 21. pozycji w tourze uplasowała się zaś Kornelia Kubińska. Jedyną, która owego dnia nie wbiegła na szczyt „morderczej góry”, była Justyna Kowalczyk. Na niespełna kilometr przed metą dwukrotna mistrzyni olimpijska zasłabła i opuściła trasę.

Przeglądając statystyki dotyczące wyników mężczyzn w IX edycji Tour de Ski, zobaczyć można, iż na szczycie tabeli klasyfikacyjnej tej imprezy widnieje nazwisko rodaka Bjoergen, Pettera Northuga. Ciekawym jest jednak, że to nie on 11 stycznia 2015 roku jako pierwszy wbiegł na szczyt Alpe Cermis…

Przyłapany na „dopingu”

Sztuki tej dokonał (a jakże!) inny Norweg, a mianowicie Martin Johnsrud Sundby, który sezon 2014/2015 mógłby zaliczyć do niezwykle udanych, gdyby nie pewne zdarzenie… Zanim jednak wyjaśnimy o co dokładnie rozchodzi się rzecz, trzeba dodać, że pochodzący z Oslo biegacz – oprócz „sukcesu” w Tour de Ski – bardzo dobrze radził sobie także w Pucharze Świata. Pierwotnie to właśnie on został szczęśliwym posiadaczem Kryształowej Kuli za sezon 2014/2015. W lipcu 2016 roku okazało się jednak, że testy dopingowe przeprowadzone po zawodach w Davos i Toblach (Tour de Ski 2015) dały pozytywny wynik. W organizmie Norwega wykryto zbyt dużą ilość stosowanego przez niego leku na astmę. – Wyniki dwóch biegów w sezonie 2014/2015 zostają anulowane. W związku z tym pan Johnsrud Sundby zostanie pozbawiony zwycięstw w Tour de Ski i Pucharze Świata w sezonie 2014/2015 – napisano w oświadczeniu wydanym przez Norweską Federację Narciarską.

Jak tłumaczył się sam zainteresowany, jego „występek” nie był świadomym łamaniem zasad fair play, a jedynie pokłosiem pomyłki lekarza norweskiej drużyny. – Wszystko zaczęło się osiemnaście miesięcy temu. Lekarz powiedział mi wtedy, że limit został dwa razy przekroczony. Niebo spadło mi na głowę, nie mogłem zrozumieć, co się stało. Myślałem, że to rozstrzygnie się szybko, ale stało się tak dopiero teraz. To wszystko jest brutalne, bo tak ciężko pracowałem na swoje sukcesy. Nie zrobiłem niczego złego, ale muszę się pogodzić z taką decyzją. Zrobię jednak wszystko, żeby wrócić mocniejszym – mówił w lipcu 2016 roku Sundby. Jak powiedział, tak też zrobił. Zanim jednak udowodnił swą świetność, za formalnego zwycięzcę Tour de Ski 2015 uznano – jak już wspomniano – Pettera Northuga. Tryumfatorem Pucharu Świata został zaś Dario Cologna.

W grupie siła

Najważniejszym wydarzeniem Pucharu Świata w biegach narciarskich 2014/2015 były jednak mistrzostwa globu. Imprezę tę już po raz piąty w historii zorganizowało Falun. Do Szwecji zjechała się cała plejada gwiazd narciarstwa biegowego. Walkę o ósmy medal czempionatu zapowiadała Justyna Kowalczyk. Trzeba jednak zauważyć, że – w przeciwieństwie do wcześniejszych mistrzostw – tym razem Polka nie była murowaną faworytką do walki o czołowe lokaty. W żadnym z indywidualnych startów poprzedzających rozpoczęcie centralnej imprezy sezonu pochodząca z Kasiny Wielkiej sportsmenka nie uplasowała się w czołowej trójce. Toteż nie należało oczekiwać od niej cudów. Choć, jakby nie patrzeć, przez lata swej bogatej kariery, i takich dokonywała (przykład – „złoty bieg” z Soczi).

W sezonie 2014/2015 polskich kibiców narciarstwa biegowego najbardziej elektryzowały starcia drużynowe. Kiedy w kwietniu 2014 roku do zespołu Justyny Kowalczyk dołączyła Sylwia Jaśkowiec, po cichu zaczęto liczyć na sukcesy tego tandemu. Na efekty owej współpracy nie trzeba było czekać zbyt długo. Już w styczniu 2015 roku panie zajęły trzecie miejsce w sprincie drużynowym, rozgrywanym stylem dowolnym w estońskiej miejscowości Otepaa. Na podium wyprzedziły je jedynie Szwedki i Norweżki. Naturalnym stało się więc, że zaczęto w nich upatrywać kandydatek do medalu mistrzostw świata. Na nich duet Kowalczyk-Jaśkowiec nie zawiódł. Do ostatnich metrów toczył zażartą walkę o srebrny medal. Z niej zwycięsko wyszła jednak drużyna Szwecji (Ida Ingemarsdotter i Stina Nilsson). Kilka sekund wcześniej jako pierwsza linię mety przekroczyła ekipa norweska (Ingvild Flugstad Oestberg i Maiken Caspersen Falla). Ostatecznie Polki musiały zadowolić się trzecim miejscem… doskonałym TRZECIM MIEJSCEM!!! Był to pierwszy w historii medal w rywalizacji zespołowej dla polskiego narciarstwa biegowego. Do dziś pozostaje on tym jedynym…

Falun MŚ 2015 - Kowalczyk i Jaśkowiec  - brązowy medal w drużynowym sprincie

– Dałam z siebie wszystko, ale Stina więcej. Trudno było poradzić sobie z presją. Później adrenalina urosła, bo medal stał się realny. Odpowiadałam nie tylko za siebie, ale też za drużynę. To była twarda gra. Pierwsza myśl na mecie: fajnie, nie rozczarowałam. Spełniłam oczekiwania – powiedziała po biegu Jaśkowiec. – Pierwszy medal w historii dla polskiej drużyny. To jest coś! Jestem bardzo dumna. Z Sylwii też. Kiedyś też pierwszy raz biegłam po medal i wiem, jakie to trudne. Nigdy wcześniej nie widziałam jej tak walczącej – dumnie przyznała zaś Kowalczyk.

Rezultat osiągnięty przez Sylwię Jaśkowiec i Justynę Kowalczyk był największym dokonaniem kadry polskich biegaczy i biegaczek narciarskich na mistrzostwach w Falun. O podobny sukces nie pokusili się inni zawodnicy znad Wisły. Bliska medalu w sprincie indywidualnym była co prawda sportsmenka z Kasiny Wielkiej, jednak ostatecznie zakończyło się na pechowym czwartym miejscu. Sama zainteresowana była jednak zadowolona ze swoich występów w Szwecji. – Kamień spadł mi z serca. Nie wiedziałam, czy tu przyjadę, nie wiedziałem, jak tu wystąpię, otarłam się o dwa medale, jeden z nich mam. (…) Patrząc z boku: nie jestem tak przygotowana jak bywałam przygotowana w poprzednich latach. Cuda się nie zdarzają. W tym sporcie trzeba swoje przebiec, a ja tego tym razem zrobić nie byłam w stanie. Bo nawet gdy już chciałam, to ciało nie wytrzymywało – podsumowała w jednym z wywiadów swą postawę na mistrzostwach Kowalczyk. Medal wywalczony w Falun jest więc nie tylko pierwszym krążkiem zdobytym na mistrzostwach świata przez przedstawicieli polskiego narciarstwa biegowego w konkurencjach zespołowych, ale i ostatnim, jakiego doczekały się biało-czerwone biegi narciarskie na tego typu imprezie. Oby kolejne nadeszły w iście sprinterskim tempie…

Źródło: informacja własna/fis-ski.com/reuters.com/ www.przegladsportowy.pl/youtube.com