Historia PŚ w biegach. Pożegnanie mistrza, światełko w polskim tunelu

Fot.: Arne Forsell

Fot.: Arne Forsell

Osiemnasta odsłona rywalizacji o Kryształową Kulę rozpoczęła się 8 grudnia 1990 roku w austriackiej miejscowości Tauplitzalm. Jej zakończenie miało z kolei miejsce 16 marca 1991 roku w Oslo. Punktem kulminacyjnym całego sezonu był czempionat w Val di Fiemme. Dla kogo zima 1990/1991 okazała się szczęśliwa? Kto wolał zapomnieć o niej jak najszybciej? Przekonajmy się!

Po sezonie 1989/1990, w którym nie odbywała się żadna seniorska impreza biegowa rangi mistrzowskiej o zasięgu międzynarodowym, zawodnicy spragnieni byli rywalizacji o medale. Zimą z przełomu lat 1990-1991 mogli zaspokoić tę żądzę. Okazją ku temu były bowiem mistrzostwa świata, które w dniach 7-17 lutego 1991 roku odbyły się we włoskim Val di Fiemme. Dla jednych impreza ta była momentem, w którym mogli oni zwieńczyć swą bogatą karierę i podziękować kibicom oraz swym zespołom za dotychczasowe wsparcie. Dla innych stanowiła ona z kolei swoistą „trampolinę do sławy”, dzięki której przy pojawiających się w mediach nazwiskach tychże osób dodawano informację „mistrz świata” (lub „mistrzyni świata”). Polskiemu środowisku narciarskiemu włoski czempionat dał natomiast nadzieję na lepszą przyszłość, będąc tym samym dobrym prognostykiem na kolejne lata.

Pierwszą liderką dwunastego cyklu kobiecych zmagań została Włoszka, Stefania Belmondo, która w rozegranym w Tauplitzalm biegu łączonym na dystansie 25 kilometrów wyprzedziła Jelenę Wialbe i Tamarę Tichonową ze Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich. Wśród mężczyzn jako pierwszy plastron lidera założyć mógł Szwed, Torgny Mogren, którego wyższość uznać musieli między innymi Sowieta, Władimir Smirnow, oraz rodak tryumfatora, Henrik Forsberg, którego żoną w 1996 roku została słynna Magdalena Forsberg. Zarówno Belmondo, jak i Mogren w sezonie 1990/1991 ostatecznie nie sięgnęli po Kryształowe Kule. Tymi, którzy pokrzyżowali ich szyki, okazali się ci, którzy w austriackich zawodach uplasowali się na drugich pozycjach. Po dwunastu indywidualnych biegach najwięcej punktów zgromadziła Jelena Wialbe, która – z ośmioma pucharowymi zwycięstwami – o 92 „oczka” wyprzedziła wspominaną już Belmondo. W ówczesnych czasach była to największa różnica punktowa, o jaką tryumfator/ka Pucharu Świata pokonał/a kolejnego zawodnika/czkę. Wśród mężczyzn w tożsamej ilości startów najrówniej spisywał się Władimir Smirnow, który – z trzema „skromnymi” pucharowymi „skalpami” w sezonie 1990/1991 – 16 marca w Oslo odebrał swą pierwszą Kryształową Kulę. Drugi – Mogren – stracił do zawodnika urodzonego w Szczuczinsku 34 punkty. Pucharowe podium uzupełnili dwaj Norwegowie – Bjørn Dæhlie i Vegard Ulvang, których Smirnow wyprzedził o 58 „oczek”.

Jak już wspomniano, punktem kulminacyjnym sezonu 1990/1991 były XXV Mistrzostwa Świata w Narciarstwie Klasycznym, których gospodarzem było włoskie Val di Fiemme. Czempionat ten był ostatnią imprezą rangi mistrzowskiej, w której udział wziął pięciokrotny tryumfator klasyfikacji generalnej, Gunde Svan. Napisać, że wziął on udział to tak, jakby nic nie napisać. Mimo iż wcześniejsze jego występy w sezonie 1990/1991 nie napawały optymizmem (przed mistrzostwami wywalczył on punkty w zaledwie jednym biegu), to znakomita dyspozycja przygotowana na docelową imprezę sezonu pozwoliła mu stać się najlepszym biegaczem tego wydarzenia. Do historii narciarstwa biegowego przeszedł – rozpoczynający mistrzostwa – bieg rozgrywany techniką klasyczną na dystansie 30 kilometrów, w którym niemal do ostatnich metrów o złoty medal walczyli Gunde Svan, Władimir Smirnow i Vegard Ulvang. Ostatecznie „Race of the Three Kings”, bo tak często bywa nazywany ten bieg, padł łupem Svana, dla którego tryumf ten był nie tylko wielką niespodzianką, ale i pięknym zwieńczeniem kariery. Dla Dæhliego stanowił on zaś swoistą „przepustkę” do sławy; w kolejnym starcie Norweg nie miał już sobie równych. – W ostatnim miesiącu z powodu choroby trenowałem niewiele. Jadąc do Włoch, nie liczyłem na większe sukcesy. Byłem zadowolony, że udało mi się zakwalifikować do reprezentacji. W 1989 roku w Lahti nie stanąłem na starcie inauguracyjnej „trzydziestki” z powodu przeziębienia. Wykurowali mnie nasi lekarze i w następnych konkurencjach wywalczyłem trzy złote medale. Dziś już pierwszy start przyniósł nieoczekiwany przeze mnie sukces. Tym większa moja wdzięczność dla naszych medyków – mówił Svan w wywiadzie udzielonym „Przeglądowi Sportowemu”. Do tytułu mistrzowskiego Szwed dołożył we Włoszech jeszcze trzy srebrne medale (dwa indywidualne i jeden wywalczony w sztafecie). Zimę 1990/1991 zakończył na ósmym miejscu w klasyfikacji generalnej biegowego Pucharu Świata. W ten oto sposób dobiegła końca bogata kariera zawodnika urodzonego w Vansbro.

Najlepszą zawodniczką włoskiego czempionatu była Jelena Wialbe, która aż trzy razy (w tym raz wraz z drużyną) stawała na najwyższym stopniu podium w Val di Fiemme. Tym samym Sowietka pokazała, że – tak jak swego czasu męską rywalizację zdominował Gunde Svan – tak teraz ona na lata może stać się niekwestionowaną postacią numer jeden kobiecego narciarstwa biegowego. W Val di Fiemme z bardzo dobrej strony pokazała się także Finka, Marja-Liisa Kirvesniemi, która w zawodach rozgrywanych na włoskiej ziemi wywalczyła swój siódmy medal mistrzostw świata. Co ciekawe, miało to miejsce już po urodzeniu przez nią drugiej córki.

XXV Mistrzostwa Świata w Narciarstwie Klasycznym były pomyślne także dla polskiego narciarstwa biegowego. Oczywiście, przyglądając się tabeli medalowej tejże imprezy, można by odnieść nieco inne wrażenie. Nie o medale rzecz się wtedy jednak rozchodziła, a o przyzwoite występy. Za takowe – bez wątpienia – należy uznać siódme miejsce kobiecej sztafety oraz czternastą lokatę Małgorzaty Ruchały w biegu rozegranym techniką klasyczną na trasie liczącej 15 kilometrów. Bieg ten relacjonowano w „Przeglądzie Sportowym” następująco: „Na 15 kilometrów stylem klasycznych do dobrych przed laty wyników Stefanii Biegun i jej poprzedniczek nawiązała startująca z numerem 44 Małgorzata Ruchałowa. Ruszyła ostro, na pierwszych trzech kilometrach zajmowała nawet szóstą pozycję. Choć później nieco zwolniła, wyprzedziła przecież na mecie wiele renomowanych biegaczek. Zdobyła, zajmując czternaste miejsce, swoje pierwsze w dość długiej już karierze punkty Pucharu Świata”. Tym samym zbliżyła się ona do rezultatu uzyskanego siedemnaście lat wcześniej przez Władysławę Majerczyk, która na mistrzostwach świata w Lahti w biegu na dystansie 5 kilometrów uplasowała się na dziesiątej pozycji. Wynik ten należało zatem uznać za nader satysfakcjonujący, będący dobrym prognostykiem na przyszłość. A przyszłość – jak pokazał kolejny czempionat – jawiła się w jasnych barwach…

Źródła: informacja własna; D. Ludwiński, Droga do Justyny Kowalczyk. Historia biegów narciarskich, Wydawnictwo SQN, Kraków 2014; fis-ski.com; Wikipedia

%d bloggers like this: