Historia PŚ w biegach. Ostatnia Kryształowa Kula Justyny Kowalczyk

fot. Anna Felska

Po roku przerwy, w sezonie 2012/2013 Justyna Kowalczyk ponownie nie miała sobie równych w rywalizacji o Kryształową Kulę. Do zwycięstw w klasyfikacjach generalnej i dystansowej Polka dorzuciła także czwarty tryumf w Tour de Ski oraz srebrny medal mistrzostw świata. Przypomnijmy sobie zatem ostatni sezon, w którym pochodząca z Kasiny Wielkiej biegaczka narciarska zdystansowała swoje rywalki w zmaganiach pucharowych.

 

fot. Anna Felska

Zwycięzca bez zwycięstwa…

Czy można zostać zwycięzcą wieloetapowego cyklu sportowych zmagań bez tryumfu choćby w jednych zawodach zaliczanych do jego klasyfikacji? Wydarzenia mające miejsce w trakcie siódmej edycji Tour de Ski, która odbyła się zimą z przełomu lat 2012-2013, pozwalają twierdząco odpowiedzieć na postawione pytanie. Co więcej, pokazują one także, że osiągnięcie tego celu możliwe jest nawet w sytuacji, gdy na siedem rozegranych biegów jedynie trzy kończy się w czołowej trójce. W taki właśnie sposób tryumfatorem niemiecko-szwajcarsko-włoskiej imprezy narciarskiej został Aleksander Legkow. Urodzony w Krasnoarmiejsku biegacz był pierwszym Rosjaninem, który szczyt Alpe Cermis przekroczył przed swoimi rywalami. W kolejnych latach sztuki tej dokonali również jego dwaj rodacy – Siergiej Ustiugow oraz Aleksander Bolszunow. Dla Legkowa zwycięstwo w morderczym tourze było wielkim osiągnięciem. W drodze po ten tryumf zawodnik Sbornej pokonał bowiem między innymi – walczącego o trzecią wygraną z rzędu – Dario Colognę ze Szwajcarii, swego krajana, Maksima Wylegżanina, czy znakomitego Norwega, Pettera Northuga. Tym samym Rosjanin poprawił swój wyczyn z sezonu 2006/2007, kiedy to musiał zadowolić się drugą lokatą w klasyfikacji premierowej odsłony cyklu.

… i zwyciężczyni z czterema zwycięstwami

O ile zmagania panów w siódmej odsłonie cyklu Tour de Ski nie zostały zdominowane przez jednego zawodnika, o tyle w przypadku rywalizacji pań można mówić o swoistej supremacji jednej z biegaczek narciarskich. A była nią (a jakże!) Justyna Kowalczyk. Mająca na swoim koncie trzy zwycięstwa w klasyfikacji touru Polka do zawodów rozpoczynających się pod koniec grudnia 2012 roku przystępowała w roli faworytki. – Justyna jest oczywistą kandydatką do zwycięstwa. Wygrała tour już trzy razy, poza tym widać, że jej forma rośnie – mówiła przed rozpoczęciem zmagań jedna z największych rywalek Kowalczyk, Therese Johaug. Jak widać, Norweżka zna się na rzeczy. Pochodząca z Kasiny Wielkiej sportsmenka już od pierwszego etapu zmagań prezentowała wysoką dyspozycję. Trzecia lokata w prologu i zwycięstwo w biegu pościgowym pozwoliły Polce wysforować się na prowadzenie w klasyfikacji touru. Jego podopieczna trenera Aleksandra Wierietielnego nie oddała już do końca rywalizacji, w międzyczasie notując trzy kolejne etapowe zwycięstwa. W efekcie – z pięcioma miejscami w czołowej trójce (w tym czterema na najwyższym stopniu podium) – Kowalczyk już po raz czwarty (i to czwarty z rzędu!) cieszyła się ze zwycięstwa w Tour de Ski. Bezpośrednio za nią w klasyfikacji tej jakże prestiżowej imprezy znalazły się dwie Norweżki – Therese Johaug i Kristin Stoermer Steira. W zawodach nie startowała ich wybitna rodaczka, Marit Bjoergen. Absencja utytułowanej biegaczki w żadnym stopniu nie umniejsza jednak sukcesu Justyny Kowalczyk, która do dziś pozostaje jedyną zawodniczką z czterema zwycięstwami w Tour de Ski. Jeden tryumf mniej ma na swoim koncie Therese Johaug.

Więcej o czwartym zwycięstwie Justyny Kowalczyk w Tour de Ski pisaliśmy TUTAJ.

Gdyby nie ta Nilsson…

Zmotywowana sukcesem w Tour de Ski Polka już po raz kolejny miała być jedną z czołowych postaci Mistrzostw Świata w Narciarstwie Klasycznym. W roku 2013 miejscem ich rozgrywania było Val di Fiemme. Kowalczyk do Włoch przyjechała przede wszystkim po to, by wreszcie zostać mistrzynią świata w „klasyku”. Należy bowiem mieć na uwadze fakt, iż spośród dwóch tytułów wywalczonych na czempionacie w 2009 roku żaden nie był zdobyty w – ukochanym przez najlepszą polską biegaczkę – stylu klasycznym. We Włoszech szanse na upragnione złoto były dwie – pierwsza w sprincie, zaś druga w biegu na dystansie 30 kilometrów. Na początku powiało optymizmem. Drugi czas eliminacji był oznaką wysokiej dyspozycji sportsmenki z Kasiny Wielkiej. Potwierdziły ją także zwycięstwa w ćwierć- i półfinale. Wydawało się więc, że i w decydującym starciu będzie równie dobrze. Jak jednak było w rzeczywistości? Zobaczmy…

Woman's Sprint Finale Val di Fiemme 2013  - Queen Marit´s 9th GOLD

Kolizja ze Stiną Nilsson pozbawiła Kowalczyk nadziei na upragnione złoto. Choć podopieczna trenera Wierietielnego do ostatnich metrów ambitnie walczyła o jak najlepszy rezultat, to jednak ostatecznie musiała się ona zadowolić szóstą lokatą, co było wynikiem znacznie poniżej jej możliwości, o czym zresztą sama mówiła w jednym z wywiadów.

MŚ Val di Fiemme: Justyna Kowalczyk po upadku "Mam nadzieję, że się wygrzebię"

Szansa na rehabilitację w „klasyku” była już dziewięć dni później w biegu na dystansie 30 kilometrów. Jednak i jej Polka nie zdołała wykorzystać. Do pełni szczęścia zabrakło jej zaledwie 3,7 sekundy (dla porównania, w sprincie strata do złota wyniosła 6,3 sekundy). Tak jak w sprincie, tak i w zawodach na „królewskim” dystansie tytuł mistrzyni świata wywalczyła Marit Bjoergen. Tym samym na włoskiej ziemi Justyna Kowalczyk zdobyła swój ostatni indywidualny medal czempionatu. W bogatej kolekcji mistrzowskich laurów niestety zabrakło miejsca dla „klasycznego złota”…

Rosyjsko-skandynawski podział

Wróćmy jednak do tematyki stricte związanej z rywalizacją w Pucharze Świata i poznajmy tych, którzy w marcu 2013 roku świętowali swoje momenty chwały. Wśród panów najwięcej powodów do radości miał Petter Northug, który po raz drugi w karierze sięgnął po Kryształową Kulę (wcześniej sztuki tej dokonał w sezonie 2009/2010). Bezpośrednio za jego plecami – ze stratą 180 punktów – znalazł się zwycięzca Tour de Ski, Aleksander Legkow. Podium uzupełnił tryumfator Pucharu Świata w dwóch poprzednich sezonach, Dario Cologna. Ci sami biegacze znaleźli się także w czołowej trójce klasyfikacji dystansowej. W niej na czele stał jednak Rosjanin przed Szwajcarem i Norwegiem. Jeśli chodzi o zestawienie najlepszych sprinterów, to i tu obyło się bez większych niespodzianek. Po raz trzeci w karierze małą Kryształową Kulę za biegi sprinterskie zdobył Szwed, Emil Jonsson, którego wyższość uznać musieli wspomniany już Northug oraz Nikita Kriukow z Rosji. Tym samym w sezonie 2012/2013 Kryształowe Kule za zwycięstwa w poszczególnych klasyfikacjach panów powędrowały do trzech różnych państw.

Polsko-amerykański sojusz

W przypadku kobiecej rywalizacji najważniejsze pucharowe trofea trafiły do Polski oraz Stanów Zjednoczonych. Po raz drugi z rzędu najlepszą sprinterką zimy została różowowłosa Amerykanka, Kikkan Randall. Urodzona w Salt Lake City biegaczka narciarska na podium klasyfikacji sprinterskiej wyprzedziła Justynę Kowalczyk oraz Norweżkę, Ingvild Flugstad Oestberg. Na czele zestawienia podsumowującego występy w biegach dystansowych znalazła się z kolei Polka, której wyższość musiały uznać zawodniczki „kraju fiordów” – Therese Johaug i Kristin Stoermer Steira. Kowalczyk nie miała sobie równych także (a może przede wszystkim) w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. W niej o ponad 500 punktów wyprzedziła wspomnianą Johaug. Strata trzeciej w zestawieniu Randall przekroczyła 800 punktów. W ten oto sposób – po rozegraniu finałowych zawodów w Falun – najwybitniejsza polska biegaczka narciarska po raz czwarty (i ostatni) w karierze odebrała Kryształową Kulę dla najlepszej zawodniczki sezonu. Choć w kolejnych latach Polka ani razu nie stanęła już na podium końcowej klasyfikacji pucharowej, to jednak w dalszym ciągu jej występy dostarczały sympatykom narciarstwa biegowego wielu emocji. Najlepszym tego dowodem były pamiętne igrzyska olimpijskie z roku 2014…

Źródło: informacja własna/fis-ski.com/youtube.com