Historia PŚ w biegach. Olimpijski sezon dopingowiczów

Fot. alchetron.com

Fot. alchetron.com

Pierwsza w pełni rozegrana w XXI wieku odsłona Pucharu Świata w biegach narciarskich zainaugurowana została 24 listopada 2001 roku w Kuopio. Jej punktem kulminacyjnym były niesamowite XIX Zimowe Igrzyska Olimpijskie, które odbyły się w Salt Lake City. Przypomnijmy sobie zatem najważniejsze wydarzenia z sezonu 2001/2002.

Trzeci w kwalifikacjach

Dla wielu Polaków sportowcem najbardziej kojarzącym się z zimowymi igrzyskami olimpijskimi, które odbyły się w 2002 roku, jest Adam Małysz. Sylwetki tego wybitnego Wiślanina nie trzeba chyba nikomu (lub prawie nikomu) przedstawiać. Jego dwa medale wywalczone w Salt Lake City przełamały 30-letni impas niemocy reprezentantów Polski na najważniejszej zimowej imprezie czterolecia. Niewiele zabrakło, a w Stanach Zjednoczonych spełniłby się „amerykański sen” pewnego biegacza z Istebnej. Był 19 lutego. W kwalifikacjach biegu sprinterskiego najlepszy rezultat osiągnął Håvard Bjerkeli z Norwegii. Tuż za nim uplasował się Włoch, Cristian Zorzi. Trzecie miejsce – niespodziewanie – zajął Polak, Janusz Krężelok. – To rodak Adama Małysza, wspaniałego skoczka, może on go zainspirował? – pytał kibiców spiker. Dzięki fantastycznej postawie w starcie kwalifikacyjnym zawodnik klubu AZS AWF Katowice stał się jednym z kandydatów do medali. W ćwierćfinale reprezentanta Polski spotkał pech. Na jednym z podbiegów Peter Larsson kopnął w jego kijek, przez co ten uległ złamaniu i Polak dobiegł do mety jako ostatni. Złożono jednak protest, który został pozytywnie dla Krężeloka rozpatrzony, w wyniku czego wystartował on także w półfinale. Tam jednak zabrakło sił. Ostatecznie – zamiast pierwszego polskiego medalu olimpijskiego wywalczonego w biegach narciarskich – skończyło się na dziewiątej pozycji, co uznać należy za bardzo dobry rezultat. – Przed igrzyskami w Salt Lake City wszystko się potoczyło lepiej niż w poprzednich latach. Gdy były spełnione kryteria do startu olimpijskiego, to były też pieniądze, były odpowiednie przygotowania. Na miejscu byłem jednak wtedy tylko ja i trener Aleksander Wierietielny. Nie było żadnego serwismena, wszystko trzeba było przetestować samemu, wypróbować narty. Trener smarował, a ja biegałem i sprawdzałem. Tak było, a jednak dało się zająć dobre miejsce, choć gdyby znalazła się pomoc, gdyby był ktoś jeszcze, to może dałoby się powalczyć o więcej, może o medal, bo szansa była wtedy bardzo wielka – wspominał swój występ na amerykańskim kontynencie Krężelok. Ostatecznie nie wywalczył on nigdy medalu olimpijskiego. Cztery lata później polscy kibice narciarstwa biegowego mieli jednak ogromne powody do radości…

Niezwykły występ w historycznym biegu

Zanim przypomniane zostaną kolejne wydarzenia z sezonu 2001/2002 przenieśmy się na moment do roku 1989. Nie, nie będziemy w tym miejscu wspominać transformacji systemowej w Polsce, a pierwsze zwycięstwo Stefanii Belmondo w zawodach Pucharu Świata w biegach narciarskich. 10 grudnia 1989 roku w Soldier Hollow (tam rywalizowali biegacze i biegaczki narciarskie podczas igrzysk w Salt Lake City) „Małe Tornado” – bo tak właśnie nazywano słynną Włoszkę – zaczęła kroczyć szlakiem zwycięstw w biegach najwyższej rangi. 9 lutego 2002 roku urodzona w Vinadio biegaczka narciarska stanęła na starcie historycznych zawodów. Tego dnia po raz pierwszy rywalizowano na igrzyskach olimpijskich o medale w biegu ze startu wspólnego. Po przebiegnięciu około dziesięciu z piętnastu kilometrów Belmondo oderwała się od innych zawodniczek. Wydawało się, że pewnie zmierza po zwycięstwo. W pewnym momencie sportsmenka złamała jednak kijek. Pech chciał, że w pobliżu nie było nikogo z jej ekipy. Dopiero po jakimś czasie Włoszka otrzymała właściwy sprzęt, jednak jej strata do prowadzącej Łarysy Łazutiny wynosiła około 10 sekund. Dzięki wspaniałej dyspozycji i niesamowitej woli walki na ostatnich metrach Belmondo wyprzedziła swoją rywalkę, zdobywając w ten sposób swój drugi w karierze tytuł mistrzyni olimpijskiej. Niedługo po amerykańskich igrzyskach pierwsza w historii dyscypliny złota medalistka olimpijska w biegu ze startu wspólnego ogłosiła koniec sportowej kariery.

Wszystko przez chomiki…

O tym, że na ogół bardziej pamięta się dopingowiczów niż uczciwych zwycięzców, przekonał się w 2002 roku estoński mistrz olimpijski w biegu rozegranym techniką klasyczną na dystansie 15 kilometrów, Andrus Veerpalu. Pomimo jego wspaniałego osiągnięcia w Salt Lake City, po igrzyskach znacznie więcej mówiło się o pewnym Hiszpanie rodem z Niemiec. – Chcę medalu olimpijskiego i obiecuję, że będę gotowy – zapewniał bohater jednego z naszych poprzednich felietonów, który zmagania w miejscowości Soldier Hollow rozpoczął od pierwszego miejsca w biegu rozegranym techniką dowolną na dystansie 30 kilometrów. W dniu zakochanych po raz drugi został mistrzem olimpijskim – tym razem nie miał sobie równych w biegu łączonym, w którym zawodnicy mieli do pokonania 20 kilometrów. Jednak nie był to koniec jego medalowych dokonań. W „królewskim” biegu na dystansie 50 kilometrów ponownie był najlepszy. Jego dokonania nie przeszły bez echa. Z gratulacjami niemal natychmiast pospieszył król Hiszpanii, Juan Carlos, nazywając Mühlegga „wzorem do naśladowania dla wszystkich (…) sportowców”. Tymczasem trwał bankiet na cześć hiszpańskiej gwiazdy… W jego trakcie do świętujących dotarły niepokojące informacje. Okazało się, że Johann Mühlegg został przyłapany na stosowaniu dopingu. Substancja, którą wykryto w jego organizmie, pochodziła z… komórek jajników chińsko-mongolskich chomików. Natychmiast odebrano mu ostatnie wywalczone w Salt Lake City trofeum. Pozostałych medali pozbawiono go dopiero w 2004 roku. W ten oto sposób Mühlegg został największym dopingowym skandalistą w historii zimowych igrzysk olimpijskich. W trakcie amerykańskiej imprezy nie był on jednak jedynym oszustem. Ze złotym i srebrnym medalem olimpijskim musiała pożegnać się Łarisa Łazutina; srebro straciła także inna Rosjanka, Olga Daniłowa. Pozytywne wyniki testów dopingowych dały również próbki Austriaków – Achima Walchera i Marca Mayera. Nawet jeśli wcześniejsze sukcesy wspomnianych tu sportowców odniesione były uczciwie, to już na zawsze pozostała przy nich „łatka oszustów”. W końcu, jak słusznie powiedział ówczesny przewodniczący Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (MKOL), Jacques Rogge, „Jeśli jako pierwszy przekroczysz linię mety, jesteś zwycięzcą. Ale nigdy nie jesteś mistrzem, jeśli nie przestrzegasz zasad”.

Źródła: informacja własna; fis-ski.com; sport.pl; faz.net; bbc.co.uk; Wikipedia; D. Ludwiński, Droga do Justyny Kowalczyk. Historia biegów narciarskich, Wydawnictwo SQN, Kraków 2014.

%d bloggers like this: