Historia PŚ w biegach. Historyczny tryumf Kowalczyk. Kreczmer i Krężelok o włos od medalu mistrzostw świata

Fot. Jerzy Kleszcz/newspix.pl

Premierowe zwycięstwo Justyny Kowalczyk w pucharowych zawodach i świetna postawa duetu Kreczmer-Krężelok na mistrzostwach świata w Sapporo były z punktu widzenia polskiego kibica najważniejszymi wydarzeniami Pucharu Świata w biegach narciarskich 2006/2007. Co jeszcze działo się na narciarskich trasach w trakcie owej zimy?

Fot. Jerzy Kleszcz/newspix.pl

W ślad za panią polityk

Jednym z najważniejszych miejsc w kontekście rozwoju biegów narciarskich na świecie jest Finlandia. To tu odbyły się jedne z pierwszych zawodów, w których rywalizowano na nartach. Stąd też pochodzi wiele wybitnych i utytułowanych postaci, niegdyś uprawiających tę piękną dyscyplinę sportu. Juha Mieto, Marja-Liisa Hämäläinen (z domu Kirvesniemi) oraz Marjo Matikainen – osoby te łączy nie tylko kraj pochodzenia, ale i fakt, że tryumfowały one w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata w biegach narciarskich. Dwie pierwsze persony dwukrotnie cieszyły się z owego sukcesu, zaś trzecia z nich w swym posiadaniu ma trzy Kryształowe Kule. Ostatnie z tych trofeów wywalczyła ona w sezonie 1987/1988. Rok później – w wieku 24 lat – Matikainen odeszła na sportową emeryturę, w trakcie której przez lata zasiadała w fińskim parlamencie. Od tego czasu żadna osoba pochodząca z Finlandii nie mogła cieszyć się z podobnego sukcesu. Impas ten przerwała dopiero Virpi Kuitunen, która zimą z przełomu lat 2006/2007 nie miała sobie równych na biegowych trasach. Piętnaście indywidualnych podiów (w tym dziesięć zwycięstw) sprawiło, że urodzona w Kangasniemi sportsmenka wywalczyła pierwszą od dziewiętnastu lat Kryształową Kulę dla swego kraju. Na podium klasyfikacji generalnej o 569 punktów wyprzedziła Norweżkę, Marit Bjoergen. 616 „oczek” straciła do niej z kolei Katerina Neumannova z Czech. Ciekawskich uspokajamy. Nie było to ostanie słowo Kuitunen.

Ostatnie tchnienie Niemca

Wszystko, co dobre, szybko się kończy. Wraz z końcem sezonu 2006/2007 końca dobiegła także fantastyczna seria niemieckich zwycięstw w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata w biegach narciarskich. Ostatnim pochodzącym zza Odry tryumfatorem cyklu zmagań rozrywanych pod egidą Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS) został Tobias Angerer, który 25 marca 2007 roku odebrał swą drugą z rzędu Kryształową Kulę. Przypomnijmy, że wcześniej na najwyższym stopniu podium klasyfikacji ogólnej stawali także Axel Teichmann (sezon 2004/2005) i René Sommerfeldt (sezon 2003/2004). W trakcie opisywanej zimy Angerer dziesięciokrotnie stawał na podium, w tym cztery razy na jego najwyższym stopniu. Dzięki równej dyspozycji utrzymywanej na przestrzeni całego sezonu bezdyskusyjnie został uznany najlepszym biegaczem trzydziestej czwartej odsłony rywalizacji o Kryształową Kulę mężczyzn. Jego przewaga nad kolejnymi zawodnikami przekroczyła 550 punktów, co tylko potwierdza, jak wspaniale prezentował się owej zimy. Sukcesu Angerera do dziś nie powtórzył żaden jego rodak.

Pomysł z sauny

Kuitunen i Angerera łączy nie tylko fakt, że oboje zdobyli Kryształową Kulę w sezonie 2006/2007. Zostali oni także pierwszymi tryumfatorami pewnego prestiżowego cyklu, którego idea rozgrywania narodziła się w… saunie. Na przełomowy pomysł wpadli podczas jednej z rozmów na temat kierunków rozwoju biegów narciarskich, która miała miejsce właśnie w saunie, dwaj byli biegacze narciarscy, a później także działacze FIS, Joerg Capol i Vegard Ulvang. Zamysł stworzenia nowej biegowej imprezy kończącej się na wzgórzu Alpe Cermis zrodził się w 2004 roku. Jednak – nim dopięto wszelkie szczegóły – minęły dwa lata. Ostatniego dnia 2006 roku w Monachium miał miejsce pierwszy etap historycznej, premierowej edycji Tour de Ski. Wśród pań w zawodach tych tryumfowała Marit Bjoergen, natomiast u panów na najwyższym stopniu podium stanął Christoph Eigenmann ze Szwajcarii. Pierwotnie wymyślone przez Capola i Ulvanga wieloetapowe wydarzenie miała rozpocząć się 29 grudnia 2006 roku w Novym Meście, jednakże ze względu na niesprzyjające warunki atmosferyczne zdecydowano się odwołać zmagania na czeskiej ziemi. Ostatecznie składający się z sześciu etapów cykl wygrali wspomniani już Kuitunen i Angerer. Dodajmy, że ich bezapelacyjne zwycięstwa w klasyfikacji Pucharu Świata wynikały również z tryumfu w Tour de Ski. Zwycięzca tego cyklu zapewnia sobie bowiem aż 400 punktów do klasyfikacji ogólnej. W efekcie tryumfator touru bardzo często zostaje także zdobywcą Kryształowej Kuli.

Szczęśliwa Otepaa

O tym, jak wiele dobrego może uczynić Tour de Ski, niejednokrotnie przekonała się Justyna Kowalczyk. Nim jednak Polka okrzyknięta została „królową touru”, wcześniej odniosła swoje pierwsze zwycięstwo w zawodach Pucharu Świata. Wydarzenie to miało miejsce 27 stycznia 2007 roku w estońskiej miejscowości Otepaa, a historyczną konkurencją okazał się być bieg rozgrywany technika klasyczną na dystansie 10 kilometrów. Nieco ponad rok wcześniej w tym samym miejscu i w tej samej konkurencji pochodząca z Kasiny Wielkiej zawodniczka po raz pierwszy w karierze stanęła na pucharowym podium. Przez kolejne lata Otepaa była dla Kowalczyk swoistym matecznikiem… miejscem, w którym nie tylko czuła się znakomicie, ale i terenem, na którym osiągała znakomite rezultaty. – Bardzo lubię Otepaa. Czuję się tu zupełnie jak w domu. To dla mnie naprawdę magiczne miejsce – mawiała jedyna do tej pory Polka, która poczuła smak zwycięstwa w zawodach Pucharu Świata w biegach narciarskich. Łącznie na trasach w Estonii Kowalczyk siedmiokrotnie meldowała się w najlepszej trójce.

O krok od medalu

Sezon 2006/2007 upłynął nie tylko pod znakiem regularnej rywalizacji w Pucharze Świata. W jego trakcie odbyły się także XXXIII Mistrzostwa Świata w Narciarstwie Klasycznym, które w dniach 22 lutego – 4 marca 2007 roku gościły w Sapporo. Na imprezie tej najlepszym osiągnięciem biegaczy narciarskich z Polski była piąta lokata wywalczona przez Macieja Kreczmera i Janusza Krężeloka w sprincie drużynowym. Do upragnionego medalu Biało-Czerwonym zabrakło zaledwie 0,2 sekundy. – To takie mistrzostwa najbliższe sercu. Wtedy zająłem dziesiąte miejsce indywidualnie w stylu klasycznym, ale był jeszcze sprint drużynowy. W nim z Maćkiem Kreczmerem byliśmy na piątej pozycji. Wtedy jednak przegraliśmy medal o 0,2 sekundy. Było bardzo ciasno i szansa na medal była dla nas bardzo realna. Można powiedzieć, że przegraliśmy go o dwie długości buta. Szkoda, ale tak to się potoczyło. Maciek na swym ostatnim kółku trochę stracił i musiałem na swojej zmianie robić pościg za grupą. Udało się, ale później ciężko było już przebić się przez tę grupę – pętla nie jest za długa, a w Sapporo dodatkowo była dość specyficzna trasa, wąska. Ponadto jej część była pod takim przykryciem, zadaszeniem na stadionie, a druga część już na terenie otwartym. Warunki były więc wyjątkowe – wspominał pamiętny bieg Janusz Krężelok. W tym niecodziennym anturażu najlepiej poradzili sobie Włosi, którzy na podium wyprzedzili Rosjan i Czechów. Na pierwszy od 1978 roku medal biegacza narciarskiego (lub biegaczki narciarskiej!) z Polski kibicom z kraju nad Wisłą przyszło więc czekać kolejne lata. Na szczęście cierpliwość popłaca…

Źródło: informacja własna/Wikipedia/fis-ski.com/sport.tvp.pl/D. Ludwiński, Droga do Justyny Kowalczyk. Historia biegów narciarskich, Wydawnictwo SQN, Kraków 2014.