Historia PŚ w biegach. Hämäläinen i Svan zdobywcami Sarajewa

Fot. Lars Hedberg/SCANPIX

Fot. Lars Hedberg/SCANPIX

Po jubileuszowej odsłonie rywalizacji o Kryształową Kulę w grudniu 1983 roku najlepsze biegaczki i czołowi biegacze świata rozpoczęli zmagania w sezonie olimpijskim. Jak można się domyślać, dostarczył on wielu niezapomnianych emocji. Przypomnijmy sobie zatem najważniejsze wydarzenia zimy 1983/1984.

Zaczęło się w Reit im Winkl… Zawody inaugurujące sezon 1973/1974 padły łupem zawodniczki z Czechosłowacji. Tak, tej samej, o której myślicie… Květa Jeriová, bo o niej mowa, już po raz trzeci z rzędu nie miała sobie równych w prologu edycji zmagań pucharowych. Do trzech razy sztuka? Nic z tych rzeczy! Mimo kolejnego świetnego pierwszego biegu w sezonie, następne starty narciarki z miejscowości Zálesní Lhota pozostawiały wiele do życzenia… Zbyt wiele, jak się później okazało. W efekcie biegaczka zza południowej granicy Rzeczypospolitej Polskiej zimy z przełomu lat 1983-1984 raczej nie wspominała najlepiej. Co fakt, na igrzyskach olimpijskich wywalczyła ona dwa medale (jeden indywidualnie oraz jeden w sztafecie, co uznać należy za wielki sukces), jednakże dla zawodniczki, która w trzech poprzednich sezonach zajmowała trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, swoiste „obniżenie lotów” i brak podium w „tabeli” podsumowującej sezon musiały być w pewnym sensie rozczarowujące; tym bardziej, że do trzeciej lokaty zabrakło jej zaledwie dwóch punktów.

Wśród panów w Niemczech najlepiej poradził sobie reprezentant Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich, Nikołaj Zimiatow. Podobnie jak Jeriová, tak również i on na imprezie czterolecia wywalczył dwa medale (jeden indywidualnie oraz jeden w sztafecie). Analogii pomiędzy Czechosłowaczką a Sowietą można doszukiwać się dalej. Zimiatow także bowiem – jak porównywana z nim Jeriová – nie zdołał zgromadzić wystarczającej ilości punktów, by móc znaleźć się w gronie trzech najlepszych zawodników sezonu 1973/1974. Tej zimy bowiem dzielili i rządzili – zamieszkujący na Półwyspie Skandynawskim – Marja-Liisa Hämäläinen z Finlandii oraz Gunde Svan ze Szwecji. Rewelacyjne przygotowanie do sezonu potwierdzili oni już w drugich zawodach jedenastej odsłony walki o Kryształową Kulę. Finka okazała się najlepsza we francuskim Autrans, Szwed zaś tryumfował w austriackim Ramsau. Do Sarajewa udali się oni zatem jako jedni z głównych pretendentów do wywalczenia medali olimpijskich z najcenniejszego kruszcu…

Pierwszą biegową konkurencją XIV Zimowych Igrzysk Olimpijskich odbywających się w 1984 roku w jugosłowiańskim Sarajewie był bieg kobiet, który rozegrano na trasie liczącej 10 kilometrów. Tą, która mogła podnieść ręce w geście tryumfu, była wielka faworytka rodem z Finlandii, wspominana już Marja-Liisa Hämäläinen. – To zwycięstwo jest najpiękniejszą rekompensatą za trzy lata przedolimpijskiego treningu. Miałam trochę problemów na początku biegu. Później czułam się już pewniej, a w końcówce udało mi się jeszcze przyspieszyć. Sądzę, że jeszcze nigdy nie pobiegłam tak dobrze – podsumowała swój pierwszy olimpijski tytuł zawodniczka urodzona w Simpele. Jak się bowiem później okazało, Finka nie mała sobie równych również w pozostałych indywidualnych konkurencjach, jakimi były starty na dystansach 5 oraz 20 kilometrów. Do trzech indywidualnych tytułów mistrzyni olimpijskiej Hämäläinen dołożyła także brąz w sztafecie. Dzięki swym fantastycznym osiągnięciom została najbardziej utytułowanym sportowcem jugosłowiańskiej imprezy czterolecia. Jak przyznała w jednym z wywiadów, na zaśnieżonych olimpijskich trasach w Sarajewie niezwykle istotną rolę odgrywało przygotowanie nart. Te zaś – dzięki ogromnemu wysiłkowi fińskiej ekipy – spisywały się znakomicie. – We wszystkich moich sukcesach w Sarajewie bardzo dużą rolę odegrały świetnie przygotowane narty. Pracował przy nich Esko Kuntola i należy mu się co najmniej jeden zdobyty przeze mnie złoty medal olimpijski – opowiadała bohaterka narodowa Finlandii.

Rywalizacja mężczyzn na XIV Zimowych Igrzyskach Olimpijskich rozpoczęła się od zwycięstwa Nikołaja Zimiatowa w biegu na dystansie 30 kilometrów.  O 27 sekund gorszy rezultat od niego uzyskał jego kolega z reprezentacji, Aleksandr Zawjałow. Trzecia lokata – ze stratą niespełna 40 sekund do szczęśliwego tryumfatora – przypadła w udziale Szwedowi, Gunde Svanowi. – Svan posiada te wszystkie cechy, które są niezbędne w naszym sporcie. Przede wszystkim nienawidzi porażek i to wyzwala w nim wszystkie rezerwy – powiedział swego czasu trener zawodnika urodzonego w Vansbro, Ake Jonsson. Słowa te znalazły swe potwierdzenie już w kolejnym biegu igrzysk, w trakcie którego Szwed nie pozostawił nikomu żadnych złudzeń, pokazując, kto jest najlepszym biegaczem świata. W biegu na dystansie 15 kilometrów za jego plecami znaleźli się trzej Finowie – Aki Karvonen, Harri Kirvesniemi (wówczas jeszcze narzeczony Marji-Liisy Hämäläinen; niedługo po tym zostali małżeństwem) oraz dwukrotny zdobywca Kryształowej Kuli, Juha Mieto. W Sarajewie do swej kolekcji „olimpijskich skalpów” Svan dorzucił jeszcze złoto za bieg sztafetowy oraz srebro wywalczone na „królewskim dystansie” 50 kilometrów. Z czterema medalami na koncie zajął trzecie miejsce w tabeli multimedalistów opisywanej imprezy. Przed nim znalazły się jedynie koleżanka „po fachu”, Marja-Liisa Hämäläinen, oraz łyżwiarka szybka z Niemieckiej Republiki Dekomratycznej, Karin Enke. Jak sam zainteresowany podsumował swe występy w Jugosławii? – Jechałem na igrzyska z marzeniem o jednym choćby skromnym medalu. Śnił mi się. Dlatego od początku sezonu nie goniłem za sukcesami, oszczędzając siły na olimpiadę. O złocie nawet nie myślałem – skromnie przyznał Szwed w jednym z wywiadów.

Do końca olimpijskiego sezonu zarówno Marja-Liisa Hämäläinen, jak i Gunde Svan nie dali się zepchnąć z podium klasyfikacji generalnej. Co więcej, swoich rywali pokonali oni w cuglach! Drugi w walce o Kryształową Kulę – Thomas Wassberg – stracił do Svana 49 punktów, co stanowiło największą różnicę pomiędzy pierwszym a drugim zawodnikiem w podówczasowej historii Pucharu Świata w biegach narciarskich. Z kolei Hämäläinen zgromadziła o 20 „oczek” więcej od Raisy Smietaniny. Tym samym Finka oraz Szwed udowodnili, iż możliwe jest utrzymanie wysokiej dyspozycji przez cały sezon, a złota olimpijskie mogą iść w parze z Kryształowymi Kulami dla najlepszych zawodników rywalizacji pucharowej.

Zmierzając do końca opowieści na temat sezonu 1983/1984, warto chociaż w kilku słowach wspomnieć o występach reprezentantów (a właściwie reprezentanta) Polski. Po zakończeniu współpracy z trenerem Edwardem Budnym opiekę nad polską kadrą sprawował Leszek Grzyb. Pod jego wodzą Józef Łuszczek nie zdołał jednak powrócić do znakomitej dyspozycji z roku 1978. Na igrzyskach olimpijskich w Sarajewie plasował się kolejno na czterdziestym pierwszym miejscu w biegu na dystansie 30 kilometrów oraz trzydziestej szóstej pozycji w starcie na trasie liczącej 15 kilometrów. Najlepszy rezultat w jugosłowiańskich igrzyskach Polak uzyskał w biegu na dystansie 50 kilometrów. Była to jednak dopiero dwudziesta siódma pozycja. – Gdy wyprzedzał mnie Juha Mieto i sadził długim krokiem, ja zaś ciągle drobiłem i nie mogłem się za nim ani rusz utrzymać, poczułem się strasznie. Tak bardzo chciałem zrobić dobry wynik, tak bardzo… – podsumował swój występ urodzony w Zębie zawodnik. Po igrzyskach Polak otrzymał propozycję objęcia funkcji szkoleniowca biegaczy z Turcji. Z propozycji tej jednak nie skorzystał. Postanowił on jednak wrócić do współpracy z ojcem swych sukcesów, trenerem Edwardem Budnym.

Tymczasem na horyzoncie jawiły się XXII Mistrzostwa Świata w Narciarstwie Klasycznym Seefeld 1985… Ale to już jest przecież historia na kolejny felieton…

Źródła: informacja własna; fis-ski.com; Wikipedia; D. Ludwiński, Droga do Justyny Kowalczyk. Historia biegów narciarskich, Wydawnictwo SQN, Kraków 2014.

%d bloggers like this: