Historia PŚ w biegach. Genialny sezon Kowalczyk z niezapomnianym finiszem w tle

fot. youtube.com

Nieczęsto zdarza się, by polski sportowiec przywiózł z jednych igrzysk olimpijskich trzy medale. W Vancouver sztuki tej dokonała Justyna Kowalczyk, która po 38 latach powtórzyła osiągnięcie Wojciecha Fortuny i wywalczyła drugi w historii Polski złoty medal olimpijski w sportach zimowych. Wydarzenie to było jednym z najpiękniejszych momentów sezonu 2009/2010, który wspominamy w naszym dzisiejszym felietonie.

fot. youtube.com

Niepokorny mistrz

Nim w naszych uszach zabrzmi pełen emocji głos Marka Jóźwika, komentującego popisy Justyny Kowalczyk na kanadyjskich trasach, przez moment skupmy się na postaci, która zmagania w sezonie 2008/2009 ukończyła na drugim miejscu, uznając wyższość Szwajcara, Dario Cologni. Petter Northug, bo o nim mowa, bój o swą pierwszą Kryształową Kulę rozpoczął od czwartej lokaty w rozegranym w Beitostolen biegu na dystansie 15 kilometrów. Osiem dni później (tj. 28 listopada 2009 roku) w Ruce sięgnął po swoje piąte pucharowe zwycięstwo w karierze. Tej zimy Norwega można było jeszcze jeszcze siedmiokrotnie widzieć na najwyższym stopniu podium zawodów tej rangi. Do tego dołożył zwycięstwo w finale Pucharu Świata, drugie miejsce w Tour de Ski (ulegając jedynie Lukasowi Bauerowi) oraz cztery medale igrzysk olimpijskich, w tym dwa z najcenniejszego kruszcu. Obfitujący w liczne sukcesy sezon – mimo udziału w zaledwie 20 biegach (na 30 rozegranych) – 24-letni wówczas biegacz okrasił zdobyciem Kryształowej Kuli oraz tryumfem w klasyfikacji dystansowej. W obu tych zestawieniach biegacz urodzony w miejscowości Mosvik bezpośrednio wyprzedził wspomnianego już Bauera oraz Marcusa Hellnera ze Szwecji. W kolejnych latach o sukcesach Norwega rozpisywano się niemal tyle samo, co o skandalach z jego udziałem w roli głównej.

Tour de Justyna – czas na pierwszy odcinek sagi

Kiedy aktualny szkoleniowiec polskich biegaczy narciarskich przystępował do walki o drugie zwycięstwo w Tour de Ski, na swój pierwszy tryumf w klasyfikacji tego cyklu po cichu liczyła Justyna Kowalczyk. Po zdobyciu Kryształowej Kuli w sezonie 2008/2009 Polka – obok Virpi Kuitunen, Aino-Kaisy Saarinen czy Petry Majdić – była jedną z faworytek do tryumfu w tourze. Bolesne doświadczenia z wcześniejszego sezonu sprawiły, że na udział w zawodach nie zdecydowała się Marit Bjoergen. Kowalczyk od początku rywalizacji plasowała się w ścisłej czołówce. Dwukrotna mistrzyni świata z Liberca pokazała, że jest gotowa na sukces w niemiecko-czesko-włoskiej imprezie. Wszak – obok złota olimpijskiego – był to jeden ze skalpów, jakiego wówczas brakowało w jej bogatej kolekcji. Do ostatniego etapu czwartej edycji Tour de Ski pochodząca z Kasiny Wielkiej biegaczka przystępowała ze stratą 31,4 sekundy do Petry Majdić. Na ósmym kilometrze tych zmagań panie biegły już razem. Wtem Polka… zresztą, sami zobaczcie, co zrobiła…

Tour de Ski 2010 - Justyna Kowalczyk

Wystarczył moment, by Kowalczyk oderwała się od swej rywalki i z ogromną pewnością siebie pomknęła po upragniony tryumf. – To był szalenie trudny bieg. Pół minuty straty do Petry sprawiło, że od początku do końca musiałam walczyć. Dopiero na mecie uwierzyłam, że wygram. Jestem strasznie szczęśliwa – przyznała Kowalczyk na szczycie Alpe Cermis. Więcej na temat historycznego sukcesu Polki pisaliśmy TUTAJ. Nieco ponad dwa miesiące później Polka odebrała swą drugą z rzędu Kryształową Kulę.

Słoweńska bohaterka

O ile w przypadku Tour de Ski Petra Majdić mogła mówić o pewnym niedosycie (w końcu do ostatniego etapu przystępowała z ponadpółminutową przewagą nad drugą zawodniczką), o tyle na najważniejszej imprezie czterolecia została uznana za jedną z największych bohaterek – i to mimo faktu, iż nie wywalczyła na niej olimpijskiego złota. 30-letnia wówczas Słowenka uważana była za jedną z murowanych faworytek do zwycięstwa w biegu sprinterskim. Kiedy w trakcie treningu przed kwalifikacjami do zawodów Majdić wpadła do nieogrodzonego rowu znajdującego się wokół trasy, wydawało się, że marzenia o pierwszym medalu olimpijskim trzeba będzie odłożyć w czasie o kolejne cztery lata…

Na prośbę organizatorów druga zawodniczka sezonu 2008/2009 przystąpiła do kwalifikacji jako ostatnia. W nich uzyskała dziewiętnasty rezultat. Niedługo po tym w pobliskim punkcie medycznym przeszła badania, które początkowo nie wykazały poważniejszych obrażeń. W efekcie mogła ona przystąpić do biegu ćwierćfinałowego, w którym nie miała sobie równych. W półfinale uplasowała się na czwartej pozycji. Lokata ta pozwoliła jej jednak awansować do decydującego biegu. Mimo ogromnego bólu i grymasu na twarzy, Majdić wspięła się na wyżyny swoich umiejętności i zdobyła upragniony medal. Choć nie był on koloru złotego (a „jedynie” brązowego), to właśnie Słowenkę uznano za największą wygraną tego starcia. – Moim zdaniem dla Petry ten medal jest ze złota. Była bardzo obolała, ale zdobyła brąz. Cieszę się z tego. To bardzo silna kobieta – powiedziała po biegu jego tryumfatorka, Marit Bjoergen. „Historia odnotuje, że medal Majdić był brązowy. Jednak dla sportowców i trenerów z wielu krajów, którzy przekroczyli narodowe granice, aby ją dopingować i cieszyć się z jej osiągnięcia, to było coś więcej” – napisano z kolei w gazecie „Seattle Times”.

Po przekroczeniu mety Petra nie była w stanie samodzielnie podnieść się. Ciężko oddychającą Słowenkę natychmiast zabrano do szpitala. Przeprowadzone badania wykazały złamanie pięciu żeber i odmę opłucnową. – To nie brązowy medal, to złoto z diamentami. (…) Już nie myślałam o medalu. Chodziło o to, by się nie poddać i próbować. Nie chciałam w ten sposób kończyć tej historii – podsumowała swój sukces ogromny sukces bohaterka z Lublany.

„Przyjechała się tu nawdychać, a potem biegać”

Dla Polaków wielką bohaterką wyżej opisanego starcia była z kolei Justyna Kowalczyk, która w owym biegu uplasowała się na drugiej pozycji. Był to pierwszy medal w historii polskiego narciarstwa biegowego na igrzyskach olimpijskich. Zaledwie dwa dni po nim (19 lutego 2010 roku) pojawił się kolejny – tym razem brązowy, wywalczony w skiathlonie po pasjonującej walce stoczonej z Kristin Stoermer Steirą. Złoto przypadło w udziale (a jakże!) Marit Bjoergen. Na krótko po wyścigu z ust pochodzącej z Kasiny Wielkiej zawodniczki padły kontrowersyjne słowa na temat problemu astmy w norweskiej kadrze. – A cóż ja mogę powiedzieć o Marit? Przyjechała tu się nawdychać, a potem biegać. (…) Marit czuje się widocznie zagrożona, bo dobrze wie, że bez tych swoich „pomagaczy”, nie bardzo miałaby tu co robić ze mną i innymi dziewczynami. Jest starszą zawodniczką i dobrze wie, że za parę lat, gdy ja będę w jej wieku, mogę mieć po prostu lepsze rezultaty – powiedziała Kowalczyk w rozmowie z Robertem Błońskim i Jakubem Ciastoniem. – Skoro nie mają nic do ukrycia, to w czym jest problem? Bardzo się cieszę, że jest jakaś dyskusja, bo to wreszcie raz na zawsze powinno być wyjaśnione. Albo dopuśćmy leki na astmę dla wszystkich albo zróbmy oddzielne zawody dla astmatyków. To jest coś niesamowitego, że w biegach, kolarstwie, czy innych sportach wytrzymałościowych, jest tyle ludzi chorych na astmę – dodała Polka, przed którą na kanadyjskiej imprezie były jeszcze dwa starty – sztafeta oraz bieg na 30 kilometrów.

Polski doping na igrzyskach

A propos polskiej sztafety… na igrzyskach w Vancouver zajęła ona fantastyczne, szóste miejsce. Niestety, przeprowadzony krótko po zespołowych zmaganiach test antydopingowy wykazał w organizmie Kornelii Marek obecność erytropoetyny, czyli popularnego środka dopingowego. W efekcie wyniki wszystkich biegów Marek z igrzysk w Kanadzie (także tych uzyskanych w rywalizacji drużynowej) anulowano, a sama zawodniczka została zdyskwalifikowana na okres dwóch lat. Tym samym biegaczce urodzonej w Marklowicach niedługo było dane cieszyć się jedenastą lokatą w zawodach olimpijskich na „królewskim” dystansie 30 kilometrów.

Zrobiła to, zrobiła!

Są takie momenty w sporcie, które na stałe zapisują się w historii. Do wydarzeń tych przez lata powraca się we wspomnieniach, piszą o nich dziennikarze, kronikarze czy autorzy książek. W roku 2021 minęło jedenaście lat od jednego z takich epokowych dla polskiego sportu dni. Był sobotni wieczór… Kibice biegów narciarskich z wypiekami na twarzy śledzili ostatni akt kobiecej rywalizacji na kończących się igrzyskach. – Mam nadzieję nie podziwiać widoków. Zobaczymy, jak się będę czuła, na pewno powalczę – zapowiadała przed biegiem na 30 kilometrów Justyna Kowalczyk. Dość szybko stało się jasne, że złoto przypadnie w udziale właśnie Polce lub tej, która do Kanady „przyjechała nawdychać się”. Po nieco ponad półtorej godziny morderczej walki Kowalczyk i Bjoergen pojawiły się na ostatniej prostej. O tryumfie w biegu na 30 tysięcy metrów miał zdecydować ostatni kilkudziesięciometrowy odcinek trasy. W tym momencie oddajmy głos temu, który w 2010 roku pozwolił nam wszystkim poczuć się, jakbyśmy stali na linii mety zawodów w Whistler.

Justyna Kowalczyk - Vancouver 2010 - złoty medal

„Bjoergen czy Kowalczyk? Bjoergen czy Kowalczyk?” – 27 lutego 2010 roku słowa te rozlegały się w milionach polskich domów. Wreszcie usłyszeliśmy upragnione i tak długo wyczekiwane: „Jeeeeeest, jeeeeest, jeeeeest, jeeeeest! Wyrwała to złoto, wprost wyrwała Norweżce. Mamy drugi złoty medal w historii polskiego narciarstwa. Zrobiła to! Zrobiła!”. Tak oto w annałach zapisał się niewiarygodny wyczyn Justyny Kowalczyk. Do historii przeszedł także komentarz Marka Jóźwika oraz asystującego mu profesora Szymona Krasickiego. Po 38 latach przerwy „Mazurek Dąbrowskiego” ponownie został odegrany na zimowych igrzyskach olimpijskich. Pierwszy raz sprawczynią tego rodzaju „zamieszania” została kobieta.

– Wiedziałem, że to się skończy tak, jak się zakończyło. To też ciekawa sprawa, że Justyna po biegu nie była świadoma tego, co się stało. Nie zdawała sobie sprawy z tego, że właśnie sięgnęła po największy sukces i była aktorką niesamowitego widowiska – przyznał w dziesiątą rocznicę tego niezapomnianego wydarzenia w rozmowie ze sportsinwinter.pl Marek Jóźwik. Spektakl z udziałem Justyny Kowalczyk do dziś uważany jest za jeden z najpiękniejszych obrazów, wykreowanych przez polskich sportowców.

Na koniec posłuchajmy, co po swym wielkim sukcesie miała do powiedzenia jedyna (jak do tej pory) polska mistrzyni olimpijska w sportach zimowych.

Kowalczyk ze złotem w Vancouver (vancouver.tvp.pl)

Źródło: informacja własna/fis-ski.com/youtube.com/sport.pl/sportowefakty.pl/eurosport.tvn24.pl